wtorek, 16 grudnia 2014

Przepadło klepadło!

Pani najadła się bani, podeszła do słupa i pękła jej d*pa

Czy to w dół, czy pod górę, furman widzi końską dziurę

Chłopu to lej ukropu, a sama krzycz, choć ci nic!

Grzeczne dzieci to do trzeciej, a łobuzy trochę dłużej

Czym chata bogata- co ukradnie tata

On był stały, tylko one się zmieniały

Tak żonę swą miłował, aż inne fatygował

Jak nie będziesz dbał, to nie będziesz miał

Kijem tego, co nie pilnuje swego

Przysięgał, jak sięgał

Tak się zdarza, ze koń kopnie gospodarza

I tak dalej, to mądrości ludowe, o których miałam napisać notkę. Już miałam napisać, że to mądrości mojej mamy, ale to by sugerowało, że żyję w patologicznej rodzinie.
Zbliżają się święta i cieszy mnie to, bo lubię świąteczny klimat. W kuchni już pachnie suszem z tacki suszonych owoców z biedronki, coś za mocno pachnie, chyba zaraz to schowam do szafki.
Susz na łowickim pasiaku

W Biedronce przede mną pan menel kupował wino Amarena, mogłam się go zapytać, czy pasuje do dziczyzny, czy do deserów ;) Byłam w centrum handlowym Ursynów- Leklerek na poszukiwaniu prezentów dla innych oraz dla siebie i zaszłam do Douglasa. Chciałam obejrzeć kremy pod oczy, ale nie zdążyłam nawet w spokoju się przejść po sklepie, kiedy zaatakowała mnie pani konsultantka. Nie chciałam wyjść na typowego "jatylka", który mówi, że ja tylko oglądam, więc powiedziałam, że szukam kremu Clinique All About Eyes. Dobrze, pani prowadzi mnie do stoiska Clinique i pokazuje mi krem. Krem tylko niecałe 165zł. Dobrze, pytam się, czy ma jakieś próbki. Pani szuka, szuka, no nie, akurat nie ma. Ale tutaj obok koleżanka się zajmuje stoiskiem Shiseido, może ona pani coś doradzi. Dobrze, krem Shiseido pod oczy dla pani tylko niecałe 180zł. Modeluje, nawilża, rozświetla, cuda wianki. No super, pytam się, czy mogę dostać jakąś próbkę. Tak, już zaraz, pani poszperała, wyjmuje skądś tubkę kremu i mi maznęła na rękę. Hmm, myślałam o próbce zapakowanej w oddzielnym opakowaniu, no ale trudno. Pomazałam sobie kremem po ręce, obie panie się rozpływają w zachwytach, jak to rozświetla, jak odmładza, a ja się coraz bardziej zastanawiam, jak stamtąd czmychnąć po angielsku, bo już nie mam zamiaru niczego kupować, skoro na allegro Clinique jest za 140zł i można kupić mniejsze tańsze opakowanie... W Sephorze dostałam kiedyś próbkę PRÓBKĘ Aquabrow w oddzielnym słoiczku, kiedyś dostałam też małą odlewkę perfum, więc w moim osobistym rankingu Sephora wygrywa z Douglasem.
Mój nos już trochę odpuchł od zeszłego tygodnia, Bożenka została wyzwolona z kaftanu bezpieczeństwa, samochód zaniedługo wychodzi z warsztatu, więc nieśmiało można powiedzieć, że pech został chwilowo pokonany.
kuchenna pomocnica

czwartek, 11 grudnia 2014

Nieszczęścia chodzą parami

Zaczęło się od grypy żołądkowej, która mnie zaatakowała, gdy na dodatek byłam w pracy. Spędziłam kilka godzin przewieszona nad koszem na śmieci, wróciłam do domu taryfą, modląc się tylko, żeby się w taksówce nie porzygać, a potem trzy dni zalegałam w domu, nie mogąc prawie ruszyć ręką ani nogą.
Potem miałam tydzień zaplanowanego urlopu, więc całe szczęście pozytywnie sobie wypoczęłam, dostałam zamówiony aparat, odbyła się impreza urodzinowa i nie było nawet tak źle.
Niestety przedwczoraj musiało się zdarzyć kolejne nieszczęście i miałyśmy z Bożenką stłuczkę samochodem. Wyjątkowo głupio i kretyńsko wieczorem śpieszyło mi się do domu, szyba mi zaparowała i po przejechaniu 50 metrów zaparkowałam w jakimś innym samochodzie, stojącym na poboczu. Teraz będą niższe zniżki, samochód w warsztacie, mój nos jak kartofel, bo nie miałam airbaga, jest mi bardzo źle i smutno, bo to wszystko moja wina :( Wracałyśmy do domu lawetą, ja obok kierowcy, a Bożenka w kontenerku w samochodzie na lawecie, bo by się już w środku nie zmieściła. Bożenka już się przebrała w więzienny uniform, na wypadek, gdyby nas zapuszkowali.
I tak to jest, już się ucieszyłam, że mam prawo jazdy od roku i nie miałam żadnej stłuczki, aż tu się musiało takie coś wydarzyć :(
Całe dnie ciemno, cały czas jestem jakaś podziębiona, czas mija i w sumie co z tego. Same izdy pizdy i tępe dzidy, ot co.
Jeszcze ostatnio zdenerwowała mnie znajoma z gatunku "odzywam się tylko wtedy, gdy coś chcę", która chciała, żebym uśpiła jej psa. Dobrze, psa już trzeba uśpić, tylko czemu mam to robić ja? Poczułam, że to takie wysługiwanie się mną, że to przekracza moje granice, zwłaszcza, że miałabym do niej jechać do domu, więc no nie. Mam same złe doświadczenia z leczenia zwierzaków znajomych, mogłabym całą epopeję na ten temat napisać, że najpierw proszą o radę, potem robią co innego, a wszystko się sprowadza do tego, że by chcieli ode mnie dostać leki bez oglądania zwierzaka i bez wizyty w lecznicy, więc w sumie nie traktują mnie jak lekarza, tylko jak pachołka do spełniania ich żądań. Ostatnio zaczęło mnie to denerwować i zaczęłam odmawiać, znajomej od uśpienia psa też odmówiłam, choć nawet próbowała stosować jakiś szantaż emocjonalny (ona wierzy, ze tylko ja nie skrzywdzę jej psa). A co jest najgorsze? Ano to, że jeśli się odmówi, to człowiek i tak się czuje jak ostatnia świnia. Więc tak czy siak człowiek się czuje źle, obojętnie, co by nie zrobił. Zło, zło, totalne zło.

sobota, 6 grudnia 2014

Lustereczko powiedz przecie...

Lustereczko, lustrzaneczko! Niedawno zdecydowałam się wreszcie na zakup aparatu lustrzanki i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z zakupu. Przez wiele lat męczyłam się czy też używałam aparatu kompaktowego i zazdrościłam ludziom lustrzanek, ale zawsze- a to za drogi, a za ciężki, a obiektywy trzeba kupować...
Lustrzanka Sony alfa 550 – Nie stać na niego człowieka dla którego fotografia jest całym życiem... A mają go ludzie którym służy wyłącznie do robienia zdjęć na N-K w lustrze!
ojej, ale smutek. Bardzo jest mi z tego powodu wszystko jedno.
Aż w końcu nieoceniona Malla z wizażu napisała, że dobry używany zestaw body plus obiektyw można mieć w granicach tysiaka i stwierdziłam- a czemu by nie! w końcu robienie zdjęć to taka frajda! Poza tym przecież mam urodziny, muszę! sobie kupić jakiś prezent! Jak wszyscy dobrze wiedzą, pieniądze się rozejdą tak, czy siak, więc lepiej kupić sobie coś konkretnego, żeby przynajmniej wiedzieć, na co te pieniądze poszły.
Po kilku dniach konsultacji i poszukiwań na allegro oraz porównywaniu recenzji na optyczne.pl znalazłam dość korzystną ofertę i stałam się posiadaczką body Canona za cenę zaplanowaną w budżecie oraz obiektywu z zepsutym autofokusem, dołączonego do tego body. Po kilku kolejnych dniach wzbogaciłam się o jasny obiektyw portretowy stałoogniskowy i tym samym przekroczyłam budżet o 7zł (koszty przesyłki). 
Przeglądając aukcje na allegro można natknąć się na różne ciekawostki, np. na jednej aukcji ktoś oferował aparat, pisząc- nie umiem nim robić zdjęć, robiłem tylko w trybie automatycznym, moim zdaniem aparat jest sprawny, zapraszam do kupna. Wow ;) jedynym plusem było zamieszczone przykładowe zdjęcie kota, ale niezbyt zachwycające. 
Koleżanka sprzedawała kiedyś na allegro stare body, kupujący odebrał towar a potem do niej dzwonił i się pytał, czemu nie działa podgląd na żywo? No nie działa, bo to body nie ma opcji live view :P Zdziwienie.
Pamiętam, jak swojego czasu katowałam zdjęcia zrobione moim Lumixem DMC FZ7 i uważałam się za wspaniałego fotografa, któremu brakuje tylko dobrego sprzętu, no ale niestety, są pewne ograniczenia, których się nie da obejść. Lepiej byłoby nie marudzić, tylko zbierać pieniądze i sobie kupić. 

Przecież jak ktoś chce, to szuka sposobów, a jak nie chce, to szuka powodów ;) to jedna z genialniejszych myśli, wyszperanych w internecie (zaraz po moim motto- człowiek czuje się lepszy, jak innemu dopieprzy xD)
Tak, oczywiście potrzebowałam aparatu, żeby robić słodkie zdjęcia kotce Bożence. A w czym problem? Przynajmniej mam ładną modelkę. Dziś impreza urodzinowa, będzie test fotografii imprezowej ;)

piątek, 14 listopada 2014

Czas dla siebie

Jeszcze skomentuję komentarze pod poprzednią notką-
Źle mi w złych ludzi tłumie!
płaczę, a oni szydzą!!
Nikt mnie tu nie rozumie :<

Co czytasz lub oglądasz w wolnym czasie?
Aktualnie oglądam następujące seriale: Grey's Anatomy, Lekarze, Przyjaciółki i Modern Family. Co do książek, to czytam po kolei książki, jakie ktoś przynosi z biblioteki, aktualnie czytałam Sparksa "Jesienna miłość", czyli książkę, na podstawie której nakręcili film Szkoła Uczuć (A walk to remember, widać, że tłumacz za każdym razem miał coś innego na myśli). Czytałam też kryminały Mari Jungstedt albo Camilli Ceder. Często ogoądam telewizję, TVN Style czy TLC, albo filmiki na YT.

Co masz na sobie w wolnym czasie?
Jeśli jest rano, to niestety piżamę, bo nie przebieram się od razu po wstaniu. Zazwyczaj poranną kawę przed tv piję w piżamie, a dopiero potem się ubieram w jakieś luźne ciuszki.

Jakich kosmetyków używasz podczas czasu dla siebie?
Nie jestem wielką fanką domowego spa, więc pewnie żadnych, może lakier do paznokci albo krem do rąk.

Aktualnie ulubiony lakier do paznokci
Aktualnie nie maluję paznokci, więc nie odpowiem.

Co pijesz i jesz w czasie dla siebie?
Gdy mam trochę czasu lubię coś ugotować, więc jem to, co sobie ugotuję, jeśli akurat nic nie gotuję, to jem pewnie czekoladę i słodycze, a do picia poproszę rano kawę, a potem różne herbatki, mogą być ziołowe.

Ulubiona świeca
Nie palę za często świeczek zapachowych, teraz mam jakieś z Ikea o zapachu budyniowo- waniliowym. Mogą być, ale nie mogę ich za bardzo używać, żeby się Bożenka nie spaliła

Czy spędzasz wolny czas na dworze?
Nie za często, ale jak mam wolny dzień to staram się wyjść na spacer, no chyba, że pogoda jest szpetna.

Poszłabyś sama do kina?
Byłam dwa razy sama w kinie, ale ogólnie rzadko chodzę do kina, wolę oglądać filmy bez wychodzenia z domu. Byłam sama w kinie na "Przełamując fale" (seriously? to dopiero jest dziwny film. Von Trier, hu hu) i na "Poradnik pozytywnego myślenia".

Ulubiony sklep online
Allegro? Animalia? Na allegro jest wszystko, ale nie wiem czy to się zalicza do sklepów, to raczej serwis aukcyjny, czy ja wiem.

Coś do dodania, co jeszcze robisz w wolnym czasie?
Czasem mam jakieś "fazy" na robienie czegoś, np. na bombki karczochy- już się zbliża ten czas świąteczny :) ale przyznaję się bez bicia, że 90% wolnego czasu spędzam w sposób opisany w 1. pytaniu ;)

niedziela, 2 listopada 2014

Wyprowadzić się, czy nie?

Oto jest pytanie! Niedawno któraś z koleżanek na piwie poruszyła taką kwestię i nawet spodobał mi się ten pomysł.
Fakt- gdy ma się prawie 30 lat głupio mieszkać z rodzicami.
Fakt- nikt mieszkania mi nie kupi.
Fakt- z mojej pensji akurat zostaje mi tyle pieniędzy, ile trzeba na wynajem pokoju.
Fakt- po wyprowadzce można się bardziej usamodzielnić i przestać wreszcie słuchać narzekania rodziców.
Fakt- po wyprowadzce trzeba się samemu utrzymać i odkryć, że cukier i papier toaletowy nie biorą się z szafki.
Fakt- można by zamieszkać w mieszkaniu nie- z - PRLu i bez wystroju wnętrz uwielbianego przez moją mamę. Dzięki Bogu nigdy nie mieliśmy boazerii, bo gdybyśmy mieli, to byśmy ją mieli do 2030 roku.

Jakie są "ZA" i "PRZECIW" wyprowadzki?
Już trochę tego opisałam, więc:
ZA- koniec zrzędzenia rodziców, można robić co się chce
PRZECIW- można robić co się chce, ale też trzeba po sobie sprzątać. To trochę mnie przeraża, zwłaszcza wizja poranku, gdy orientuję się, że nie mam już czystych majtek...

ZA- można się usamodzielnić
PRZECIW- ale też trzeba za siebie płacić. To chyba największy mankament, bo jak już pisałam, z mojej pensji po odliczeniu moich przyjemności i drobnych potrzeb zostaje akurat tyle, że po wyprowadzce nic by mi nie zostało...

ZA- można rozbudować swoje życie towarzyskie
PRZECIW- trzeba jakoś pogodzić mieszkanie z innymi ludźmi. To trochę mnie przeraża, bo obawiam się, że na dłuższa metę to źródło konfliktów. No ale od czego są stopery do uszu.

ZA- można jeść co się chce, koniec z - zjedz tą zupę, bo się zmarnuje!
PRZECIW- można jeść tylko to, co się ma... a więc podział półek w lodówce, zakupy, gotowanie... teraz gdy idę do pracy na cały dzień mogę liczyć, że ktoś mi zrobi coś do jedzenia, albo przynajmniej odgrzeje, a na własnych śmieciach nie masz- nie jesz...

ZA- możesz kupić sobie wyposażenie wnętrz z IKEA
PRZECIW- byłaś kiedyś w IKEA i kupiłaś same potrzebne rzeczy? Ja ostatnim razem kupiłam potrójną ramkę na zdjęcia, tylko jeszcze nie mam zdjęć w takim formacie, żeby je oprawić...

I na koniec- każda z nas ma jakiegoś zwierzaka albo nawet dwa, więc spójrzmy prawdzie w oczy- i tak nikt nam nie wynajmie mieszkania, a jeśli wynajmie, to w jakiejś eks- melinie w suterenie, a nie w odnowionym mieszkanku z sofą Ektorp :(
Ale w czym problem?- powiedziała Bożenka. Ciepło jest, jeść dają, ja tu zostaję. A co ze mną?

środa, 15 października 2014

Aktualizacja lifestyle'owo- kosmetyczno- kocia

Bez zbędnego wstępu przejdę do produktów, które mnie zadowoliły ostatnio w moim życiu nastawionym na konsumpcję.
Jedzenie
Magnum Mint, czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że to takie dobre?! Polewa z mlecznej czekolady, w której są zatopione mini miętówki, chrupiące w zębach (jeśli ktoś ma jeszcze zęby). Po prostu lodowe cudo, warte każdego grosza z tych 4,99 i warte każdej minuty, którą muszę na nie pracować.
Piątnica, Serek Śmietankowy Twój Smak z Łososiem- pyszny serek na kanapki, jadłam go w pracy kilka dni pod rząd, ma sporo łososia (nie pamiętam, ale jakieś 8% chyba, w każdym razie są to całkiem wyczuwalne kawałki), jeśli macie niespodziewanych gości, to szybki wypad do sklepu, bagietka plus ten serek i wieczór uratowany :)


Warto wspomnieć, że wersja serka zielona, ze szczypiorkiem, nie zachwyca ;)

Kosmetyki
Biedronka, BeBeauty Creme żel pod prysznic o zapachu miodu i płatków jaśminu- bardzo, bardzo kremowy żel pod prysznic, w składzie ma na 2. miejscu olej (słonecznikowy, jakby inaczej, ale lepsze to niż bomba detergentowa, po której skóra jest sucha jak wiór z drewutni). Ma przyjemny zapach, nie jest zbyt wydajny, ale za to tani. Dostępność jest plusem i minusem, bo jeśli ktoś ma biedronkę pod domem, to nie ma problemu, ale jeśli ktoś nie mieszka koło Biedry, to nie dostanie tego żelu (raczej kremu, żel mi się kojarzy z czymś przezroczystym) nigdzie indziej. Być może jest to odpowiednik produktu jakiejś innej firmy, tak jak płyn micelarny z Biedronki jest w istocie płynem micelarnym Tołpy, tylko przebranym.
Balsam Marokański do Włosów, Planeta Organica- kolejny rosyjski kosmetyk godny polecenia, szata graficzna jest bardzo ładna, aż przyjemnie się patrzy na ten kosmetyk, wygląd ma "drogi", spokojnie mogłoby stać koło L'Occitane moim zdaniem, a kosztuje poniżej 20zł. Kolejny plus- zapach, słodki, korzenno- orientalny, bardzo przyjemny i utrzymujący się na włosach choć trochę ;) I działanie- rzeczywiście balsam działa, nawilża włosy i nadaje im miękkość, ładnie wydobywa skręt kręconych włosów.

Rossmann, Rękawiczki bawełniane na noc- zwykłe rękawiczki, które zakłada się na noc, na nakremowane ręce. Prosta rzecz, a cieszy, bo nie brudzę laptopa czy tabletu wieczorem kremem do rąk. Ostatnio ze względu na fatalny stan moich paznokci używam do rąk masła do ciała z masłem shea (masło maślane) albo oleju kokosowego, które wolno się wchłaniają i są bardzo tłuste i śliskie, więc rękawiczki się zdecydowanie przydają. Plus- da się w nich obsłużyć ekran dotykowy i nie jest w nich gorąco w nocy.

Kultura
Książka "Zanim powiem do widzenia"- Susan Spencer- Wendel. Wzruszający opis mądrego pożegnania się ze światem śmiertelnie chorej kobiety, pełen miłości, optymizmu, humoru, nieprzytłaczający cierpieniem czy rozpaczą. Można płakać i śmiać się milion razy. Ta książka pomogła mi pogodzić się ze stratą mojego ukochanego kota, Ravika. Staram się nie skupiać na stracie, tylko cieszyć z tych cudownych chwil, które razem przeżyliśmy.

Serial "Modern Family"- krótkie odcinki, serial komediowy, nie będę streszczać całego serialu, ale można z przyjemnością obejrzeć, żeby się odstresować. Nie bez powodu zdobył tyle nagród :)

A co u mnie słychać? Jak zwykle narzekam, chodzę do pracy, leżę pod kocem i wychowuję kotkę Bożenkę, która właśnie próbuje wrzucić mój tablet do kuwety. BOŻENAAAA!!!!

sobota, 27 września 2014

Fotoblog- od maskotki do młodej kotki

Tak Bożenka wyglądała miesiąc temu:

Małe uszy, niebieskie oczy, zębów raczej brak.
Metamorfoza następowała stopniowo:
i dalej...
śpię i rosnę, rosnę i śpię
Męczące jest życie małego kotałka
O Boże, Boże, Bożenko...

Nie wiedziałam, że koty wymieniają wąsy ;) Bożenka ma wąsy, jakby ktoś ją ogolił, długie się połamały i zostały takie kikuciki.
A dziś:
Zobacz, jaka jestem piękna!
I przestań mi wreszcie robić te zdjęcia!
już mi nie wypominaj tych kup za szafą!


wtorek, 16 września 2014

Kocie Opowieści

Minął już tydzień, od kiedy Mała Kicia zwana roboczo Bożenką mieszka u nas w domu.
Będę jej robić zdjęcia z chomiczkiem, żeby porównywać, jak rośnie :)

W zasadzie minęły już prawie trzy tygodnie (16.09), ale niestety jestem tak zajęta zabawą małym kotkiem, że nie mam czasu pisać notki. Niestety przybycie nowego kotka zbiegło się z pogorszeniem stanu zdrowia kota Ravika, a na dodatek moi rodzice trochę opacznie zrozumieli, że ten nowy kotek jest zamiast Ravika i że R. już się żegna z tym światem. W efekcie czytam już strony o Tęczowym Moście oraz coś takiego klik! , a z odmętów moich łez można by utworzyć nowe Morze Martwe. Trudno się pogodzić z samą ewentualnością, że sprawy mogą przyjąć taki obrót i ta najgorsza opcja majaczy gdzieś na horyzoncie, no trudno, aż trudno o tym pisać.

Co jeśli chodzi o małego kotka? Mały kotek ma zdecydowanie mały rozumek, ale jest prześliczna, wygląda własnie tak, jak zawsze urocze małe kotki na zdjęciach czy na pocztówkach. Wiek XXI zostanie z pewnością wiekiem kota! Koty atakują ze wszystkich stron.
Dodaj napis
Dodaj napis
Dodaj napis
Śliczna mała kotusia, która niebawem będzie rozsiewać zło na cały dom, jak tylko urośnie. No właśnie, małe kotki mają tego pecha, że są śliczne i puchate... w sam raz zabawka dla małego dziecka. Podkreślę, że wzięłam kociunię Ronję/ Bożenkę dlatego, że musiałam się nią zaopiekować. Oczywiście dało mi to ogromną ilość rozkoszy i wiele rozkosznych zdjęć zostało wrzuconych na fb, mam też o czym pisać i dyskutować na forum internetowym, jednak działałam w stanie wyższej konieczności. No dobrze, wzięłam ja dlatego, że była taka malutka i śliczna, ale chciałam jej pomóc! I tak już by nie była z mamusią, bo została znaleziona. 
Przeraża mnie myśl, że wiele małych kotków jest oddawane czy sprzedawane w takim wieku, bo właśnie w tym momencie osiągają apogeum swojej słodkości, więc są najbardziej chodliwym towarem. Kociak 12 tygodniowy jest już w zasadzie małą wersją dorosłego kota, a kociak 5 tygodniowy ma śmieszną, wielką głowę, krótki ogonek, inne proporcje ciała i jest zupełnie adorable *.* Tylko jest małym nieporadnym szkrabem, który dalej potrzebuje swojej mamusi. 
Ronja zaczyna się robić coraz bardziej rozbiegana (na razie nazywa się Ronja, ale to ładnie wygląda na papierze, natomiast w wołaniu już trochę dziwnie, jak Ronia- Bronia), już sama je, zaczyna kuwetkować (ma skuteczność 40/60, ale nie miejmy jej tego za złe, ona się dopiero uczy). Dziś u mnie w pokoju pachniało jak w sklepie zoologicznym, a w środku nocy musiałam sprzatać dwie kupy, bo mała zrobiła kupę w swoim transporterze, gdzie ją zamykam na noc, a Ravic się załatwił, Bóg wie czemu, do kartonowego pudełka- to miło z jego strony, że nie na pościel. Przynajmniej już nie muszę gotować kociance mleka w proszku, nauczyła się jeść stały pokarm w idealnym momencie, bo za dwa dni i tak by się skończyło mleko w proszku. Generalnie była już w takim wieku, że ominęły mnie wzdęcia, zaparcia i inne dolegliwości wieku wczesnokocięcego, z którymi muszą się zmagać osoby karmiące kota butelką. Dwa tygodnie butelki w zupełności wystarczą.
A co do pracy... we wrześniu mam całe 4 dni wolne :) 

sobota, 30 sierpnia 2014

Nowy kot- opieka nad kociakiem

Nie miałam o czym pisać, ale stało się! Dwa dni temu w zasadzie nieoczekiwanie w moim domu pojawiła się nowa forma życia, która wygląda mniej więcej tak:
Zawsze się zarzekałam, że NIE, ja nie jestem z tych ludzi, którzy sobie znoszą do domu kulawe jaszczurki czy inne rozdeptane ślimaki czy koty bez oka, że ja nie będę sobie robić z domu schroniska. Kojarzyło mi się to z postami na forum miau, gdzie babki pisały- rano z domu nie wyjdę, bo Mruczek ma rano kroplówkę, a w południe to muszę karmić Kicię, a po południu mam wizytę w lecznicy umówioną i kto mnie zawiezie, bo się sama autobusem nie zabiorę z 3 kontenerkami... Albo- w głowie mi śpi Łatka, a w nogach Plamka, więc ja w sumie powinnam iść spać na kanapę, ale nie mogę, bo Dyzio mi leży na brzuchu. Więc nie, miałam nie brać ani się nie litować, ale szkoda było mi tego szkraba, że będzie siedzieć w szpitalu pełnym zarazków, więc pomyślałam sobie, jadąc do pracy, że jak jeszcze będzie u nas w lecznicy, to ją zabieram! I co? Pech chciał, że jeszcze była ;)
I tak oto w domu pojawił się Koteceu płci żeńskiej, lat zero, miesięcy zero, tygodni trzy, 250g żywej masy. Pochodzenie- nieznane, rodzice NN, znaleziona gdzieś, prawdopodobnie koło wytwórni kotów do reklam Whiskasa, sądząc po umaszczeniu ;)
Normalnie małymi kociakami zajmuje się matka, więc opieka nad takim szkrabem ogranicza się do karmienia matki i pilnowania, żeby się przedszkole nigdzie nie rozlazło, ale w tym przypadku muszę sama zamienić się w kocią mamę. Jak widać, kocia już ma otwarte oczy i sama chodzi krokiem kaczki, więc odchowanie jej nie będzie takie trudne (taką mam nadzieję) jak nowonarodzonego oseska. Spotkałam się z opinią, że odchowanie bez matki nowonarodzonego kociaka jest wręcz niemożliwe i nawet w to wierzę.

W co musimy się uzbroić:
Zestaw podstawowy, czyli stołówka i toaleta. Stołówka to mleko w proszku i butla ze smoczkiem. Jest kilka rodzajów kociego mleka na rynku, ja akurat mam takie, do opakowania jest dołączona od razu butelka ze smoczkiem Trixie, ale gdyby ktoś chciał kupić butelkę do odchowania kocich maluchów, to sama butelka ze smoczkami i wyciorkiem kosztuje około 8zł.
Drugą ważną rzeczą jest higiena, czyli wymienne podkłady. Może być zwykłą lignina, pielucha tetrowa, wszystko jedno, ja stwierdziłam, że podkłady do przewijania z Rossmanna się mi najlepiej sprawdzą. Mamy już umeblowanie, to gdzie kociak zamieszka?
koci Karton full wypas, z elaktrycznością
Kociak potrzebuje miejsca, skąd 1) sam nie wyjdzie ani nie wypadnie, 2) łatwo będzie go wkładać i wyjmować, 3) będzie można zachować higienę, 4) będzie ciepło. Czyli oczywiście karton, ulubione mieszkanie bezdomnych najlepiej spełnia te wszystkie funkcje ;) ale spokojnie może to też być coś takiego KLIK. Tylko trzeba nie zamykać, jak kot jest w środku ;)
Mogłabym zrobić recenzję kocich mlek, butelek do karmienia kotów, kociej karmy dla niemowląt i tak dalej, ale nie chce mi się na to wydawać kasy, a poza tym zmiana diety u takiego malucha nie jest wskazana. Po każdym karmieniu masujemy brzuszek i pjupę, żeby kotek się załatwił, ale czasem też radzi sobie z tym sama, zazwyczaj w mało odpowiednim momencie ;) 
Kabel jest, bo kociak musi mieć ciepło, czapka z Karpacza to zastępcza matka, bo ma polarek w środku i obywatelka się do niego przysysa, szukając chyba sutka ;) Jak się ją włoży do czapeczki, to od razu zaczyna mruczeć.
Jeśli chodzi o karmienie, to karmi się często, małymi porcjami po 5- 10 ml, z moich obserwacji wynika, że kocia ssie bardzo łapczywie, aż jej się uszy trzęsą, ale krótko, więc po prostu trzeba jej dawać butlę częściej. Mleko można potem podgrzewać, stosując podstawowe zasady higieny, czyli butelkę umyć przed ponownym napełnieniem. Był kiedyś taki odcinek dr Quinn (to był sajebisty serial), kiedy dzieci umierały, bo miały butelki ze smoczkiem i z rurką, rurki się nie dało w środku umyć i kaplica.
Zastanawiam się, czy sobie nie zorganizować klatki wystawowej na tą obywatelkę, bo jak kociak podrośnie, to jest w 5 miejscach na raz, ale na razie mam jeszcze ze dwa tygodnie spokoju.
Mam jeszcze kota rezydenta, który na razie nie chce się pogodzić z rzeczywistością, że nie jest od teraz jedynym kotem na świecie, ale to już chyba temat na inną notkę.

Jakie są dalsze plany? Wmawiam sobie, że ona tu nie zostanie, że potem pójdzie do adopcji, ale chyba sama w to nie wierzę ;)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Pewnego dnia- Emily Giffin

W odpowiedzi na nieliczne prośby nielicznych stałych czytelników tego bloga piszę nową notkę, będzie to recenzja książki, którą wczoraj skończyłam czytać.
Dodaj napis
Dzięki ci, chomiku, za to, że pozwoliłeś mi się cieszyć tą książką bez wydawania na nią równowartości trzygodzinnej pensji (co zresztą byłoby stratą pieniędzy, bo czytałam ją dwa dni).
Książka stoi na półce ze współczesnymi powieściami obyczajowymi, niedaleko Jodi Picoult, choć jakieś pół półki niżej, bo Giffin skupia się na związkach i relacjach międzyludzkich, nie wchodzi na symboliczną czy metafizyczną płaszczyznę.
Główne bohaterki tej książki to matka i córka oddana do adopcji, które spotykają się znów po 18 latach. Matka, czyli Marianne, po błędzie popełnionym w młodości, zrobiła karierę jako producentka telewizyjna w Nowym Jorku i ma wszystko, czego dusza zapragnie, a przynajmniej tak jej się wydaje. Niespodziewana wizyta córki burzy jej świat i okazuje się, że tak naprawdę od 18 lat Marianne żyła grą pozorów. Kirby również zmaga się ze sobą, bo wie, że jest dzieckiem adoptowanym, i choć trafiła do kochającej rodziny, cały czas ma wrażenie, ze tam nie pasuje, ma poczucie wyobcowania. Te dwie niepewne i zranione kobiety zaczynają od podstaw budować swoją relację i stopniowo między nimi rodzi się poczucie więzi, bliskości. 
Nie bez znaczenia jest postać ojca Kirby, czyli pierwszej miłości Marianne- jej chłopak z liceum, Conrad Knight (seriously? na początku zapomniałam, jak miał na nazwisko i wydawało mi się, że Conrad Falcon, poziom pretensjonalności byłby zachowany). Marianne porównuje go do Bradleya Coopera i Jamesa Franco, a więc niesamowite ciacho, buntownik z wyboru, oczywiście grający w zespole, przy tym czuły, namiętny, trochę skryty, ale troskliwy, no powiedzieć chodzący ideał to by było chyba za mało. Można z łezką w oku pomyśleć o swoich pierwszych miłościach, choć oczywiście nikt się nie będzie z nim równał, bo na papierze łatwiej spotkać mężczyznę idealnego, niż w życiu. 
I z tym wspanialcem Marianne zrywa kontakt, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży (przecież to logiczne, że gdy zachodzę w ciążę, to nie mówię o tym ojcu dziecka ani w ogóle prawie nikomu), potem przy pomocy matki zaszywa się gdzieś na wsi na czas ciąży (nad tymi szczegółami książka się nie rozwodzi, a szkoda, bo jest tu kilka nieścisłości), a po porodzie oddaje córkę do adopcji. 
Po 18 latach po namowach Kirby znów dochodzi do spotkania Marianne i Conrada i nie jest to spotkanie w stylu wielkiego "reunion" z telenoweli, raczej pełne wyrzutów i żalu. Choć Marianne po 18 latach dalej żywi sentyment do byłego chłopaka i serce jej szybciej bije na dźwięk jego imienia, to wydaje się, że jest u niego już spalona. Ale może tylko tak się wydaje...

Nie wiem, czy ta książka uczy nas czegoś o życiu, jednak przedstawia życie w formie wyidealizowanej, bo  Marianne zrobiła wielką karierę i jest bogata,a Conrad zamiast skończyć pod budką z piwem, albo za kratkami, jak część młodych artystów- buntowników, został właścicielem pubu. Niektórych relacji nie da się odbudować, choć zakończenie książki wyraźnie sugeruje, że przed Marianne i Conradem jest jakaś przyszłość. Może tak, a może nie, w końcu w życiu wszystko jest możliwe :) a już na pewno w książce.
Nawet Kasia Tusk poleca :P 

sobota, 16 sierpnia 2014

Tydzień albo inny okres w zdjęciach

Od ostatniego postu minęły dwa tygodnie, więc stwierdziłam, że taki tytuł będzie bardziej odpowiedni.

Osiągnięcie tygodnia- zapisałam się na szkolenie doskonalenia zawodowego, bo ktoś musi we mnie inwestować, a kto będzie, jeśli nie ja? Spokojnie, nie jest to specjalizacja jeszcze. Teraz jestem tylko niestety święcie przekonana, że ze wszystkich weekendów w roku akurat w ten weekend, za który zapłaciłam prawie tysiaka, coś mi wypadnie >.< ale miejmy nadzieję, że nie. (dobrze wstawiłam przecinki?)

Kosmetyk tygodnia- Isana Urea Kuperlotion, czyli balsam do kupra z mocznikiem. Dużo o nim słyszałam w internecie, ale jakoś się nie mogłam zdecydować, zdecydowałam się i to zdecydowanie dobrze zainwestowane 5zł ;) wadą jest tylko brak zapachu.

Produkt spożywczy tygodnia- mogłabym tu napisać o słynnym sushi, które zamieszczałam na fb i z którego Kocia Matka szydziła, że nie ma na świecie sushi, które nie miało swojego zdjęcia. Nawet to było miłe wyjście, potem nawet jakiś chłopak nas podrywał na Chmielnej ;) tzn pytał się, gdzie tu jest jakiś dancing, więc chyba jest oczywiste, że chciał nas poderwać. Więc wracając do tematu, spożywką tygodnia jest piwo Olivetynsky Opat (to chyba nazwa?) z Czech, przywiezione przez koleżankę.
Niefiltrowane mętne piwo z aromatem truskawkowym, w którym pływało nawet coś, co można by zidentyfikować jako ziarenka od truskawek. Powtarzając za mądrzejszymi ode mnie, dodają truskawki do pierwszej fermentacji, więc aromat zostaje, a cukier ulega rozłożeniu, więc piwko ma aromat, ale nie jest słodkie, co daje bardzo fajny efekt. Mi to przypominało wrażenia z palenia fajki wodnej, bo jest jakby sam aromat, zapach, ale bez wyraźnego smaku. Czy coś podobnego można dostać w Polsce?

Patent tygodnia- podpórka na tablet w pracy ;)
Dobra, żartuję, nie było to zbyt praktyczne ;)

Strój tygodnia- już, już chciałam robić zdjęcie moich nowych sandałów, ale się powstrzymałam, ostatecznie... kogo to interesuje. W ogóle czemu kogoś to interesuje? Mam na myśli oglądanie czyichś filmików na YT, hauli zakupowych, pokazywanie balkonu Nieesia25 i tak dalej... chyba to coś podobnego do oglądania idealnego życia rodzinki z reklamy płatków śniadaniowych, które nam wyciska łzy z oczu.

Kot tygodnia
Miałam kilka typów, ale zdecydowanie wygrał kot z Karpacza, którego zdjęcie przywiozłam z wycieczki w 2011 roku, a potem moja koleżanka sfotografowała tego samego kota w tym samym miejscu. Jak widać, nie ma mowy o pomyłce :]

Smutek tygodnia- smutno mi, bo już mimozami jesień się zaczyna, a ja mam wrażenie nieefektywnie spędzonego czasu, a to przez pracę, która zabiera mi dużo czasu i drenuje mnie z sił, więc jak wracam do domu (czasem wracam po 23, więc o tym już nie mówię, bo wtedy wiadomo, że nie mam już na nic czasu), to trudno mi zebrać siły na cokolwiek. Może to przez tarczycę. Nie mam czasu jeździć na działkę, a lubiłam to robić, nie mam siły ugotować nic bardziej skomplikowanego niż makaron z sosem, nie mam zapału do chodzenia na zakupy, więc nawet nie mogę sobie poprawić humoru ładnym ubrankiem. Serio, chodzenie za zakupy to bardzo ciężka robota. Może ktoś by mi kupił letnią sukienkę, spodnie bojfrend, jakiś sweter ażurowy? Mogą być nawet buty kolorowe New Balance. I bluza Nike Epic Crew ;)

niedziela, 3 sierpnia 2014

40 przypadkowych pytań

Znalazłam taki TAG w internecie, więc postanowiłam na niego odpowiedzieć, zwłaszcza, że nie ma żadnych żenujących pytań ;)

1) Gdzie byłeś 3 godziny temu?
w galerii handlowej koło Leclerca, szukałam butów.
2) Czy kiedykolwiek zjadlaś kredke?.
kredę to może prędzej
3) Czy w odległości 3 metrów od Ciebie jest coś różowego?
no jasne

4) Czy masz na sobie skarpetki?
niee, jest z 30 stopni na dworze (na polu)
5) Czy byłeś w kinie w ciągu ostatnich 5 dni?
NIEE, chyba rok nie byłam w kinie. Albo więcej
6) Czy jest Ci gorąco?
trochę tak, ale da się wytrzymać, mózg jeszcze nie wypływa
7) Co było ostatnią rzeczą, którą miałaś do picia?
HA! Mint chocolate frostito z Coffee Heaven. Raz na pół roku chodzę do CH i to musiało być właśnie dziś :D swoją drogą 13zł za małą porcję... I jeszcze lod w napojach w CH ma zawsze taką dziwną teksturę, tak się klei do zębów, jakby to były kawałki plastiku
8) Co ostatnio jadłaś?
ptasie mleczko z zamrażarki. A wcześniej brzoskwinię.
9) Gdzie byłaś w zeszłym tygodniu w tej chwili?
w domu, robiłam porządki
10) Kim był ostatni gość w Twoim domu?
moja siostra wczoraj, oglądałyśmy Frozen
11) Czy tęsknisz za kimś teraz?
yyyy... nie
12) Jakie są twoje plany na dzisiejszy wieczór?
czyli wpadnięcie w alkoholizm i ciąża spożywcza po węglach
13) Który ostatnio napisał Ci komentarz na Facebook'u, Naszej-Klasie itp. portalach?
u mnie na profilu to chyba jak miałam urodziny :/ no nie, zdjęcia z urlopu też mi komentowali
14) Co chcesz wiedzieć o przyszłości?
czy moje życie wyjdzie na prostą. Ale jak się okaże, że nie, to będzie mi przykro :(
15) Czy masz na sobie jakieś perfumy, jeżeli tak to jakie?
Endless Euphoria, psiknęłam się w Douglasie i już żałuję, bo to pachnie jak zapach od baby z bazaru
16) Byłaś w tym roku u lekarza?
żeby to raz
17) Gdzie jest twój najlepszy przyjaciel?
leży na parapecie
18) Czy masz opalenizne?
trochę tak, ale nie jakąś bardzo silną, bo się smarowałam kremem
19) Czego teraz słuchasz?
pralki
20) Czy kolekcjonujesz coś?
Życie Weterynaryjne, hahaha. Ogólnie to nie
21) Kiedy ostatni raz zostałaś zatrzymana przez policje?
Jak to? Nigdy!
22) Czy piłaś kiedyś herbatę przez słomkę ?
Ice Tea albo Nestea tak
23) Co ostatnio napisałaś w ostatnim smsie?
napisałam Weronice, że kupiłam sobie buty 
24) Lubisz ostre przyprawy?
raczej ogólnie nie, bo mi gębę wypala. Ale lubię, jak coś jest doprawione, nie jakieś mdłe paćki.
25) Kiedy ostatni raz wzięłaś przysznic?
wczoraj wieczorem
26) Czy jesteś bogata?
na pewno jestem bogatsza niż jakieś 70% mieszkańców kuli ziemskiej. Ho ho.
27) Jaka jest w Ciebie pogoda?
słońce i gorąco, więc weekend spędzam w Warszawie, bo to logiczne. Bo rodzice nie chcieli na mnie poczekać z samochodem, aż wrócę rano z pracy i sobie sami pojechali na działkę :| 
28) O której godzinie budzisz się rano?
jak nie idę do pracy to przed 9 zwykle. Jak idę do pracy to o 5.30. Jak jestem w pracy to zwykle 6- 7, no chyba, że wcale nie śpię.
29) Jaki film ostatnio widziałaś?
Frozen! A wcześniej Maska Zorro z Banderasem ^^
30) Jaki masz dzwonek w tel?
Kurde, jak to jaki?? Let it go!!
31) Czy byłaś kiedyś w innym kraju?
gdzieś tam byłam, ale nigdzie daleko
32) Ile masz rodzeństwa?
jedną siostrę
33) Komputer stacjonarny czy laptop?
laptop!
34) Co planujesz dziś robić?
już pisałam. Jeszcze umyć głowę i znaleźć ze 3 filmy do obejrzenia jutro w pracy
35) Kiedy ostatni raz płakałeś?
wczoraj, kiedy zobaczyłam, kiedy mam następny wolny weekend
36) Jakie jest twoje ulubione radio?
Radio Zet. Tylko nie znoszę jak Nosal wkręca, zawsze wtedy przełączam
37) Co wolisz? hamburgera czy kebaba?
Kebaba
38) Jaki jest Twój kolor oczu?
szaro- zielony
39) Co robiłeś o 24:00 w nocy?
kładłam się spać
40) Czy masz zwierzęta?
to nie jest "tylko" zwierzę, to mój przyjaciel, mój minion, moja zwierzęca druga połówka!
Jeśli wam się podoba, to możecie skopiowac i same odpowiedzieć na swoich blogach, albo nie, albo napiszcie mi w komentarzach pytania, to pewnie na nie nie odpowiem. Albo napiszcie, jak marne jest wasze życie i dlaczego :D

sobota, 2 sierpnia 2014

Tydzień w zdjeciach III

Jak minął mi tydzień? Jak zwykle, czyli nic specjalnego. Teraz mam wolny weekend, ale i tak nie mogę nigdzie wyjechać, bo nie mogę zostawić kota, a z kotem też nie mogę jechać, bo musielibyśmy jechać pociągiem. Czasem takie drobne rzeczy doprowadzają mnie na granice depresji, zwłaszcza, gdy mam PMS. Czasem przypominam sobie moją koleżankę, która profilaktycznie brała Prozac i myślę, że to nie był taki zły pomysł.
jak to nie ma sensu? dla kota wszystko ma sens
Tydzień minął pod znakiem użerania się z chorym kotem, a dokładniej rzecz ujmując pół tygodnia ja płakałam nad biednym kotkiem, bo nie wiem, co mu jest i jak mu pomóc, a potem podjęłam jednak jakieś konstruktywne działania. Na razie wygląda na to, ze kot będzie żył, ale jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, czy kuracja przynosi skutek. Całę szczęście dywan jest we wzorki, więc jedna plama więcej nie robi aż takiej różnicy.
Tak wygląda moja codzienna droga do pracy, no może nie codzienna, bo nie zawsze jeżdżę na noc, ale ogólnie tak się prezentuje. Niepokoi mnie fakt, że już znam z widzenia menelską obsadę dworca Młociny, bo cały czas to samo towarzystwo się tam kręci. W sumie mogłabym chyba zamówić sobie tabliczkę z moim imieniem i nazwiskiem w autobusie.

a tak czasem prezentuje się zachód słońca, gdy wychodzę z pracy. Niestety niedługo już zacznie się robić ciemno, co uczyni powroty mniej przyjemnymi. A jak będę wracać w środku zimy, tego już wolę sobie nawet nie wyobrażać.
mina, jakby mi było bardzo źle ogólnie 
No i samojebka z pracy, bo przecież jakaś musi być ;) Wszystkim się bardzo podoba mój zielony limonkowy fartuch, mi też, szkoda tylko, że to była jakaś jednorazowa aukcja na allegro.

niedziela, 27 lipca 2014

Pierwszy tydzień po urlopie

Początki są zawsze ciężkie, gdy człowiek wraca z urlopu do pracy i musi na nowo wskoczyć w ten kierat... Kiedyś gdzieś czytałam wskazówki, jak łagodnie przejść z urlopu do pracy, żeby sobie postawić na biurku zdjęcie z wakacji (po co? chyba tylko po to, żeby się wkurwiać), jakiś tam gadżecik, nie wiem, piasek z plaży rozsypać sobie pod stopami czy coś... Noszę w torbie breloczek z Więcborku, który dostaliśmy od naszej landlady w ośrodku, ale taki wspaniały aż ten Więcbork nie był, żeby było co wspominać. Sam fakt wakacji był pozytywny, tydzień minął miło, nawet się nie kłóciłyśmy, choć na przykład w Rucianem to kilka razy były jakieś sprzeczki. Jestem pozytywnie zaskoczona, bo szczerze mówiąc obawiałam się obecności psów, że będą bardzo przeszkadzać, że będą szczekać, będziemy się o to kłócić itd.
Miałam cały tydzień pracujący, przez co mam na myśli, że pracowałam 7 dni, no może 6, bo po nocy jest dzień wolny. Dziś idę znów do pracy na noc, więc mam cały dzień dla siebie, trochę posprzątałam, żeby nie siedzieć w brudzie jak hipopotam w zoo, umyłam głowę (niedziela dla włosów, hahaha), kupiłam sobie lody Grycana, wypiłam kawę, a teraz siedzę we wzorzystym salonie na wzorzystym fotelu i piszę tą notkę ;) Nie mam za bardzo nic na obiad, wczoraj były placki z cukinii, bardzo dobre, ale dziś będą frytki z zamrażalnika. Potem w pracy popcorn z mikrofali i Activia, mój brzuch zaśpiewa lalala la i starczy.
My i psy
O tygodniu w pracy nie będę się rozpisywać, bo nie chcę potem jak Kocia Matka w pocie czoła kasować wszystkich notek. Generalnie Kocia Matka miała przez bloga jakieś rzekome problemy w swojej byłej pracy, ktoś coś przeczytał, choć w sumie nie wiem jak było naprawdę. W efekcie zawiesiła naszego bloga i skasowała ostatnie notki. Utworzyła kopię zapasową, ale potem ja dodałam nowe notki, więc już by się nie dało tego w całości przywrócić, więc niestety część notek przepadła. Bez mojej wiedzy i winy. Teraz tylko ja jestem autorką bloga, więc niestety liczę się z tym, że spadnie nam- MI popularność, bo jednak to KM się bardziej angażowała w bloga. W sumie to był jej pomysł, żeby założyć ten blog. No trudno. Może w przyszłości w ogóle go zlikwiduję, a może będę dodawać jeden post w miesiącu, zobaczymy.

O czym mam pisać?- o weterynarii? to grząski grunt, nie da się napisać nic, żeby się nie obawiać, że ktoś niepowołany to przeczyta. O kosmetykach? aż tak dużo ich nie używam. O życiu?- to nuda. Moje przemyślenia- rzadko się zdarza, żebym coś mądrego wymyśliła.

niedziela, 6 lipca 2014

Chcę kochać szalenie- interpretacja tekstu

W radio ostatnio można usłyszeć piękny, liryczny utwór o skocznej melodii i chwytającym za serce tekście. Nawet nie jest to piosenka z filmu Disney'a, tylko dzieło rodzimej wokalistki o zagranicznej pisowni imienia.

Późny wieczór, zmęczona twarz
wracam do domu
powiedz, że jesteś tam.
  
No ale nawet jeśli on powie, to jej jeszcze w tym domu nie ma, on ma sobie mówić do ściany, a ona głucha na dwa ucha, nie usłucha...
 
Choć byś wędrował
nawet we mgle
wiem to, gdziekolwiek jesteś
odnajdę Cię.

To jak reklama GPSa
 
Miną godziny
Dzień za dniem
Szalony serca głos
na pewno usłyszę
Zdobędę klucze
miłości bram
I już niczego 
nie trzeba będzie nam.

I już wszystko jasne, ona wraca do domu, chce do łazienki, a zgubiła klucz! Więc ma nadzieję, że ktoś jest w domu i ją wpuści. Już słyszy szalony głos serca, że jej sie sikać chce, ale jak znajdzie w torebce klucz, to szczęście będzie pełne!

Ref.
Chcę kochać szalenie
Niech mnie wypełnia ten stan
Na twarzy rumieniec
A w sercu wielki żar

Stan podgoraczkowy
 
Chcę kochać szalenie
Nie prześnił się jeszcze czas

Prześnił? Tzn tryb dokonany od przyśnił? Czy autorka wie, co miała na myśli?
 
Pobudza krążenie
Wielkiej miłości smak

Smak kawy pobudza krążenie.

Nadzieję mam
spokój i czas

Nadzieja matka głupich, a spokój i czas ja też bym chciała 
 
co wymarzone
nikt tego nie odbierze

Ciężko, żeby ktoś odebrał coś, czego nie ma, bo wymarzone to coś w wyobraźni ;) jak wiadomo z reklamy, albo snujemy, albo realizujemy. Nie lubię tej reklamy, bo całą książkę bym mogła napisać o moich snutych planach i niezrealizowanych :(
 
Uczucia te zaskoczą nas

Zaskoczyć to może obfita obstrukcja albo inna forma biegunki ;)
 
Ja nie żałuję żadnej z chwil
minionych lat

I znów refren. Czy ktoś mi powie, o czym była ta piosenka? Zapełnianie linijek tekstu słowami w stylu- na pewno, nawet, jednak, wcale, jakiś zbitek skojarzeń i to wszystko leci w radio... To ja już wolę piosenki po francusku, przynajmniej nie wiem, co jest śpiewane ;) 
Na przykład taka piosenka, może ktoś zna?
O mój wąs był alfonsem
Z pokłonem i czarnym kosmosem (nie chodzi o rasizm)
Że ćwika z zapachów wąsem
Sól liże z nim za Peru,że ma ból i dolar mi dał
Gdy nie był wąsem
Problema mieli z wąsem
Że on ofiarę dorwał z kosmosem
O tam z różą i z wąsem...


Kolejną piosenką, którą chciałam skomentowac jest Znak Ewy Farny, ale ona jest z Czech, w Czechach pewnie wszystko co się zaśpiewa ładnie brzmi, więc można już jej wybaczyć lekki bezsens tekstu. Kiedyś zapoznałam jednego pana miłośnika Czech, czeskiego języka itd, który mi polecił Jaromira Nohavicę, bardzo ładne piosenki, choć nie mam pojęcia co on tam śpiewa, tylko się domyślam. No chyba, że śpiewa Gaudeamus Igitur, bo to w języku zrozumiałym dla cywilizowanego człowieka ;) 

A wy macie jakieś ulubione bezsensowne piosenki? 
Już za tydzień urlop, jaaaaaaa!!! 

niedziela, 29 czerwca 2014

Tydzień w zdjeciach II

Po tygodniu pracy nadszedł upragniony weekend.
Zapoznałam nowych znajomych...

Przemierzałam polskie drogi...

Nadrobiłam zaległości w lekturze...
... i w spożyciu :)

z niezależnych ode mnie i niezrozumiałych przyczyn utracona została duża część notek i komentarzy.  Z mojej strony dołożę wszelkich starań, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła, za zamieszanie czytelników przepraszam. 

poniedziałek, 31 marca 2014

Imiona dla dzieci- rodzice, zastanówcie się!

Ja sama nie spodziewam się dziecka i na razie nawet nie spodziewam się, żebym się miała kiedyś spodziewać, ale ostatnio oglądałam na Polsat Cafe jakiś polski program o porodach i wpadł mi do głowy pomysł na taką notkę.
pierwsze zdjęcie dziecka na tym blogu
Pierwsza para- młodzi ludzie, pierwsze dziecko. Najpierw wypowiada się przyszły tatuś- myśleliśmy z żoną nad imieniem dla dziecka i chcemy, żeby to było takie imię, żeby się nie musiało wstydzić. No bo np. gdyby chłopak się nazywał Zenon czy Teofil, to wiadomo, że potem dzieci by się śmiały. Tak samo dziewczynka, sa takie imiona, no nie wiem- Teresa (ja tylko powtarzam, co ten pan powiedział ;)) czy jakas inna Genowefa... Ale też żeby to nie było takie imię, jakie ma połowa dziewczynek na podwórku, jak np. Kasia... Więc zdecydowaliśmy się z żoną na imię...

na imię...

na imię...

Nicole

albo może nasza polska pisownia, Nikol? :)

Druga para to było małżeństwo w średnim wieku, mają już jedną córeczkę, ma się urodzić kolejna. Pierwsza córeczka ma piękne, pięęęękne xD imię Amelia, a druga się będzie nazywać... będzie się nazywać... No powiedz Amelko, jak się będzie nazywać twoja siostrzyczka... bo ja ci kiedyś powiedziałam, że będziesz mieć siostrzyczkę i że na razie ona jest mała jak oliwka i tak już zostało- będzie Oliwia 

Może ktoś powie, że ich dziecko, ich sprawa, ale ja kompletnie nie rozumiem mody na imiona, zwłaszcza, gdy to jest moda na dość rzadkie imiona, które jak memy się rozprzestrzeniają potem w całej populacji. W sumie to teraz można w ciemno się pochylać nad wózkiem i mówić- o, jaka śliczna Lenka! Albo Oliwia...
Oprę się na tym rankingu KLIK! Na pierwszy rzut oka widać, że niestety dziewczynki mają przechlapane...
U chłopców w pierwszej dziesiątce obciachem są tylko imiona Kacper (średni obciach), Filip (duży obciach) i Antoni (w sumie ładne, ale jednak oryginalne, kiedyś było popularne, teraz dość rzadkie).
A u dziewczynek:
Lena (co to za imię? Czy to na cześć piosenkarki Lenki? połowa placu zabaw ma na imię Lenka...)
Zuzanna (może jeszcze nie jest najgorsze, ale Zuzia lalka nieduża, Zuzanna ze starcami itd)
Wiktoria (lubię Wiki z NDiNZ, ale dziecku bym nie dała tak na imię)
Amelia (swojego czasu pół placu zabaw miało na imię Amelia, fuuu, ani to polskie imię, ani ładne, amelia to po łacinie wrodzony brak kończyn! nie wiem, czy imię było popularne po filmie "Amelia" czy co)
Oliwia (Olivia to gazeta dla pań, czasem kupuję, bo tylko 2,50 kosztuje. Ani to polskie imię, ani łądne, kojarzy się kulinarnie, no dla mnie pomyłka)

Ja bym się dwa razy zastanowiła, zanim nadam dziecku imię, jakie już nosi pół przedszkola. Nie powinno być zbyt oklepane, bo potem już nikt nie wie, o jaką Asię czy Anię chodzi, ale też nie zbyt rzadkie czy dziwaczne, bo np. Otylia Jędrzejczak jest jedyną znaną komukolwiek Otylią.
Pamiętam sprzed roku (szokującą zresztą) historię dziewczynki, którą matka czy babcia chyba utopiła w wannie, to było mniej więcej wtedy, gdy w krótkim czasie było kilka spraw pobicia czy zabicia dzieci. Nie da się tego skomentować, ale niestety nie uszło mojej uwadze, że ta nieszczęśliwa ofiara dziewczynka miała na imię... miała na imię... Abigail. Abigejl może.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać, ale moim zdaniem urzędy stanu cywilnego powinny jakoś ograniczać fantazję rodziców. Nadawanie zagranicznych imion powinno być ograniczone, albo zakazane, a za kaleczenie pisowni jakąś polską fonetyką, to kara gułagu i ciężkich robót.

Kolejna sprawa z TV, nie pamiętam już, czy to chodziło o chore dziecko, czy znów jakaś sprawa kryminalna, w każdym razie pokazują płaczącą matkę rozmiarów kaszalota, która szlocha- bo mój Brajanek... buuu 
No nie, tego to już się nie da wytrzymać. Nikol, Klaudia, Andżelika- to jest pewien standard w mniejszych miejscowościach. Małe miejscowości to wiadomo taka trochę Rosja, ja zawsze gdy idę do sklepu z starych spodniach i bez makijażu, to sobie myślę- no, bo ja jestem z Warszawy, więc u nas to po prostu jest casualowo, a nie na flejtucha, w mieście powiatowym to by nie przeszło, tam jest się cały czas pod obserwacją i cały czas trzeba wyglądać jak na niedzielę xD

Może to imiona inspirowane filmami, serialami? No zastanówmy się, jakie zagraniczne imiona można jeszcze spolszczyć i zdrobnić.
 Dżordż- mój mały Dżordżyk, Dżordi, Dżorduś :)
Majkel- to wiadomo, Majk, Majki
Metju- nawet trudno się domyślić, co to za imię. Metjuś :) fuuu aż mi źle, że coś takiego wymyśliłam i napisałam.

Całe szczęście nie jesteśmy Stanami Zjednoczonymi, gdzie można nazwać dziecko North West, choć i naszym rodzimym celebrytom nie brak pomysłowości. Anna Mucha ze swoją Stefanią albo Justyna Steczkowska z Leonem mogą się schować, bo Katarzyna Skrzynecka ma córeczkę o imieniu Alikia Ilia. A Katarzyna Figura dzieci Koko i Kaszmir... Gdyby to były imiona dla yorków, to jeszcze nie byłoby tak źle.
Alikia Ilia... o rany. Od tazu wyobrażam sobie jakąś nadętą ezoteryczną, kabalistyczną, metafizyczną otoczkę, że to dziecko to jakiś dar czy objawienie i w związku z tym nie ma prawa mieć normalnego dzieciństwa, tylko zostało skrzywdzone zaraz po urodzeniu... Ja bym za to odbierała prawa rodzicielskie.

A moje imię? Nie jest zbyt popularne, na roku na studiach była jeszcze tylko jedna dziewczyna o takim imieniu. Raczej było to imię popularne 40 lat temu. W sumie to dobrze, bo nie muszę się odwracać za każdym razem, gdy ktoś woła "Ania" ;) I nie jest to imię Bożena, całe szczęście. Bożena to w sumie nie jest jakieś tragiczne imię, o ile nie jest pisane przez dwa N- Bożenna, no ale kojarzy się z 1) o Boże Boże Boże Bożenko, jak mogłaś to zrobić z cyganem? xD a po 2) z Bożenką z Klanu- marnie...

Jakich jeszcze imion nie lubię? Kamil, bo moim zdaniem to gejowskie imię, mam sąsiada, który ma synka Kamila (tzn nie synka, bo to brzmi miło, a to są nieletni bandyci, którzy się drą, trąbią samochodem i w piaskownicy sypią piachem psu w oczy, choć mają po 5 lat) i jeszcze woła na niego "Kamciu!" od czego w ekspresowym tempie dostaję wrzodów żołądka. Marian i Mariusz to wieś tańczy i śpiewa, Dominik też mi się pedalsko kojarzy i nie zmienił tego nawet Dominik ze studiów, który jest macho i samcem 200%.

Imię dla dziecka to ciężka sprawa, bo nazywa się dziecko, a potem imię nosi dorosły całe życie. A jakie imiona was doprowadzają do szału? Może macie kogoś w rodzinie z oryginalnym imieniem? A może same chcecie dziecku dać na imię Elvis? Czad!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...