piątek, 27 grudnia 2013

Moja "kolekcja" lakierów do paznokci

Jak wszyscy wiemy, malowanie paznokci to najlepszy sposób, żeby ukryć brud za paznokciami. A zatem, do dzieła!
Oto moja skromna kolekcja, nawet nie wiem, czy można to tak nazwać. W lodówce czy w łazience mam jeszcze jakieś inne lakiery, ale tamtych raczej nie używam. Te lakiery trzymam na biurku i z nich korzystam najczęściej.
Jak często maluję paznokcie? Aktualnie dość często, bo mam na to czas i sprawia mi to przyjemność. Miło, gdy potem patrzę na moje dłonie i widzę- Oo, jaki ładny kolorek :)
Nie jestem jakąś maniaczką paznokci, sztuczne tipsy czy zapuszczanie paznokci na siłę budzą moją niechęć, a czasem nawet odrazę, tak samo, jak różne zdobienia typu cyrkonie czy malunki, wzorki, cekiny. Najgorsze są akrylowe szpony, naprawdę nie wiem, jak można sobie TO robić :/
Dla mnie paznokcie to: naturalne, spiłowane dość krótko (nie do "chirurgicznej" długości, biały brzeg może mieć 1-2 mm), o naturalnym kształcie.
Od lewej:
Bell Fashion Colour / 313 nazywam ten kolor "kolorem powideł śliwkowych"
OPI Nail Lacquer / Manicurist of Seville bardzo ciemna czerwień
Golden Rose Paris Nail Lacquer / 151 ciemna zieleń, podobna do koloru zielonego markera w sumie
Essie / Meet me at Sunset piękny żywy, ciepły pomarańcz z nutą czerwieni
OPI Nail Lacquer / Are We There Yet? jasny pomarańczowy z drobinkami brokatu
Golden Rose Rich Color / 03 ciemny nude? jasny koral? cielisto- różowy
Golden Rose Carnival / 01
Essence Studio Nails 24/7 Nail Base
Essie / Good to Go! Top coat

Moje ulubione to zdecydowanie Essie Meet me... i Bell 313 teraz na zimę :) No i oczywiście Good To Go! ten produkt naprawdę ułatwia życie.
Top coat Golden Rose Carnival i lakier Golden Rose Rich Color to dzisiejsze zakupy, miałam wielką ochotę na lakier GR RC 05- SWATCHE tutaj , ale nie było :( Chyba bardziej opłaca się je kupować przez internet, większy wybór, niż na stoisku GR, no i tańsze- jeśli się kilka zamawia, to się opłaca. Ten też nie jest taki zły, oto efekty z top coatem:
I moje rajty w reniferki :P

niedziela, 15 grudnia 2013

Najczęstsze problemy z kotami


Po kilku (wielu ;)) latach obecności na forach tematycznych mam już pewien przekrój najczęstszych problemów z kotami. Oczywiście będzie to tylko kilka wybranych problemów, ale mam nadzieję, że komuś choć trochę pomogę :) Pierwsza i najważniejsza zasada, która będzie dziś mottem przewodnim, to:

Nikt nie będzie szczęśliwy w domu, gdzie jest nieszczęśliwy kot.

Problem nr 1- Mój kot nie oddaje moczu do kuwety
Najważniejsze jest rozstrzygnięcie, czy mamy do czynienia z oddawaniem moczu poza kuwetą związanym z jakąś chorobą, a więc z bólem, czy też z przyczynami behawioralnymi.
Choroby pęcherza są częste u kotów, a towarzyszący im ból powoduje, że kot zaczyna kojarzyć kuwetę z bólem i ucieka z niej, sikając gdzie popadnie. Często przy tego typu schorzeniach dochodzi do utrudnionego oddawania moczu, więc kot posikuje po kilka kropel w całym domu.
Znaczenie moczem jest jednym ze sposobów znaczenia terenu, ale kotom w domu zazwyczaj wystarczy znaczenie moczem swojej kuwety. Jeśli jednak coś "wytrąci kota z równowagi" to znaczenie moczem może się rozszerzyć na inne tereny. Klasyką jest sikanie do butów. Kot sika do butów-czemu? Bo buty były na dworze (na polu :P), więc mają obcy zapach i są obce! Trzeba je oznaczyć jako swoje. Proste? Jak budowa cepa. TU! w ostatnim punkcie pisałam o tym, jak ważny jest koci zmysł węchu. Aha, zapomniałam napisać- istnieje jeszcze wersja HARD znaczenia- to znaczenie "dwójką"...

U młodych kotów znaczenie moczem wynika z osiągnięcia dojrzałości płciowej i oznacza, że czas na kastrację. Kotki w rui też potrafią znaczyć moczem. Podstawowa różnica między znaczeniem, a posikiwaniem, to powierzchnia, na którą oddawany jest mocz. Kocury i kotki w rui pryskają moczem na pionowe powierzchnie, posikujący kot oddaje mocz na podłogę lub inne powierzchnie poziome.
Rada: na początku trzeba zrobić badanie moczu i wykluczyć choroby pęcherza, a jeśli to jest już wykluczone, to walczyć z problemem behawioralnym. Jeśli mamy do czynienia ze znaczeniem u młodego kota, to wskazana jest kastracja.

Problem nr 2- Mój kot mnie atakuje i gryzie/ drapie
Koty są drapieżnikami, musza czynnie zdobywać pożywienie oraz bronić się przed wrogami, więc często spotykamy się u nich z przejawami agresji. Istnieje kilka przyczyn agresji u kotów i każda wymaga innych sposobów postępowania. Możemy mieć do czynienia z agresją drapieżniczą, z agresją ze strachu i agresją o podłożu lękowym, agresją terytorialną i agresją przemieszczoną ("Przyczyny agresji u kotów", Jagna Kudła, MW 134/2006). O agresji drapieżniczej mówimy wtedy, gdy kot poluje na nasze ręce lub nogi. Jest to chyba najczęstszy problem, zwłąszcza u młodych kotów. Pierwszą zasadą jest- nigdy never ever nie bawimy się z kotem ręką, ani w pozorowane walki lub tarmoszenie, jak ze szczeniakiem.
Wędki i inne zabawki na patyku, oraz piłeczki czy myszki do zabawy samodzielnej to odpowiednie zabawki dla kota. Coś takiego KLIK! jest urocze, kiedy kot jest mały, ale u 6 kilowego dorosłego kocura przeradza się w poważny problem. Żeby uniknąć takich sytuacji, często radzi się brac od razu dwa małe kociaki, które będą się tłuc nawzajem, a ludzi zostawią w spokoju. Kot potrzebuje codziennej zabawy, żeby zaspokoić swoją potrzebę polowania. Tak, dorosłe i starsze koty też!
Agresję ze strachu najlepiej opisują słowa- fight or flight. Jeśli kot się czegoś boi, to albo będzie walczył, albo ucieknie i się ukryje. Jeśli w tym wypadku ktoś spróbuje go wyciągnąć z jego kryjówki, żeby go "pocieszyć", to na 99% zostanie zaatakowany. Można przeprowadzić eksperyment z odkurzaczem, spróbujcie wziąć na ręce kota, który się boi włączonego odkurzacza. Albo jeszcze lepszy przykład- wizyta w lecznicy weterynaryjnej ;)
Rada: znajdź przyczynę i staraj się rozładować kocią agresję. Wiem, ze to bardzo enigmatyczna rada, ale staram się dać choć jakieś wskazówki, jak szukać rozwiązań.
Czasem kocia agresja wynika z bólu. Zawsze warto najpierw skonsultować przypadek z lekarzem weterynarii, a dopiero potem szukać behawioralnych przyczyn.

Problem nr 3- Mój kot wymiotuje
Wymioty, czyli gwałtowna ewakuacja treści żołądka przez przełyk, połączona z mdłościami, są na stałe wpisane do kociego kalendarza. Najczęstszą przyczyną wymiotów jest silne i nagłe podrażnienie żołądka przez jakiś czynnik. Czynnikiem mogą być zbite w kulkę włosy,jakieś ciało obce (ogon od myszki etd), zjedzona trawa albo inne rośliny,niepogryzione chrupki itd. W takim wypadku wymioty zdarzają się sporadycznie i nie towarzyszą im żadne inne objawy. Profilaktycznie można podawać kotu pastę na odkłaczenie lub karmę/ snacki typu anti- hairball.
Wymioty mogą też towarzyszyć różnym chorobom. Jeśli wymioty powtarzają się kilka razy w ciągu dnia, kot jest osowiały, stracił apetyt i opada z sił, to koniecznie trzeba się skontaktować z lekarzem weterynarii (to znaczy zapakować kota w transporter i zanieść do lecznicy, nie wydzwaniać do lekarza i się nie pytać "Pani dochtór, co jest temu kotku?"). Wymioty mogą być pierwszym objawem bardzo poważnych chorób, jak np.niewydolność nerek.
Jeśli kot wymiotuje robakami, to oczywiście trzeba go odrobaczyć, ale to ekstremalne przypadki, raczej u kotów piwnicznych.
Rada: wizyta w lecznicy i konsultacja ze specjalistą.

Kolejne problemy w następnym odcinku:
Problem nr 4- Mój kot szaleje i buszuje całą noc i nie daje mi spać
Problem nr 5- Mój kot grymasi przy jedzeniu
Problem nr 6- Mój kot cały czas miauczy
Problem nr 7- Mój kot strasznie gubi włosy

Pytania, skargi, sugestie- w komentarzach.

wtorek, 10 grudnia 2013

5 filarów kociego szczęścia


O szit, taka byłam zajęta robieniem nagłówka w PS, że aż nie zauważyłam, że nie dorobiłam literkom ogonków. Koty mają dwa ogonki, musi wystarczyć.
To kolejny artykuł dotyczący behawioru kotów, poprzedni znajduje sie TU!
Tym razem skupię się na absolutnych podstawach, bez których kot nie może być spokojny i szczęśliwy.

5 filarów kociego szczęścia:
1. Bezpieczne miejsce
2. Liczne i oddzielone kluczowe zasoby
3. Możliwość zabaw i zachowania typowego dla drapieżnika
4. Pozytywne i regularne interakcje kota z człowiekiem
5. Środowisko ktore szanuje koci zmysł węchu

Bezpieczne miejsce
Mam tu na myśli miejsce, gdzie kot nie obawia sie potencjalnych zagrożeń, gdzie może się zrelaksować. Zagrożeniem dla kota może być inny kot, pies, domownik nielubiący kotów, odkurzacz, remont albo głośna winda. Z punktu widzenia człowieka nie są to realne zagrożenia, ale pamiętajmy, że kot w naturze jest w środku łańcucha pokarmowego, jest drapieżnikiem i ofiarą jednocześnie. Koty są zwierzętami terytorialnymi, więc potrzebują bezpiecznego terytorium, gdzie polują (czyli się bawią), śpią, myją się i opiekują się swoim człowiekiem :) Jeśli kot nie czuje się bezpiecznie, może załatwiać się poza kuwetą, żeby znaczyć teren moczem i w ten sposób podnosić "poczucie własnej wartości" (tu pachnie mną, to jest moje), poczucie zagrożenia uniemożliwia mi realizowanie innych zachowań typowych dla gatunku, kot nie będzie mógł spokojnie spać ani bawić się z człowiekiem, jeśli cały czas wyczekuje zagrożenia i siedzi jak ten "zając pod miedzą".
Każdy kot potrzebuje w domu "swojego zakątka", czyli legowiska, budki, kartonu, gdzie będzie mógł w spokoju się ukryć i obserwować otoczenie. Taka budka jest jego azylem.
prosta rzecz, która bardzo podnosi komfort życia kota
Liczne i oddzielne kluczowe zasoby
Ten punkt ma znaczenie zwłaszcza, jeśli mamy więcej, niż jednego kota. Każdy kot musi mieć swobodny dostęp do misek, do wody, do kuwety, do drapaka i do legowiska. Brzmi to jak banał, ale wyobraźmy sobie sytuację, gdy miski oraz drapak stoją na końcu korytarza, a jeden kot, siedząc na drapaku, kontroluje całą okolicę i drugi nie może się nawet zbliżyć. Powtórzę prostą zasadę- ilość kuwet, drapaków, misek, posłań i poidełek określa wzór
tyle, ile kotów + 1
Ważne jest też umiejscowienie tych przedmiotów. Miski nie mogą stać koło kuwety, kuweta nie może stać koło drzwi balkonowych, gdzie kot czuje się obserwowany, kiedy chciałby czuć się bezpiecznie ;) . Żadna z rzeczy nie może stać w miejscu, gdzie drugi kot może się zaczaić albo blokować dostęp.
Ważnym zasobem jest legowisko na podwyższeniu, skąd kot moze obserwować otoczenie. Jeśli kot ma taką możliwość, to zawsze próbuje wskakiwać na półki albo wysoko położone szafki. Jeśli meble zapewniają kotu taką możliwość, to super, a jeśli nie, to warto przybić do ściany kocią półkę, najlepiej w pomieszczeniu, gdzie ludzie często przebywają, żeby kot miał co obserwować.

Możliwość zabaw i zachowania typowego dla drapieżnika
Kolejny banalny punkt, ale często zapominany. Kot jest drapieżnikiem i ma silny instynkt łowiecki, polowanie podnosi jego samoocenę, pomaga zachować dobrą kondycję i przede wszystkim jest dobrą rozrywką. Czasem słyszę o kotach, które nie chcą się bawić, ale to wynika tylko z tego, że nie mają odpowiednich zabawek. Nie wystarczy rzucić kotu myszki z grzechotką, potrzebna jest interakcja z ludziem, który rusza zabawką. Czasem trzeba przetestować kilka zabawek, zanim kot znajdzie swoją ulubioną.
Dwa przykłady zabawy z kotem:

Jak widać, koty z chęcią atakują zabawki, którymi rusza człowiek. Ponieważ koty normalnie by jadły swoją zdobycz, to zaleca się bawić z kotem przed posiłkiem. Najedzony kot umyje się i pójdzie spać.
Kot poznawiony możliwości zabaw może atakować ludzkie nogi czy ręce, może nie spać w nocy, tylko rozrabiać.
Innym rozwiązaniem jest zapewnienie kotu kociego towarzysza do zabawy, ale to rozwiązanie ma swoje wady i zalety, napsałam o tym TUTAJ . Naprawdę, szlag mnie trafia, gdy widzę, że na jakimś forum internetowym poleca się "dokocenie" jako receptę na wszystkie problemy z kotem, od zapchlenia po zakłaczenie :/ Czasem w ten szybki sposób można zrujnować dwóm kotom życie, zamiast im poprawić życie... Polecam dokocenie, ale jeśli mówimy o młodych kotach!

Pozytywne i regularne interakcje z człowiekiem
Koty lubią towarzystwo ludzi, jeśli tylko miały z ludźmi pozytywny kontakt w swoim dzieciństwie (około 7-12 tygodnia). Jeśli do 3 miesiąca życia nie miały kontaktu z człowiekiem, to są dzikimi kotami i jest mała szansa, że się kiedykolwiek oswoją. O ile nie każdy kot akceptuje inne koty na swoim terenie, to człowiek, jako rozdawacz jedzenia i czułości, raczej zawsze jest mile widziany. Kot potrzebuje kontaktu z ludzkimi członkami swojego stada, a więc- głaskania, pieszczot, zabawy, rozmowy, zwykłego przebywania razem. Oczywista sprawa. Kontakty z człowiekiem muszą być regularne, a więc musi być ustalona pewna rutyna, o której godzinie jest zabawa albo czesanie itd. Koty kochają rutynę- nie w tym sensie, że kochają umierać z nudów, ale chcą wiedzieć, co się zaraz stanie i chcą, żeby wszystko się powtarzało o stałych porach. Stres też lepiej zniosą, jeśli wiedzą, że stresujące wydarzenie, jak włączenie odkurzacza, zawsze następuje o tej samej porze.
Oczywiście w życiu różnie bywa i czasem trzeba zostawić kota samego na kilka dni z zapasem karmy, albo dać obcej osobie klucze, żeby przychodziła codziennie go nakarmić. Jeśli to zdarza się rzadko, to nie ma problemu, ale nie róbmy z tego reguły.

Środowisko ktore szanuje koci zmysł węchu
Koty znacza swój teren za pomocą feromonów, produkowanych przez gruczoły rozmieszczone w różnych miejscach ich ciała. Ten zapach pozwala im rozpoznawać swój teren i orientować się w otoczeniu. Kot znaczy teren ocierając się pyszczkiem i ciałem o różne przedmioty, a także drapiąc powierzchnie. Obecność własnych śladów zapachowych stwarza u niego poczucie bezpieczeństwa, więc nie utrudniajmy mu tego zadania. Starajmy się nie czyścić za często tych śladów, a jeśli już musimy np. uprać kocie posłanie, to nie wszystkie naraz, żeby kot miał zawsze w swoim otoczeniu coś oznaczonego zapachem.
Prosta sprawa- koty nie lubią silnych zapachów, więc raczej zrezygnujmy ze świeczek zapachowych na codzień (oprócz tego kot może sobie przypalić wąsy), z silnie pachnących płynów do czyszczenia, perfum, kadzidełek itd, oczywiście też papierosów! 
Często różne kocie sprzęty są nasączone zapachami. Odradzam zapachowe żwirki, bo kuweta to miejsce, gdzie kot chce czuć swój własny zapach, a nie woń lawendy. Zapach kocimiętki albo waleriany jest lubiany przez koty i stosuje się go między innymi w zabawkach. Jeśli zdarzy się, że kot załatwi się poza kuwetą, to w tym przypadku trzeba dokładnie umyć to miejsce, bo inaczej kot będzie tam wracał. 
Jeśli w domu pojawia się nowy sprzęt, pozwólcie kotu się z nim zapoznać (nawet jeśli to nowy zestaw kina domowego) i zostawić na nim swoje znaki zapachowe.

Na podstawie: AAFP and ISFM Feline Environmental Needs Guidelines, Journal of Feline Medicine and Surgery (2013) 15, 219–230

środa, 20 listopada 2013

Absurd nr 2

Koleje Mazowieckie, czerwiec 2012.
Siedzą baba sporych gabarytów, około 50 lat i chłopak na oko 8. Dzieciak
ma chipsy Lays (duża paka) i widać, że już w siebie wmusza.
Kobieta: Dawaj! mówiłam, że za duża paczka. Ja zjem... a nie ja nie
zjem, bo ja zębów nie mam. Ale ja nie mam, bo mi tak szybko wypadły,
ale ojciec to sam wyrwał. A Ty pokaż zęby?... No tak ogryzki masz
czarne! Jak nie myjesz, to będziesz miał takie jak mamusia...
buahahaha
Chłopiec: Ale mamo.. ja będę mył jak mi pastę kupisz i szczoteczkę
Kobieta: Ja mam Ci kupić!? Toż to kur...a byliśmy w Biedronce, to było
iść sobie w ten dział higieniczny i wybrać sobie.. Ja?! ja ?! mam
pamiętać o takich głupotach dla ciebie?

Przeglądałam pocztę swoją i to jest historia, którą opowiedziała mi moja droga i jedyna siostra.Siostra była wyjątkowo zszokowana i zbulwersowana jak mi opowiadała.
Szkoda, że nie mogła wyjąć z torby nowej szczoteczki i pasty, wręczyć dzieciakowi.
Na pewno maszynista zatrzymałby pociąg i zaczął klaskać, napisaliby o niej w gazetach i bla bla bla.
(p.s. była (historia) na poczcie, bo zaraz spisałam i wysłałam koleżance)

Nie zakładajcie słuchawek w komunikacji miejskiej i podmiejskiej, wiele absurdów da się wtedy przyuważyć.

W sąsiedniej wsi mamy 40 kawalerów, a razem mają 12 zębów. Panowie też nie chodzą w dział higieniczny Biedronki.

Pamiętajcie zatem: Myjcie zęby

sobota, 16 listopada 2013

Jak dostosować dom do kota?


Zdecydowaliście się na kota? To wspaniale, ale zanim zaprosicie do domu nowego lokatora, trzeba zadbać, żeby dom był dla niego bezpiecznym i przyjaznym miejscem. Lepiej poświęcić na to trochę czasu, zanim w domu zjawi się kot, żeby potem nie musieć np. w środku nocy szukać transportera, bo nowy kot gorzej się poczuł i trzeba go zabrać do weterynarza. Tak samo w nocy z soboty na niedzielę będzie trudno znaleźć otwarty sklep z kocią karmą ;)




Wredonisia pisze: Jak się przygotowywałam do przyjścia kota do domu? Kot potrzebuje: jedzenia, toalety. To  były priorytety, w Tesco kupiłam jedzenie, w zoologu po drodze żwir i kuwetę i jedną myszkę - kot może bawić sie czym popadnie. Tak samo ze spaniem, nie potrzebuje łóżka czy posłanka. Śpi na poduszce, kocu, za pralką, na dywaniku. Kolejną potrzebą był drapak, kot od razu wyczuł jak fajnie podrapać taki słupek. Zabawek raczej unikał, piórek na patyczku sie po prostu bał. Za to kabel od ładowarki - mniam mniam! Koreczek love największa! Kasztanom nie odpuszcza! Na poczatku jadł z misek zwykłych, potem dokupiłam 2 miski kocie w łapki, jedną aluminiową. W użytkowaniu nie ma różnicy tak naprawdę, tylko lepiej wyglądają. A i jeszcze transporterek kupiłam, by był śliczny i nie miałam.

Absolutnie niezbędne wyposażenie to : 
  • kocie jedzenie (pisałam o nim TU ), lepiej kupić na początek kilka rodzajów, bo nie wiadomo, co kotu zasmakuje
  • kuweta lub kilka kuwet. Na początku lepiej kupić kuwetę odkrytą, bo jest tańsza i koty chętniej do niej wchodzą. Na wszelki wypadek dobrze mieć drugą kuwetę (albo miskę o podobnych wymiarach), gdyby się okazało, że kot woli mieć dwie kuwety w dwóch miejscach w domu.
  • w komplecie do kuwety żwirek. Najlepiej taki żwirek, jaki kot miał w poprzednim domu. Zanim kupisz żwirek, upewnij się, czy można go wrzucać do toalety, czy trzeba wyrzucać do kosza. W przypadku kociąt odradzam żwirki bentonitowe, mogą być bardzo groźne, jeśli kociak je zje. TU znalazłam przegląd rodzajów żwirku. 
  • łopatka do kuwety oczywiście ;)
  • transporter dla kota. Jest to konieczny sprzęt, przewożenie kota "luzem" w samochodzie jest niebezpieczne, noszenie kota na rękach również jest niebezpieczne. Wiele kotów uciekło właścicielom z rąk po drodze z samochodu do lecznicy :(. Kot luzem w samochodzie może spowodować wypadek, a wożenie kota luzem w autobusie raczej nie wchodzi w grę. Pudełka kartonowe, klatki na kanarka, torby zapinane na suwak i inne cuda się nie nadają. Polecam dwa rodzaje transporterów- albo plastikowe, z drzwiczkami, rozpinane od góry- przykład KLIK! albo usztywniana, materiałowa torba- przykład KLIK! . TAKIE wiklinowe byle co absolutnie nie nadaje się do przewożenia kota. Nie da się tego otworzyć ani zamknąć, nie da się umyć, nie można wyjąć kota, bo się czepia wikliny pazurami, totalne badziewie. To może co najwyżej stać w domu jako kocia budka.
  • drapak- naturalnym elementem kociego zachowania jest drapanie, jeśli nie będzie drapaka, to kot będzie drapał inne sprzęty, znalezione w domu. Oczywiście drapak nie oznacza, że kot będzie drapać tylko i wyłącznie drapak, ale zmniejszymy uszkodzenia kanapy i dywanu. Możemy kupić mały drapak z jednym słupkiem, ale dostępne są też całe drapakowe kocie parki rozrywki, z miejscami do spania, zabawy itd.
  • miseczki- kot oczywiście może jeść ze zwykłego spodeczka, ale kocie miseczki są bardzo ładne i mało kto jest w stanie się oprzeć zakupowi miseczek w kotki, łapki i inne słodkości ;)
  • zabezpieczenie balkonu i okien. Oczywiście wasz kot "jest bardzo mądry i nie wypadnie, on wie, że tu jest wysoko", ale wystarczy, że raz się pomyli i w najlepszym wypadku skończy się na wysokim rachunku u weterynarza. W najgorszym finał będzie tragiczny, a etapy pośrednie to różne stadia kociego kalectwa. TU można zobaczyć, jak wygląda osiatkowany balkon i czemu warto to zrobić. 




Jak już pisałam, jestem wrogiem wiklinowych transporterów. Raczej nie kierujmy się własnym gustem przy wyborze kocich sprzętów, pomyślmy, co spodoba się kotu. Ważne jest też ustawienie sprzętów. Nie można łączyć kuwety z miskami, bo kto chciałby jeść tam, gdzie się ... ekhem ;) Kuweta powinna stać w cichym miejscu, a drapak z punktem widokowym w miejscu, gdzie często przebywają ludzie, np. w salonie. Transporter nie powinien być schowany na szafie, tylko stać w takim miejscu, żeby kot mógł do niego swobodnie wchodzić i wychodzić. Zwłaszcza przy większej ilości kotów ważne jest, żeby strategicznie rozmieścić kocie zasoby, żeby uniknąć sytuacji, kiedy jeden kot blokuje drugiemu dojście do kuwety, misek i drapaka. Zwróćcie uwagę na to, z czego są wykonane kocie zabawki, sama kupiłam kocią myszkę, która jest zrobiona z prawdziwego futerka .__. Jakiś chiński wyrób, gdybym wiedziała, na pewno bym tego nie kupiła, a tak mam mysz zrobioną z jakiegoś biednego królika albo o zgrozo z kota...




Nie pisałam o kocich zabawkach, bo na rynku jest ogromny wybór, poza tym koty nie wiedzą, ile kosztują ich zabawki i tak samo świetnie bawią się papierkiem, szyszką czy kasztanem ;) Oczywiście trzeba uważać, żeby zabawka nie miała żadnych ostrych części, ani elementów, które kot może odgryźć i połknąć. 
Co jeszcze się przydaje: obcinaczka do pazurków, szczotka, szelki i smycz, jeśli ktoś chce chodzić z kotem na spacery, pojemnik na karmę, miękki kocyk do położenia na parapecie, spray niwelujący brzydkie zapachy na wszelki wypadek, kocimiętka, pasta odkłaczająca, patyczki z wacikami.

wtorek, 12 listopada 2013

Co dwa koty, to nie jeden/ kłopoty ?

Mam nadzieję, że ten nagłówek nie krzywdzi niczyjego zmysłu estetycznego. 
Ponieważ poprzednia notka cieszy się całkiem znośnym zainteresowaniem, pomyślałam sobie- czemu nie pisać o czymś, na czym się znam? Tysiące godzin w internecie, oglądanie Kota z Piekła Rodem, czytanie artykułów i książek pozwoliło mi zgromadzić jakąś wiedzę na ten temat. Oczywiście nie jestem specjalistą, bo kurs behawioru kotów kosztuje 7k (zwariowali??).

Wielu właścicieli kotów pracuje cały dzień, więc kot spędza samotnie 8, 10 a nawet więcej godzin dziennie. Wydaje się, że jest mu smutno i się nudzi, więc często zastanawiamy się, czy nie byłoby mu lepiej, gdyby miał towarzystwo (ogólnie ludzie myślą, że każdy zwierzak potrzebuje towarzystwa, np chomik... jak to się kończy w przypadku chomików, łatwo sobie wyobrazić. Dużo, dużo towarzystwa...). To świetny pomysł. Albo to kiepski pomysł. Postaram się przedstawić moje odpowiedzi na kilka często zadawanych pytań.

  • Jaki kot potrzebuje towarzystwa?
  • Jaki kot nie potrzebuje towarzystwa?
  • Jakie towarzystwo najlepiej zapewnić kotu?
  • Ile kotów można mieć w mieszkaniu?
Jaki kot potrzebuje towarzystwa? 
Przede wszystkim jest to kot młody, którego właściciele spędzają dużo czasu poza domem. Kiedy właścicieli nie ma w domu, kot albo się nudzi i śpi, albo się nudzi i rozrabia. Koci towarzysz pozwoli mu rozładować energię, poza tym młode koty łatwiej akceptują nowego kota w domu. Ideałem byłoby, gdyby wziąć dwa kociaki z tego samego miotu. Takie koty będą pałać do siebie dozgonną miłością.

Jaki kot nie potrzebuje towarzystwa?
Mówi się, że koty to samotnicy i jest to prawda. Kot na wolności ma swoje terytorium i nie dzieli go z innymi kotami, albo z nimi walczy, albo schodzi im z drogi. O ile młode koty są elastyczne, to starsze koty już tak łatwo nie pogodzą się z towarzystwem innego kota. Dla starszego kota- samotnika nowy kot nie jest przyjacielem, tylko wrogiem. Jeśli kot żył 5 czy 10 lat sam, to już odzwyczaił się od towarzystwa innych kotów i pojawienie się obcego kota to dla niego osobista tragedia. Oczywiście są wyjątki, ale moim zdaniem takie próby "uszczęśliwienia" kota mają odwrotny skutek. Po jakimś czasie koty mogą zacząć się tolerować, ale na więcej bym nie liczyła. 
Na pewno źle zareaguje na towarzystwo kot, który ma już kilka lat i został za wcześnie zabrany od matki. Idealny wiek to 12 tygodni, najmniej 8 tygodni. Kot zabrany wcześniej (a często tak się dzieje, bo ludzie dopiero PO FAKCIE zaglądają do internetu i się dowiadują, że źle zrobili) nie poznał całego kociego języka, nie przeszedł socjalizacji z innymi kotami i prawdopodobnie myśli, że nie jest kotem, tylko małym człowieczkiem.

Jakie towarzystwo najlepiej zapewnić kotu? 
Koty mieszkają z nami w domach, więc pierwszym, oczywistym towarzyszem jest człowiek. Jeśli ludzie spędzają z kotem dużo czasu, bawią się z nim, rozmawiają, obdarzają go czułością, to kot raczej nie odczuwa braku innych kotów. Towarzyszem kota może być też pies, takie pary zazwyczaj dobrze funkcjonują, jeśli pies jest od małego przyzwyczajony do towarzystwa kotów, i na odwrót. Pies nie jest dla kota rywalem, bo jest innym gatunkiem, ale jednocześnie dotrzymuje mu towarzystwa.
Na koniec drugi kot- nie bez powodu na końcu, bo połączenie dwóch kotów sprawia najwięcej kłopotów.
Najlepiej dołączyć kociaka do starszego kota, koty ustawiają hierarchię na podstawie swojej wielkosci, więc starszy kot rezydent będzie miał w naturalny sposób "zabezpieczoną" swoją pozycję (przynajmniej do czasu), poza tym młody kot jest przyjaźnie nastawiony i bardziej elastyczny, łatwiej dostosowuje się do nowej sytuacji.
Płeć moim zdaniem nie ma większego znaczenia, oczywiście pod warunkiem, że oba koty będą wykastrowane. Dwa niekastrowane kocury będa się tłuc, dwie niewykastrowane kocice będą pewnie do siebie nastawione przyjaźnie, jak dwie baby z PMSem. Niekastrowany kocur z kotką pewnie będą się przyjaźnić, przynajmniej czasami, a owoce tej przyjaźni będą widoczne. Wykastrowany kocur tak samo dobrze dogada się z kocurkiem, jak z kotką, choć właściciele raczej preferują "pary mieszane".

Ile kotów może mieszkać w mieszkaniu?
Trudno to jednoznacznie określić, słyszy się czasem, że w mieszkaniu moze mieszkać nawet 20 kotów i się dobrze dogadują i mieszczą, ale takie opinie wygłaszają raczej osoby, które mają właśnie po 20 kotów i się tak usprawiedliwiają. Moim zdaniem taka sytuacja nie jest normalna, ani zdrowa dla kotów i ludzi.
domek szalonej kociary
Nawet jeśli koty jakoś koegzystują w takim ścisku, to raczej nie są szczęśliwe. Rozumiem oczywiście sytuacje przejściowe, gdy ktoś prowadzi dom tymczasowy, ale wydaje mi się, że po przekroczeniu pewnej granicy traci się nad tym kontrolę. "Mam chwilowo 10 kotów, mam chwilowo 20 kotów...mam chwilowo... nie wiem już ile" i tak dalej.
Myślę, że rozsądną ilością są 3 koty, albo tyle kotów, ile ma się pomieszczeń w domu. Ważne: ilość misek, kuwet, drapaków i miejsc do leżenia musi być dostosowana do ilości kotów. Ilość oblicza się na podstawie wzoru: tyle, ile kotów + 1.

Epilog:
Mam nadzieję, że ta notka okazała się przydatna dla kogoś, kto rozważa posiadanie kota/ kotów. Nie chciałam nikogo zniechęcać do przygarnięcia kolejnego sierściucha, namawiam tylko do dokładnego przemyślenia tej decyzji. Pomyślmy nie o tym, czy my chcemy drugiego kota, ale o tym, czy nasz kot tego chce, czy jest teraz nieszczęśliwy, a może jest szczęśliwy i niczego mu do szczęścia nie brakuje? Jeśli kot się nudzi, a nie chcemy/ nie możemy mu zapewnić kociego towarzystwa, to jest wiele sposobów wzbogacenia kociego środowiska. Przedstawione tu opinie to moje własne zdanie, nie czerpię z tego żadnych korzyści materialnych, moralnych i niemoralnych.

niedziela, 10 listopada 2013

Recenzja kociej karmy

Stwierdziłyśmy obie z Kocią Matką, że taki temat warto by poruszyć, więc niech tak będzie.
Nie jestem ekspertem od żywienia kotów, więc proszę nie traktować tej notki jako credo kociej dietetyki- zresztą, gdybym była ekspertem, to bym nie dawała porad za darmo, tylko za grubą kasę, hahaha.
Nie będzie tu informacji typu: kot potrzebuje tauryny, koty mają większe zapotrzebowanie na argininę i kwas arachidonowy, jeśli kogoś interesują te zagadnienia, to na pewno już sam o tym doskonale wie. A jeśli ktoś ma kota i nie wie, to chyba zatrzymał się na etapie, że kot pije mleko i je kartofle. Trochę przesadziłam, ale nieznacznie. No albo karmi kota gotowymi puszkami,gdzie już wszystko jest w środku i nie musi wiedzieć- tak też można, o ile to dobre puszki są.

Skupię się na menu mojego kota i napiszę kilka słów o polityce firm "karmowych", które czasem po prostu robią z ludzi debili. Nie mówię tu o oczywistościach, typu wmawianie, że Kitekat to "wszystko, czego twój kot potrzebuje, żeby być super- mega- hiper- tygrysem", raczej o dogłębnym lobbowaniu w środowisku weterynaryjnym itd.

To moje ostatnie zamówienie z animalii, jak widać na menu kota składają się:
sucha karma Applaws z kurczakiem (karma bezzbożowa)
puszki Animonda Carny (niezbyt za nimi przepada)
pasztety Applawsa (to raczej jako dodatek, bo drogie)
whiskasiki odkłaczające (dzieciom należą się słodycze ;))
Na zdjeciach nie uwzględniono saszetek Felixa, które dostaje, bo nie da się jego od nich odzwyczaić i nie da ludziom żyć, zanim nie dostanie choć łyżki saszetki.
Są różne teorie, dotyczące udziału suchej karmy w diecie kotów, jest to bardzo wygodny sposób żywienia, ale wiele badań czy doniesień wskazuje na to, że sucha karma jednak "wysusza kota". To znaczy, że nawet przy stałym dostępie do wody, kot karmiony suchą karmą cały czas jest lekko odwodniony. Jestem tego świadoma, ale nie zmienię sposobu karmienia, bo jest dla mnie najlepszy, najwygodniejszy i najlepiej wychodzi finansowo, poza tym mój kot dużo pije, więc może mi nie wyschnie na wiór ;)

Najważniejsze w wyborze karmy jest to, żeby wiedzieć, za co się płaci. Kot jest mięsożercą, je głównie mięso, mięso jest drogie, więc mięsne karmy są drogie. Problem zaczyna się w momencie, gdy droga karma zawiera 25% kurczaka, a na drugim miejscu w składzie kukurydza, izolat białka roślinnego albo jakiś gluten kukurydziany... Wybierajcie karmy o jak najwyższej zawartości mięsa.
"Mięsne kawałki w smakowitym sosie" z Whiskasa to nie są kawałki mięsa! Byłam w fabryce Whiskasa i widziałam, że te kawałki, to pasztet z przemielonych produktów pochodzenia zwierzęcego, z dodatkiem białka roślinnego i zagęstników. Wychodzi to z prasy, jest cięte na kawałki i "mięsne kąski" gotowe. Ale w reklamie jest ładny kotek, więc już nas nic więcej nie obchodzi.

Przeciętny konsument jest przekonany, że prawidłowe żywienie kota polega na dawaniu mu dobrej jakości gotowej karmy. Konsumenci są utrzymywani w tej świadomości przez koncerny karmowe, które trąbią "Tylko odpowiednio zbilansowany posiłek firmy XYZ zapewni twojemu Mruczkowi zdrowie i siły witalne do późnej starości". Tak naprawdę nie przeprowadzono rzetelnych badań, porównujących oddziaływanie na organizm karm gotowych oraz posiłków niekomercyjnych, przygotowywanych przez właściciela. Większość badań na temat żywienia zwierząt, i to jest bardzo przykre, jest finansowana przez koncerny karmowe. Można się domyślić, jakie są wyniki tych badań.
Jeśli ktoś chce przeczytać o praktykach koncernów, to może TUTAJ!, albo tutaj- naukowy artykuł o kontrowersjach wokół żywienia kotów .
Czasem słysze takie teorie mądre, które aż robią z ludzi głupków- że kot nie może jeść mięsa, bo mu szkodzi- no matki i kotko kochano, kto to wymyślił??
Jeszcze większa głupota: kot powinien jeść suchą karmę, bo wtedy więcej pije i nerki mu się płuczą. No pije więcej, bo nie ma wody w pożywieniu, ale to nie znaczy, że zwiększa się łączna ilość przyjmowanej wody! Ta ilość się zmniejsza, bo kot nie jest w stanie wypić tyle, ile by zjadł w wilgotnym pożywieniu.

Sama nie szykuję kotu jedzenia, nie jestem miłośniczką BARF, ale to mój wybór. A żeby wybierać, trzeba wiedzieć, jakie ma się możliwości, to nieprawda, że kot musi jeść tylko gotową karmę, że kot po kastracji musi jeść karmę dla kastratów itd.
Wiedząc, że nikt nie dotrwał do końca tej długiej notki, kończę i pozdrawiam :)


niedziela, 3 listopada 2013

Zgubione- znalezione

W dobie internetu i serwisów społecznościowych pojawiła się nadzieja dla nieszczęśników, którym się coś zgubiło. Już nie trzeba się modlić do św. Antoniego, może ktoś znajdzie zgubę i wrzuci jej zdjecia na facebooka, rozpowszechniając wydarzenie pod tytułem "Miś znaleziony pod śmietnikiem, na pewno jakieś dziecko go szuka, podaj dalej" albo podobne.
Często korzystam z fb i nie lubię, gdy mam tablicę zawaloną mało ważnymi rzeczami, ważne są koty i psy szukające domu, ciekawe są zdjęcia z imprez czy wycieczek, linki do interesujących stron, a znaleziony miś czy zgubiony wózek nie mieszczą się w żadnej z tych kategorii. Widzę, że wpadam w hejterowski nastrój, bardzo dobrze- Gniew bogini opiewaj Achilla, syna Peleusa! (Gniew bogini opiewaj Jaskry, hejterki nad hejterkami)

Ogłoszenie- szukamy wózka spacerówki naszego synka Wiktorka, który przez to jest smutny i nie może chodzić (jeździć) na spacerki! Wózek ukradziono z klatki schodowej na osiedlu X w mieście Y.
Komentarz- w mieście Y widziano niedawno złomiarzy z podobnym wózkiem...
Hahaha, ciekawe, czy państwo dalej chcieli odzyskać wózek, używany w ten specyficzny sposób ;) Prosta rada- nosić dziecko w chuście, łatwo, zdrowo, przyjemnie, chusta tańsza od wózka i nikt jej nie ukradnie.

Ogłoszenie- w Tatrzańskim Parku Narodowym znaleziono obrączkę z napisem "Aneta Wojtkowi, data ślubu". Proszę, rozpowszechniajcie, bo bez obrączki to jak bez ręki i koniecznie musimy pomóc, żeby zguba trafiła do właściciela (Wojtka) i umacniała ich miłość po wieki wieków!
No sorki, jak dla mnie obrączka to nie respirator i da się bez niej żyć, jak ktoś zgubił, to sobie zrobi nową, jak by była ważna, to by nie gubił. Zguba obrączki to tylko wydatek kilkuset zł na nową, nie powód do rozwodu, żaden dramat. Poza tym, jest inne wytłumaczenie tej całej sytuacji- może ktoś wszedł na Giewont i rzucił obrączkę w przepaść, bo się rozstali? Hahaha, Aneta okazała się pi*dą, on zrozpaczony rzucił obrączkę ze szczytu, a ktoś ją znalazł i teraz obrączka go prześladuje, jak piętno, jak komornik, jak smród brudnych skarpetek... I znów sypią sól na jego rany.
Ile to złego można wyrządzić przez dobre intencje...

Ogłoszenie- na lotnisku w mieście Z znaleziono aparat fotograficzny, a ponieważ oddanie zguby do Biura Rzeczy Znalezionych (albo sprzedanie na allegro) jest mało fajne, to wrzucamy do internetu zdjęcia z tego aparatu, może ktoś pozna właściciela.
No WTF?! To już ostatnia rzecz, którą bym sobie życzyła, żeby ktoś przeglądał zdjęcia z MOJEGO aparatu i je wrzucał do internetu, naruszając prywatność moją i kota, żeby tą zgubę znaleźć albo i nie znaleźć!
Poza tym, kto by mnie znalazł po takim przykładowym zbitku zdjęć?

1. sójka z działki
2. Warszawa Śródmieście, można wejść i się przykleić ;)
3. moja próba ombre nails, na tym zdjęciu jakoś w miarę wyszło, ale nie mam gąbeczki, więc robiłam starym pędzlem, za dużo zachodu, nie chciało mi się robić reszty paznokci
4. kot Ravic ogląda kota MIętusa przez ekran. Nie wiem, czy wiedział, że tam jest kot na zdjęciu ;)

No i tak tego... Jest jeszcze jeden rodzaj ogłoszeń, które mnie denerwują, to ciężka sprawa i bardzo przykra dla osób w to zamieszanych. Czasem pojawiają się ogłoszenia o zaginieciu ludzi. To smutne, rodzina szuka, staram się udostępniać takie ogłoszenia, choć nie sądzę, żeby to miało jakiś skutek. Spotkałam się już kilka razy z apelem o pomoc w odnalezieniu porwanego dziecka. Zazwyczaj treść jest taka : "Dnia tego i tego mała Aldonka (wstaw dowolne imię, jakie teraz się nadaje dzieciom) zaginęła, ostatni raz widziano ją tu i tu..." i teraz następuje ta ciekawa część ogłoszenia- "dziecko prawdopodobnie przebywa z Piotrem K. w mieście X". Czytam komentarze i już zaczynam rozumieć, o co chodzi. Część komentarzy nic nie wnosi, wspieramy, udostępniamy, ale kilka się wybija- "Marzena, odpuść, pozwól Piotrowi się widywać z dzieckiem...", "Piotr jest super ojcem, nigdy by nie skrzywdził Aldonki" itd. Rozumiecie? Żadne to porwanie w Tiutiurlistanie, tylko porzucona żona (a jaka jest siła gniewu porzuconej kobiety, to wszyscy wiemy- na ta siłę nie ma skali), mści się na partnerze, używając do tego córki. Zabroniła mu się widywać z dzieckiem, a jak ojciec zabrał na kilka dni córkę, to robi z nego porywacza, jeszcze najlepiej pedofila i zboczeńca. Takie wyrywanie sobie dzieci jest ohydne i nie ma dla tego żadnego usprawiedliwienia, nawet na fb!

wtorek, 29 października 2013

Narzekanie na przemijanie i Revlon Colorstay

Zbliżają się święta listopadowe i po odwiedzinach cmentarza naszło mnie kilka refleksji na temat przemijania. Koleżanka podesłała mi linka do bloga jakiegoś jej znajomego, trenera TU!. W skrócie- ma (miał) syna w naszym wieku, rocznik '86. Miesiąc temu wykryto u Janka (nie znałam chłopaka, ale co będę pisać "tego", "on", "jego") nieoperacyjnego guza mózgu. Miał pożyć jeszcze 3 miesiące, pożył 3 tygodnie. Był człowiek- nie ma człowieka. Możecie sobie poczytać te wzruszające, ale też mądre notki. Ja bym nie potrafiła w takiej sytuacji chyba sklecić dwóch zdań, a co dopiero takie przemyślenia.

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. To nie jest poetycki banał. To jest diagnoza z operacji wyrywania serca na żywca..."

Smutek. Z jednej strony kto się urodził, ten też umrze i to jest oczywiste, ale jak żyć, cały czas o tym myśląc? Można by stwierdzić, że życie to zbędny wysiłek, bo i tak każdy skończy tak samo. No ale mało kto tak twierdzi, a nawet jeśli ktoś tak twierdził, to już go nie ma wśród nas. 
Gdzieś usłyszałam takie mądre zdanie, że ludzie, którzy umierają, nie odchodzą, tylko się przenoszą do naszego serca. Taki banał, ale można sobie powtarzać, żeby sobie dodać otuchy. Ludzie i zwierzęta, oczywiście :)
Niedawno zmarł ten hitlerowiec, którego złapano w Argentynie i deportowano do Włoch. Do końca życia miał chyba przekonanie, że Hilter miał rację, a po śmierci nikt nie chce, żeby go pochować w danym miejscu. Włochy go nie chcą, Niemcy go nie chcą, jego rodzinne miasto go nie chce, co zrobić? Wystrzelić w kosmos chyba ;)
TU! możecie obejrzeć kilka zdjęć, które zrobiłam kilka lat temu na Powązkach. Nie krytykujcie mnie za głupie tytuły po angielsku.
na Wólce Węglowej

na Wólce Węglowej 
Kończę tematy ściśle cmentarne i wracam do wątku kosmetycznego. Skoczyłam dziś do Rossmana, po TEN! krem, ale niestety go nie znalazłam. Niepocieszona wrzuciłam do koszyka dwie maseczki Ziaji, wymazałam rękę cieniem Color Tattoo (nie zeszło po 2 myciach) i podeszłam do szafy Revlona, popatrzeć na podkłady. Przy szafie stała pani ekspediantka i coś tam upychała czy wycierała kurze. Gdy podeszłam i zaczęłam oglądać colorstaye, zapytała się mnie, czy pomóc w wyborze koloru. Okazało się, że to nie była zwykła rossmanowa ekspediantka, tylko wizażystka (tak miała napisane na identyfikatorze), miała różne pędzle i pomazała mnie podkładem, co było bardzo przyjemne :) W sumie nie doradziła mi nic odkrywczego, bo dobrała mi kolor, który ja sama bym sobie wybrała na podstawie swatchy z internetu (czyli 150 Buff), ale przynajmniej chwilę pogadałyśmy o technikach aplikacji itd. Przekażę dla potomności, pani poleca Beauty Blender, a z tańszych gąbeczki z Inglota. Na pewno zdecyduję się na ten podkład, gdy moja sytuacja finansowna się trochę ociepli.

Miałam napisać recenzję ciastek Brzydkie& Dobre, ale to już innym razem. Jeśli kogoś obraziło zestawienie tych dwóch tematów (śmierć i kosmetyki) to serdecznie przepraszam.


piątek, 25 października 2013

Je veux ! Je veus quelque chose

Tak tłumacz google tłumaczy "Chcę coś!" Wiadomo, jak bywa z tłumaczem google, ale nie zapoznałam się nigdy z językiem Franków, może i szkoda. Wredonika zaczęła się uczyć rosyjskiego i w "międzyczasie" się go nauczyła, a ja w tym samym czasie nic nie robiłam i języka żadnego nie umim. No umim angielski, na tyle, żeby seriale po angielsku oglądać. Serial po angielsku i napisy po angielsku, to wtedy nadążam z słuchaniem i czytaniem i rozumieniem, bo bez napisów to czasem ciężko ten bełkot zrozumieć. Aktualnie seriale, na których kolejne odcinki czekam, to Homeland i Hart of Dixie. I trochę Grey's Anatomy, choć już mam dość tych zawiłości sercowych, które można krótko określić "każdy z każdym", oraz tragicznych finałów sezonu, gdzie zawsze połowa obsady ginie (nie wiedziałam, że praca w szpitalu jest aż tak ryzykowna).
katastrofa samolotu- finał 7 sezonu
Shooting- finał któregoś wcześniejszego sezonu
 Były jeszcze katastrofa promu, trzęsienie ziemi, lawina błota i inne tragiczne, oraz bardzo prawdopodobne zajścia.
Seriously??

Zmieńmy temat, postanowiłam zrobić listę życzeń, co bym chciała mieć, gdyby dobra wróżka mnie zabrała kiedyś na wycieczkę po sklepach :)
  • podkład Revlon Colorstay for Oily & Combination skin
  • paletka Inglota Freedom (oczywiście nie sama paletka, tylko jeszcze z wkładami!)
  • szminka Rimmel Airy Fairy (tak ją zachwalają na blogach, może rzeczywiście fajna jest)
  • baza pod cienie z Essence, ale jeśli dobra wróżka da mi bazę z Urban Decay, to nie będe robić awantury.
  • jakieś ładne perfumy! może być Si Lolita
  • świeczki z Yankee Candles albo z Bath & Body Works. A zresztą, sama sobie kupię, tzn mam plan, żeby kiedyś pojechać do sklepu YC (na ul. Zwycięzców *.* ) i kupić na Święta każdemu zestaw świeczek zapachowych, co ja mam myśleć jeszcze, co komu na prezent kupić? Dałam jednej cioci na prezent świeczkę B&BW Twilight Woods, ale raczej nie doceni, tylko postawi na półce razem z baterią innych świeczek zapachowych i innych kurzołapek, a potem kiedyś dostanę ją w spadku :P
  • Świeczka, nawet podobał mi się zapach

  • bawełniane rękawiczki z rosska, takie na noc, żeby łapki nakremować czy naoliwić i iść spać
  • setki lakierów z Essie (mogą być tysiące)
  • pracę
  • jakąś dobrą herbatę, ale nie czarną. Pani dietetyczka mówiła, żeby się odzwyczajać od kawy i herbaty oraz odtruwać organizm, więc teraz piję zamiast herbaty: miętę, melisę, pokrzywę, zieloną herbatę, dziką różę i malinę z różą. Nie odczuwam jakoś braku herby, ale teraz cały czas boli mnie głowa i mam pryszcze. Rozumiem, że to znak, że mój organizm się odtruwa. Albo i nie.
Jak każda szanująca się mieszkanka Upper East Side, czyli Warszawy, zaczęłam chodzić do terapeuty. Jeszcze mi nie powiedziała, że mój przypadek jest beznadziejny. A co!
Warszawa z okna tramwaju

sobota, 19 października 2013

O zalotnicy niebieskiej

Nie będę pisać notek o kosmetykach, bo nie wychodzą mi ładne zdjecia, poza tym po odwiedzinach bloga Uroda i Włosy stwierdziłam, że tego nie przebiję i nie ma nawet co próbować ;) zresztą nie mam środków na kupywanie co tydzień koszy nowych kosmetyków, żeby mieć o czym pisać. Nie moja bajka (a nawet Bajkał czy Baikal Herbals)

Z twórczością Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej spotkałam się pewnie w LO, jak to zwykle bywa z większością literatury pięknej. Z jednej strony mam wrażenie, że wpisanie jakiejś książki do kanonu lektur to najlepszy sposób, żeby ją obrzydzić ludziom, ale z drugiej jest to jakaś motywacja (przynajmniej dla niektórych), żeby sięgnąć po daną książkę. Jest pewna "baza" powieści, dzieł kultury, do których często pojawiają się odniesienia w filmach, innych książkach, artykułach. Taka sieć związków i odniesień, którą wypada znać, żeby się móc jakoś orientować w tym "kulturalnym" świecie. Nie będę tu wymieniać konkretnych książek, bo sama mam spore braki- nie czytałam "Czekając na Godota", ani "Czarodziejskiej Góry" ;) Za to "Nad Niemnem" bardzo mi się podobało. Nie rozumiem, czemu kogoś nudziły te opisy, przecież miłość Jana i Justyny wyciska łzy z oczu!


Wracając do tematu- ostatnio wpadły mi w ręce dwie bardzo ciekawe książeczki, autorstwa Magdaleny Samozwaniec, czyli siostry Pawlikowskiej. "Maria i Magdalena" oraz "Zalotnica niebieska", które są w sumie hołdem dla przedwcześnie zmarłej tej "wróżki, boginki poezji", jak o niej pisze siostra. Warto przeczytać te książki, jako wnikliwe studium życia i mentalności ludzi z tamtej epoki, a także jako "oprawę" dla poezji Pawlikowskiej ("Lilki", jak była nazywana przez rodzinę i przyjaciół). Dowiemy się o niezwykłej wrażliwości tej nimfy, o jej trzech małżeństwach, o wielkiej i namiętnej miłości do Pawlikowskiego, która zresztą skończyła się rozstaniem, bo niestety poetki również są zdradzane, a wszystko to przy akompaniamencie pięknych liryk.

niedziela, 13 października 2013

O pędzlu czarnym koszmarnym

Pisałam już kiedyś o tym pędzlu, że tani, że całkiem niezły, ale... Ale właśnie. Okazało się, jak zwykle, że nie wszystko złoto (srebro) co się świeci, oraz nie należy sądzić książki (pędzla) po okładce (po opakowaniu?). Nie należy również chwalić dnia przed zachodem słońca, ani kobiety przed śmiercią, jak czasem powtarzają różni panowie.
Pędzel kupiłyśmy hen hen dawno temu, za jakieś 5zł, w porywach może do 7, ( w zwykłej drogerii, nie miał chyba żadnej marki) ale na pewno nie więcej, niż magiczny kupon z Mieszkiem I. Pedzel dzielnie mi służył od tamtej pory, może był trochę drapak, ale no trudno, jest taki, jaki jest, po co mi lepszy?

Aż pewnego pięknego dnia przypomniałam sobie, że pędzle się myje. Aha, no czytałam gdzieś o myciu pędzli, myje się w szamponie, potem się suszy i git. Nio to może ja też spróbuję umyć mój pędzel, bo nigdy go nie prałąm, to nie wiadomo, ile tam brudu już narosło.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Wzięłam kubeczek po jogurcie, wzięłam szampon Babydream, rozmieszałam z wodą i chlup pędzel do środka! Pomieszałam pędzlem dwa razy i w kubeczku stała się woda ciemna, jak noc listopadowa. Podejrzane, nie takiego efektu się spodziewałam. Raczej myślałam, że będzie koloru cielisto- pudrowego, ale nie czarne, jak atrament!
Podejrzliwie zmieniłam wodę, efekt się powtórzył. Zmieniłam wodę i dosypałam proszku do prania- znó to samo. Przy piątym płukaniu dalej efekt był taki sam O_o


Tu- jakby ktoś chciał się dokładniej przyjrzeć czarnej wodzie i czarnemu pędzlowi.
Ja wiem, że nie był to najlepszy pędzel do makijażu na świecie, ale jednak zbiera mi się na emesis, jak pomyślę, że się tym miziałam po twarzy przez kilka lat. Malowałam trochę akwarelami i ten pędzel był naprawdę mocniej napigmentowany, niż niejadna czarna farba akwarelowa!
Strasznie przeżycie. Oczywiście już mieszka w koszu na śmieci, a ja kupiłam sobie pędzel z Ecotools, w nagrodę za zdanie egzaminu teoretycznego na PJ.

Lekcja z tego płynie taka: myjcie pędzle dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny!


piątek, 4 października 2013

Lakier Bell Fashion Colour

Nadchodzi jesień (a razej, patrząc za okno, nadchodzi ZIMA), więc najwyższy czas, żeby uzupełnić toaletkę o jesienno- zimowe kolory lakieru. Mój pierwszy wybór padł na lakier Essie "Wicked", w brązowo- bordowym kolorze. Już chciałam biec do SP, ale pomyślałam sobie - Zaraz, zaraz, moja panno! Przecież to lakier jak każdy inny, nie ma sensu płacić 35zł tylko dlatego, że ma napis ESSiE! 
No co racja, to racja. Poszłam więc do osiedlowej drogerii i kupiłam lakier Bell Fashion Colour nr 313. Ciemny bordowy brąz, kolor ciemnych powideł śliwkowych.

Nie pokazuję więcej paznokci, bo powszechnie wiadomo, że nie umiem malować paznokci. Moim sposobem na malowanie paznokci jest: maluj po paznokciu, po bokach i po spodniach, reszta się wykruszy, na paznokiu zostanie :P
Na wierzchu top coat z Essie (coś z Essie jednak musiało być ;))
Ładny? może być? pasuje na jesień?

Byłam dziś w Urzędzie Pracy, kto nie był, ten nie wie, co go ominęło. UP jest położony w podwórku, żeby do niego dojść, trzeba skręcić koło parkingu, przejść na tyły pierwszego budynku, minąć restaurację i po tym slalomie jest Urząd Pracy. Można go poznać po ludziach koczujących na schodkach. Nie jest to klientela MOPSu, ale widać, że niektórzy są chyba na bezrobociu "nie od wczoraj".
Jak wygląda urząd? Ja jestem raczej przyzwyczajona do tego, że gdy wchodzi się do urzędu, to człowiek tylko się modli, żeby się nie zgubić w tym pałacu. Ale nie tym razem. Tu panuje gminna przaśność, wąski korytarz, masa ludzi, beznadziejna organizacja przestrzeni, brak wystroju wnętrz. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby w UP nie natknąć się na kogoś, kto nie śmierdzi ;) Hmm, za dużo przeczeń, nie wiem, czy dobrze sie wyraziłam. Zawsze ktoś śmierdzi. I zawsze usiądzie kolo ciebie. Jeśli akurat wszyscy zaznali higieny w ciągu kilku poprzednich dni, to trafi się pani pachnąca Pao Raban za 20zł z bazaru (na pół korytarza), albo ktoś, kto w kieszeni ma chyba popielnicę z kiepami na później, bo inaczej nie da się wytłumaczyć tego papierosowego smrodu...
Pieczątka, następna wizyta dnia, dać pani zaświadczenie na przejazd? Do widzenia. Czy ktoś kiedyś znalazł pracę przez UP? Wątpię.

wtorek, 1 października 2013

Recenzja pewnej paletki i eko pędzla

Nie działam zbyt prężnie w społeczności bloggerowych czy youtube'owych zakupo i kosmetykoholiczek, więc nie będzie to typowa recenzja, ale skoro już kupiłam produkt na algierze, to mogę się podzielić z wami moją opinią na ten temat :)
Jak widać, zakupiłam również pędzelek z Ecotools- nr 1203 . Ma rączkę z bambusa, bez farby czy innej izolacji, więc przynajmniej nic nie będzie odłazić :)
cena: 16zł
dostępność: Rossman
ocena: bardzo dobry
Jest to duży pędzel do nakładania cienia na całą powiekę. Ja w praktyce robię nim wszystko, cieniuję, rozcieram, tylko do dolnej powieki albo do kresek cieniem używam pędzelka z Seforki.

Nie będę zamieszczać 10 zdjęć pod tytułem "Mój nowy kosmetyk pod różnym kątem" co niektórzy robią. (Serio, jak zaglądacie na blogi kosmetyczne, to chyba wiecie, o co mi chodzi :))
Dodam tylko duże zdjęcie paletki, żeby ktoś mógł sobie dokładnie kolory obejrzeć.
Paletka Sleek Au Naturel
W opakowaniu jest folia z nazwami wszystkich kolorów.
Górny rząd od lewej:
nougat, nubuck, cappucino, honeycomb, toast, taupe
dolny rząd od lewej:
conker, moss, bark, mineral earth, regal, i oczywiście noir.
cena: 36zł + koszty wysyłki
dostępność: internet
ocena: dość dobre
Cienie są małe (wymiary paletki 7x14cm ), są fabrycznie zapakowane w śliczne tekturowe pudełko (myślałam, że ten wzór będzie na paletce, a nie na opakowaniu, któe idzie do wyrzucenia :(( )
Jest to dobry zestaw dla kogoś, kto chce się pobawić makijażem, bo gama kolorystyczna jest neutralna, chyba każdemu będzie pasować. Są jasne i ciemne kolory, można zrobić makijaż dzienny albo wieczorowy. Do paletki była dołączona dwustronna pacynka, ale ja nie uznaję takich pacynek, więc lala gdzieś zaginęła w akcji. Jedynym minusem jest średnia trwałość tych cieni na mojej powiece. jak wracam do domu, to są zawsze zrolowane w załamaniu powieki. Chyba powinnam brać przykład z księżnej Kate, która 10 min przed wyjściem z nocnego klubu leciała do ladies room i poprawiała makijaż, żeby paparazzi jej nie przyłapali z rozmazanym okiem :)


piątek, 27 września 2013

Jestem chyba aspołeczna...

Zaczęło się od książki "Mój przyjaciel Henry" , którą ktoś pożyczył z biblioteki. Dzieło opowiada o przyjaźni autystycznego chłopca i psa, dotyka problemów dzieci chorych na autyzm, skąd się bierze ta choroba i z jakimi problemami trzeba się zmagać. Książkę dobrze się czyta, nie jest zbyt gruba, można prawie się wzruszyć, zwłaszcza, jak pies umiera ;(
Przeczytałyśmy tą książkę z siostrą i nagle nas olśniło, że przecież my się mieścimy w spektrum autyzmu!!

Hmm.  Może empatia to nie jest moje drugie imię, ale nie można chyba wszystkich swoich wad, defektów czy niepowodzeń tłumaczyć zaburzeniami psychicznymi.
 "Jestem aspołeczna"- ile razy to słyszałam! Super wymówka, czemu ktoś woli siedzieć w domu i rąbać w gry komputerowe. "Mam agorafobię"- druga wersja tego samego. "Mam depresję"- no jassne, jeszcze nie słyszałam, żeby osoba, która naprawdę ma depresję, się do tego przyznała... "Ale do terapeuty nie pójdę, nie i już!" No z tym się zgadzam. Ja też nie pójdę.

Top Coat "Good to go" Essie- jeden z moich ostatnich zakupów, o reszcie nie będę pisała, bo muszę mieć tematy do następnych notek.  Wreszcie udalo mi się go upolować w SP i muszę powiedzieć, że szału nie ma. Może i jest warty swojej ceny, nie testowałam innych, ale

  • przyśpiesza schnięcie lakieru tylko częściowo. Lakier po jego zastosowaniu nie robi się od razu twarty jak kamień. Można go dotknąć palcem, ale dotknięcie paznokciem czy jakaś bardziej zdecydowana czynność na pewno go porysuje. Trzeba i tak z pół godziny odczekać, zanim się zacznie żyć.
  • potrafi zaschnąć w jakiejś dziwnej formie. Średnio na 1 paznokciu na 10 zrobi jakieś wzorki, bo warstwa była za cienka/ za gruba
  • daje średnie nabłyszczenie- ja ostatnio używam lakierów o błyszczącym wykończeniu (Essie i Opi, ale nie jestem snobką, bo mam po jednym kolorze tylko :P ), więc top coat i tak nie polepsza tego efektu.
  • cena - ok 36zł
Na zdjęciu jest kotek, żeby zdjęcie ładnie wyglądało w odsyłaczach Link Within. Wczoraj wieczorem mi się nudziło, więc to zrobiłam. Nie wiem, czy się przyda, w końcu aż tak dużo notek u nas nie ma.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jak ullop, to ullop

Ullop to urlop dla ludzi z wadą wymowy. Zasady rządzące światem staja się dla mnie coraz jaśniejsze.
(Przepraszam za literówki, ale klawiatura źle się czuje od czasu Ruskina aka Rusina, Morrisa i pracy magisterskiej Wredo )
Kiedyś dziwiło mnie, czemu ludzie chcą jechać na urlop za granicę, do Egiptu, Tunezji, Złote Piaski itd. Daleko, drogo! I wcale ludzie nie zwiedzają, tylko w kurorcie siedzą na zadkach!
Trochę popracowałam i stało się jasne. Po prostu po roku pracy każde włókienko ludzkiego organizmu jest na skraju wyczerpania i kwili, płacze, domaga się ukojenia! Chce ciepła, plaży, morza i spokoju! A w Polsce co- deszcz albo zimno albo salmonella w Zatoce Gdańskiej i weź tu człowieku jakoś wytrzymaj! To już lepiej jechać na wczasy all inclusive, pić drineczki przy basenie i mieć na to wszystko wyje**ne. Może też bym pojechała, ale chwilowo stać mnie tylko na chleb z masłem w Powsinie, bo się spłukałam na sushi (żartuję, nie było aż tak drogo, ale i tak muszę teraz uważać z pieniędzmi).
No cóż, nie ma co narzekać. Dobrze, że nie mam dzieci i nie muszę kombinować jak koń pod górę, jak dzieciom zapełnić 2 miesiące wakacji, żeby biedulki w mieście nie gnuśniały. Wyjazd na wieś, dwa tygodnie z mamą, dwa z tatą. Miesiąc z babciami, które wmuszają w dzieci ryż ze śmietaną, ale przecież im się nie powie, żeby w dzieci nie wmuszały, bo się obrażą i dzieci biedulki będą w mieście więdły jak kwiaty bez słońca w tych 4 ścianach.
Trudno się pisze na tej klawiaturze, zaraz coś mnie trafi z jasnego nieba. Nic mi się nie chce, popadnę w depresję. Albo kupię sobie proszeczki, po których będę zawsze zadowolona, świetny pomysł :) Aktualnie najwięcej szczęścia dają mi zakupy w Rossmanie (daje to trochę do myślenia...) Ostatnio poszłam, żeby poprawić sobie humor i kupić szczoteczkę do zębów. Stara mi się złamała. Wierzcie albo nie, ale w trakcie mycia zębów. Kupiłam szczoteczkę, oraz:

  • eyeliner, bo akurat był na promocji
  • polerkę do paznokci, bo była
  • pędzel do cieni, bo był (polecam!)
  • scrub do stóp, bo był
  • gumki do włosów, bo nie wiem! może przyjdzie wojna i mi zabraknie. Miały napis Provost (ale made in China) więc niewykluczone, że to mnie skusiło

Przynajmniej zaraz zaczną się nowe sezony seriali (ale nie Borgiów, chlip).
W serialach na TVNie, albo w książkach poczytnych polskich grafomanek, młode singielki mają mieszkania na Mokotowie, kupione za pieniądze przysłane z Marsa. Z Marsa, bo skąd indziej młodzi ludzie mogą mieć teraz mieszkanie, jeśli
a) nie kradną
b) nie otruli wszystkich swoich dziadków grzybkami (bo teraz dziadkowie, gadziny, żyją coraz dłużej).


Ale mi się jadu ulało. Byłam na urlopie, ale do końca nie wypoczęłam, bo postanowiłam się wkurzać wszystkim, co możliwe, i konsekwentnie się trzymałam tego zadania. Zaraz urlop się zakończy i pojawi się stan na literę B, który się charakteryzuje brakiem wszystkiego. Beee!

środa, 31 lipca 2013

Muffinkowy zawrót głowy

Muffinki i kapkejki, albo jak kto woli babeczki (a może powinno być po angielsku napisane?), które powoli wychodzą z mody. Należy wykorzystać ostatnie chwile zanim przepadną w odmęcie trendów aktualnych i z piedestału zrzucą je makaroniki.
Do makaroników też podobno potrzeba specjalnej maty i dozownika, powinnam sobie kupić - upolować na jakiejś promocji 50% taniej, albo druga rzecz za grosik :). Tak jak silikonowe foremki i papilotki.

Rok temu powstał wierszyk o muffinkach. Tak, tak Weronisiu, wierszyki są o wszystkim.
Gdy ci smutno, gdy ci  źle,
zrób muffinki i zjedz dwie.
Więcej nie jedz, bo to szkodzi
i opornie w cycki wchodzi.
 Czasem potrzebne jest coś co ma udawać deser na stole biesiadnym, bo koniecznie chcemy oszczędzić sobie zmywania talerzyków po cieście.


Popełniłam taki kolaż. Prezentuje on większość babeczek z lipca. Widać muffiny:
  • z czereśniami i kruszonką
  • z piwem Guinness (które kiedyś mogłam wypić na raz, a teraz nadaję się tylko do tych babeczek, swoją droga idealnie tam pasuje)
  • z białą czekoladą i brzoskwiniami
  • z białą czekoladą i truskawkami
  • z trzema rodzajami czekolady z przepisu Nigelli

Dodatkowo prezentują się jeszcze:
  • papilotki w różyczki 
  • silikonowe foremki na jedną babkę
  • silikonowa forma na 12 sztuk
  • patera deserowa z Tchibo

Brakuje tylko hitu zeszłego tygodnia czyli kakaowo-piernikowych muffinek z brzoskwiniami, ananasem i mleczną czekoladą.

Dużo? Okazuje się, że nie bo z przepisu podstawowego można wykonać nieskończenie wiele kombinacji.

Składniki suche:300 gr przesianej mąki
120 gr cukru (może być trzcinowy)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody (bez sody też się da upiec ;) )
100 gr posiekanej czekolady

Składniki mokre:250 ml mleka
120 ml oleju
1 jajo

Owoce:
250 gr pokrojonych w kostkę

Najpierw suche do suchego i mokre do mokrego, a potem wszystko razem, a potem do tego owoce. ;)
W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik (najlepszy sprzęt kuchenny na świecie) - 180 stopni, grzałka górna i dolna.
Silikonowych foremek można używać bez papilotek... ale papierki są takie fajne i kolorowe ;). Więc nakładamy ciasto do 3/4 wysokości foremki i pieczemy 25 minut.
Wkładamy tylko jedną blachę z ciastem, bo ułożone piętrowo nie wyrastają jak trzeba, tak samo nie służy im termoobieg.
Porcja na 24 sztuki.

Aktualnie w planach: czekolada deserowa, gruszka i imbir.
Tyle o owocowo-czekoladowych wariacjach.

Oryginalne i godne wypróbowania przepisy:
Czekoladowe muffiny z piwem Guinness
Muffinki z czereśniami i kruczonką
Chocolate chip muffins










piątek, 26 lipca 2013

W poszukiwaniu straconego orzeźwienia

Słyszałam głosy, że mogłabym coś napisać, więc piszę. Poszukiwanie straconego orzeźwienia zawiodło mnie do sklepiku Absynt (wcale nie dlatego, że go mijam w drodze z pracy ;)), gdzie straciłam 5,90 na Zlatopramen Radler. Kompletnie nie znam się na piwach, więc mogę nie docenić głębi smaku Zlatopramena, ale moim zdaniem smakuje jak Łomża Lemonowe.
Wstawiam zdjęcie etykiety, gdyby ktoś chciał się pośmiać z czeskiego języka. Czasem się zastanawiam, czy dla Czechów polski jest tak samo śmieszny, jak dla nas czeski ;) Moim zdaniem piwa dzielą się na: 1) tanie paskudztwa dla dresów (typu Tatra czy Harnaś, z góry przepraszam koneserów tych napitków), 2) piwa jak piwa, czyli te najbardziej popularne marki- Lech, Warka, Tyskie (*nie wiem, gdzie umieścić Królewskie- czy w grupie 1 czy 2), 3) piwa jak piwa, ale trochę lepsze- Łomża, Perła, jakieś tam Namysłowskie, Lwówek itd, 4) dziwne piwa dla koneserów- Paulaner, jakiś Pilsner, Heineken, irlandzkie, ciemne itd. (było jeszcze takie piwo, pamiętam, że je kupowałam jakieś 8 lat temu w Tesco, jak szliśmy na ognisko, z tych droższych, w zielonej butelce, jakaś chyba niemiecka nazwa, wydaje mi się, że na S, więc na pewno nie na S, teraz chyba nie ma już tej marki, ale jak ktoś by skojarzył- piwo podobne do Heinekena, ale już wycofane, to niech mi napisze, bo teraz sobie o tym przypomniałam i będzie mnie dręczyć) 5) piwokształtne wynalazki- Radlery, Gingersy, Reddsy.

niedziela, 14 lipca 2013

Kontrast między dorosłością a niedorosłością

Jakoś musiałam zatytułować tą notkę. Oglądam sobie ostatnio Gossip Girl i często zastanawiam się nad zachowaniem bohaterów. Absolutnie nie zastanawiam się nad tym, czy Blair wybierze Nate'a czy Chucka, ani nad innymi super ważnymi dylematami, czy Serena ma powiedzieć Danowi, że guma do żucia mu się przylepiła do siedzenia, ale nad sposobem bycia postaci. Kiedy ja miałam 16 lat, to się bałam wszystkiego, łącznie z super żenującą sprawą, kiedy to bałam się iść z moim boyfriendem do kawiarni, bo nigdy tam nie byłam i nie wiedziałam, jak się należy tam zachować xD brzmi to bardzo dziwnie, ale tak było. Kiedyś wstydziłam się zadzwonić i zamówić pizzę, też bez sensu, no ale wszystko jest trudne, gdy się to robi pierwszy raz. Poza tym kto lubi gdzieś dzwonić? Ogromna większość moich znajomych deklaruje, że nie znosi gdzieś dzwonić i załatwiać spraw przez telefon, ja się z tym zgadzam :)
Maczki

Wracając do tematu- osoby w tym serialu niby mają po 17 lat, ale zachowują się jak mali dorośli! Wszędzie pójdą, wszystko załatwią, knują intrygi, nie mają ani trochę krępacji, nawet jeśli rozmawiają z kimś starszym, z dyrektorem uniwersytetu czy jakiegoś banku... Jenny (16, stażystka w domu mody) nie ma oporów, żeby pyskować do swojej szefowej (nadziana właścicielka domu mody) O_o



Kiedy miałam 16 lat, to myślałam, że może też kiedyś do tego dorosnę, ale po 10 latach to nie nastąpiło. Wygląda na to, że w wieku 16 lat człowiek ma już rozwinięty rozum, potem tylko nabiera doświadczenia i uczy się, jak się zachować.

To mój druhnowy bukiecik. Wygrałam też drugi bukiet, Panny Młodej (bo złapałam, jak Bridget Jones, ale chyba nie dostanę żadnego Pana Darcy'ego), ale ten bardziej mi się podoba. Nie mogę się doczekać zdjęć z wesela :) Panna Młoda miała bukiet z hortensji i eustom, a ja same eustomy. Ładne kwiatki, nawet Ravic się nimi za bardzo nie interesował (tylko raz je wywalił). Moim zdaniem to było rozsądnej wielkości wesele, naprawdę nie rozumiem tych szop, którzy niektórzy urządzają, po 200 gości, ślub kościelny, choć oczywiście młodzi do kościoła chodzą raz do roku :/ i rok przygotowań, a ślub to przecież nie jest cel sam w sobie. To jest tylko początek nowego życia, a nie "najpiękniejszy dzień w życiu". To by zakładało, że potem będzie już tylko gorzej ;)

niedziela, 7 lipca 2013

Recenzja: Piwo Łomża Lemonowe i Chłodnik Krasnystaw

Wakacje trwają, a ja rozwijam w sobie nowe zdolności, odkrywam nieznane obszary ludzkiej nad i podświadomości, obserwuję świat zmieniający się jak w kalejdoskopie... 
Ponieważ pogoda sprzyja wypoczynkowi, rodzina wyjechała na wczasy pod gruszą, a ja, jako pracownica niewolnica, musiałąm zostać sama w mieście. Samotne prowadzenie ("prowadzenie" to w moim wypadku słowo na wyrost. Równie dobrze można by powiedzieć, że pijany prowadzi rower, choć każdy wie, że to rower prowadzi pijanego) gospodarstwa domowego to nie lada wyzwanie. Obserwuję, jak szybko obniżają mi się standardy. Krok pierwszy- w kubku po herbacie można jeszcze raz zrobić herbatę bez mycia. Zmiany smaku herby są dozwolone. Krok drugi- talerz po kanapce jest czystym talerzem. Krok trzeci- wafle ryżowe to pełnowartosciowe śniadanie...

Piwo Łomża Lemonowe - bardzo dobre piwo! Chętnie bym się go napiła w autobusie rano, jadąc do pracy :D Skład- nie ma słodziku, jest tylko syrop glukozowo- fruktozowy, a to przecież sama natura, glukoza to podstawowy cukier prosty, paliwo dla neuronów, a fruktoza to cukier gronowy, roślinny! Smakuje naprawdę jak piwo plus lemoniada. Kolejny plus- Łomża nie wyciera sobie gęby nazwą Radler, niepolską i nieznaną w kraju nadwiślańskim, tylko zwyczajnie, po ludzku się nazywa Piwo Lemonowe- jasne? Proste! Podobają mi sie paski na puszce, kojarzą mi się ze strojem ludowym albo w jakimś PRLowskim plakatem i klimatem :)
Chłodnik Krasnystaw- nie wiem, jak by tu go ocenić, więc powiem najprościej- więcej go nie kupię. W sklepie obok mojej pracy są różne jedzonka i o ile Macę Chabra, Sok Brzozowy Oskoła, Maślankę Milko czy Kefir Robico mam zamiar kupowac nadal, to na chłodnik się więcej nie skuszę, choć wypiłam całą butelkę, więc tragiczny nie był. Zapach- czosnek. Smak- koperek. Dominuje kwaśna nuta, trochę za mało glutaminianu sodu. Duża butelka 500ml, cena jak widać 2,80.
A na zakończenie Mint Chocolate Frostito w KM, w piętrowym pociągu. Lubię, ale nie lubię tych małych kawowych ziarenek, które tam pływają, nie mają kompletnie żadnego smaku, konsystencja dość dziwna, szczerze mówiąc zawsze mam pierwszą myśl, że to kawałki plastiku ;)
Wracałam też pociągiem i całą drogę koło mnie siedziała dziewczyna, słuchała muzuki czy tam spała sobie, dwie stacje przed końcem przyszedł kontroler biletów, ja daję mu kartę miejską (bo to już strefa miejska była), a dziewczę- Ja bym chciała kupić bilet...
Na to kanar- jak pani nie ma biletu, to płaci pani karę, albo specjalny bilet za 66zł plus koszty przejazdu (czyli to, co zdążyła przejechać na gapę). A ona na to, że czemu i jak to, wielkie nieba ona nie wiedziała, no dobrze, foch foch, ona zapłaci ten bilet, ale poprzednim razem kupiła u konduktora i nikt jej nie robił problemów...
Cfaniaczka się znalazła, na każdych drzwiach pociągu jest napisane, że podróżny bez biletu jest zobowiązany  do wejscia do pociągu pierwszymi drzwiami i zakupienia biletu u konduktora, pfff! No to się przejechała z Łowicza do Warszawy za 70zł, dobrze jej tak.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...