środa, 27 lutego 2013

Bura rzeczywistość

Blue Monday 21 stycznia 2013 najbardziej depresyjny dzień roku!
A raczej początek najbardziej depresyjnego tygodnia.  Nikt nie umarł, nikt nie wylądował w szpitalu, tylko zaczęłam tracić złudzenia. :(
Media określają młodych po studiach jako "stracone pokolenie", "ludzie bez perspektyw", "najniższa krajowa"...W ogłoszeniu "młody, ambitny, dyspozycyjny" znaczy: wezmę każdą pracę! Chcę pracować gdzieś! Nie ważne za ile! Dodatkowo zdarzają się kwiatki w stylu:  "Bardzo chętnie w ramach wolontariatu podejmę pracę w każdym wymiarze godzin w lecznicy dla zwierząt, także zajmującej się zwierzętami gospodarskimi." Czy naprawdę jest, aż tak źle? Naprawdę trzeba się ogłaszać, żeby znaleźć lecznicę, w której można pracować za darmo?
Co się porobiło...

Ale wróćmy do 21.01.13...
Dzień piękny jak każdy zimowy (czyli dla mnie paskudny). Śniegu znowu napadało tyle, że prawie zasypywało drzwi wejściowe i już myślałam o wychodzeniu oknem - jak w reklamie pewnego kremu do rąk z formułą skandynawską, dzielna kobieta własnoręcznie przebija się przez białą puszystą zaspę. Obyło się bez takich poświęceń, miałam łopatę i po 2 godzinkach darmowego fitnessu utorowałam sobie drogę do wyjścia.
A później trzeba sprawdzić maile. Czy ja oczom nie wierzę? Jest zaproszenie na rozmowę! Tylko 110 km w jedną stronę samochodem. Ale jak ja tam pojadę? Dlaczego muszę jechać w tym tygodniu? Z kim ja zostawię zwierzęta?
Popłakałam sobie nad swym losem udręczonej księżniczki z lasu i okazało się, że jednak mogę jechać jutro. Mam wsparcie w rodzinie jako takie i ponieważ samochodu w zamieć śnieżną nie dostanę, bo wszyscy boimy się o moje i auta życie to tatuś pojedzie ze mną.
GPS ma nieaktualne mapy ;) zawsze źle liczy zjazdy z ronda i ogólnie bywa zawodny, tym razem bez większych przeszkód dotarliśmy do celu. Miasto powiatowe, niewiele mniejsze niż moje rodzinne, mają supermarkety, na pewno jest dużo szmateksów i oczywiście mieszkanie tam nie jest drogie. Dodam, że komunikacja z miastem stołecznym jest regularna i odbywa się też dzięki uprzejmości kolei. Same plusy.
Gabinecik niewielki, ale wyglądem nie odstraszał, pan wygląda sympatycznie, przez telefon też wydawał się sensowny, do tego polecany przez koleżankę, która znała go jeszcze z czasów studenckich. Same plusy.
Dyżury 8 godzinne, 6 dni w tygodniu i co druga niedziela. Pan co prawda bywa w swoim interesie, ale ma inne zajęcia i głownie pracowałabym sama.
Wyposażenie: USG, aparat do morfologii i biochemii jest. Wszystko ze środków unijnych, ale jak UE chciała dofinansować to przecież tylko brać!
Gdzie minusy? Jak dotąd nie ma znaczących.
  • pacjentów za wiele to nie ma, bo tu jest dużo lecznic, duża konkurencja i tylko czasem ktoś przychodzi
  • zakupiony sprzęt jest używany bardzo rzadko, jak już się zdarzy pobrać krew to przychodzi pan analityk i to robi, ale on przychodzi czasem , no i pan właściciel sam nie umie obsługiwać aparatów to mnie nie nauczy
  • no ja nie mam doświadczenia zawodowego, bo mój staż z UP się wcale nie liczy i bym musiała być zatrudniona najpierw jako stażystka, taki jest przepis w województwie (co za brednie!)
  • co prawda leczenie zwierząt gospodarskich jest w ofercie, ale leczy się je "na miejscu" i do nich nie jeździ, też ich się nie ogląda, tego wymaga rynek lokalny, bo taka jest konkurencja

Teraz creme de la creme czyli beczka dziegciu po łyżce miodu. Wynagrodzenie: 800 zł brutto, 3-miesięczny okres próbny, bez zakwaterowania. Ale pan by mnie bardzo chętnie zatrudnił, bo jednak ten staż co się nie liczy to miałam w dobrym miejscu i coś umiem.
Nie popłakałam się, po prostu byłam w szoku. Szef może i bardzo sympatyczny, może prywatnie człowiek z pasją, ale ale... no właśnie, chyba nie z pasją do weterynarii.
Oczywiście dużo osób wiedziało, że ja wybrałam się na rozmowę, więc musiałam zdać sprawozdanie.
Co mnie jeszcze bardziej zdziwiło: były osoby, które przyjęłyby tę pasjonującą pracę za 1200 zł, były też takie które uważały, że w sumie lepsza taka niż żadna.
Tak jestem zgorzkniała, mam emeryckie pasje i nie jestem gotowa przeprowadzić się w inne miejsce w poszukiwaniu kariery ;).
Wbijam ludziom szpilki, bo wytykam im, że sami narzekają na swoje zatrudnienia, a przecież tego chcieli. Właśnie narzekanie osobie bezrobotnej na swoja pracę nie motywuje tej osoby do szukania zatrudnienia. Nie uważam, że mam najgorzej. Ale wysyłanie CV wszędzie, gdzie się da to najgorsza rzecz jaką można robić.
Młoda ambitna =! młoda narzekająca, cierpiąca i jęcząca, że płaci rachunki.
Chciałaś to masz. Chciałaś na studia to teraz masz rzeczywistość.
Tylko najgorsze jest chwycić się byle czego i od razu na początku zacząć nienawidzić tego co się robi. Tylko co zrobić jak rynek nie oferuje nic poza byle czym?

wtorek, 26 lutego 2013

Kilka uwag nt. urzędów i ustaw oraz szukania pracy ciąg dalszy

Jako osoby bezrobotne (Kocia Matka) i pseudo- pracujące (niżej podpisana), zdecydowałyśmy się na złożenie aplikacji do pewnego urzędu. Mogę na razie o tym pisac, bo jeszcze nie podpisałyśmy klauzuli poufności i niejawności, ale może niedługo to się zmieni.
Urząd jest piękny i miły, mieści się w ścisłym centrum miasta stołecznego, na portierni dostaje się identyfikatory, prawie jak w CIA :D Przygotowując się do testu kwalifikacyjnego, czytałam kilka ustaw i muszę powiedziec, że to bardzo ciężka praca. Ku zabawie i nauce postanowiłam przedstawic kilka ustawowych zapisów na przykładach :) będą metafory.
Art.1
1. Pani Przedszkolanka, zwana dalej Prezesem, ogłasza jawny przetarg na obsadzenie stanowiska Misia.
2.Misie muszą miec potwierdzony certyfikat przytulaśności i 5 lat pracy na podobnym stanowisku.
3. Kandydaci na Misia w określonym terminie składają wnioski, które zawierają:
  • oświadczenie o niekaralności
  • zgodę na przetwarzanie danych osobowych
  • próbkę futerka
  • oświadczenie o rodzaju wypchania misia, potwierdzone stosownymi badaniami
  • aktualne wyniki badań na obecnośc roztoczy
4. Prezes, po otrzymaniu stosownych dokumentów, zapoznaje się z 
  • oświadczeniem o niekaralności
  • zgodą na przetwarzanie danych osobowych
  • próbką futerka
  • oświadczeniem o rodzaju wypchania misia, potwierdzone stosownymi badaniami
  • aktualnymi wynikami badań na obecnośc roztoczy
5. Po zapoznaniu się z dokumentami, Prezes wręcza wybranemu kandydatowi nominację na stanowisko Misia. Odwołanie od podjętej decyzji przysługuje inny kandydatom w terminie 14 dni od ogłoszenia decyzji.
6. Prezes może odwołac Misia ze stanowiska, jeśli stwierdzi niezgodności w złożonych dokumentach, czyli:
  • oświadczeniu o niekaralności
  • zgodzie na przetwarzanie danych osobowych
  • próbce futerka
  • oświadczeniu o rodzaju wypchania misia, potwierdzone stosownymi badaniami
  • aktualnych wynikach badań na obecnośc roztoczy
 Art.2
1 Rada Przedszkolna, zwana dalej Radą, w skład której wchodzą Prezes, Misio, Kasia, Krzysio, Lucynka, Niania Frania i Pani Higienistka, w drodze rozporządzenia ogłoszą godziny leżakowania, którym będą podlegac Prezes, Misio, Kasia, Krzysio, Lucynka, Niania Frania i Pani Higienistka.
(...)
Bardzo nas zdziwiło, że obie (bezrobotna i pseudo- pracująca) przeszłyśmy ten test, choc przeszło go tylko około 25% uczestników naboru. Pytania łatwe nie były, ale aż wierzyc mi się nie chce, że reszta osób umiała mniej niż ja. Trzymamy kciuki, żeby któraś z nas dostała tam pracę, mam nadzieję, że jednak nie będę to ja, bo trochę się boję urzędu ;) Ale jak mnie wybiorą, to będę musiała!

sobota, 23 lutego 2013

Szukanie pracy- przemyśleń moich kilka

Szukanie pracy to ciężka praca! Ważne jest nastawienie i odporna psychika, a także samozaparcie i święta trójca szukania zatrudnienia:
  • aktywnośc
  • cierpliwośc
  • szczęście
Kilka spostrzeżeń, do których doszłam sama i z pomocą osób, które służyły mi radą:
  1. 70% wysłanych CV nie wywoła żadnego odzewu. Po prostu je wyślesz i efekt będzie taki sam, jakbyś spuściła je w kiblu. Ale zasada 70% obowiązuje, więc TRZEBA wysyłac CV, bo te 30% doczeka się odpowiedzi, a z 10% coś może nawet wyniknie.
  2. Nie przebierasz w ofertach pracy. Na początku określasz, jakiej pracy szukasz, dajmy na to jesteś lekarzem weterynarii i szukasz pracy w lecznicy. Określasz region poszukiwań i wysyłąsz CV na wszystkie ogłoszenia, które pasują do kryteriów wyszukiwania*. Nie ma wybrzydzania! Pamiętaj, że 70% CV nie będzie miało żadnego odzewu! Poza tym wysłanie CV do niczego cię nie obowiązuje.     * jest jeden wyjątek- pracodawca, który jest nieuczciwy wobec swoich pracowników, od takich trzymamy się z daleka.
  3. Nie bój się wysyłac CV. Ja na początku też się obawiałam, że jeśli gdzieś wyślę CV, to oni mnie złapią za nogę i zaciągną do pracy i przykują kajdanem, ale nic takiego się nie dzieje.
  4. Rozmowy kwalifikacyjne- im więcej, tym lepiej, pracodawcy zazwyczaj zadają takie same pytania, więc im więcej rozmów odbędziesz, tym więcej wprawy nabędziesz w odpowiadaniu na te pytania.
  5. Zadawaj pytania! nie chcesz wyjśc na gamonia, który weźmie każdą pracę. Zapytaj się koniecznie o warunki zatrudnienia i o wynagrodzenie, o profil działalności i o wymagania, jakie pracodawca ma wobec pracownika.
  6. Słowa klucze- nie mów : nie lubię, nie podobała mi się poprzednia praca. Powiedz- preferuję... Nie mów nic złego na poprzedniego pracodawcę (wiem, ze czasem trudno się powstrzymac, ale jeśli już musisz, to powiedz to dyplomatycznie, bo pracodawcy cenią lojalnośc, nikt nie chciałby potem zosta obgadany przez ciebie)
  7. Niewykorzystane okazje się mszczą. To zasada z piłkarstwa, chyba nie muszę tłumaczyc. Nie ma wybrzydzania, że ta praca jest za żółta, a ta zbyt kwadratowa. Jak nie chcesz znaleźc pracy, to sobie daruj, kto inny chętnie weźmie tą pracę za ciebie :)
Dopisano:
szukanie Pracy, zbliża się ostateczne starcie! W przyszłym tygodniu mam dwie rozmowy i jeden "test kompetencji", whatever that means. Czuję się jak kobieta na traktorze, wyrabiająca 200% normy! Hell yeah!

piątek, 22 lutego 2013

Duma i uprzedzenie

Najpierw cytacik:
"Sama Charlotta była zupełnie spokojna. Osiągnęła swój cel i teraz miała czas nad wszystkim się zastanowić. W sumie jej wrażenia były raczej dodatnie. Wprawdzie pan Collins nie jest ani mądry, ani miły, towarzystwo jego jest nudne, a miłość do niej wyimaginowana, zostanie jednak jej mężem. Zawsze pragnęła wyjść za mąż choć nie miała wysokiego pojęcia ani o mężczyznach, ani o małżeńskim pożyciu. Małżeństwo to jedyne przyzwoite wyjście dla wykształconej młodej damy bez majątku, a choć rzadko można w nim osiągać szczęście, jest z pewnością najprzyjemniejszym środkiem zapobiegającym biedzie. Ten środek zdobyła nareszcie. Zdawała sobie sprawę, że ma szczęście - skończyła już 27lat i nigdy nie była ładna"
"Dumę i uprzedzenie" Jane Austen wydano w 1813 roku. A co sprawia, że powieść nadal cieszy się ogromna popularnością i w 2003r. zajęła 2. miejsce w plebiscycie BBC na ulubioną książkę Brytyjskiego czytelnika? Opisane zjawiska społeczne nadal możemy obserwować w społeczeństwie.
Polowanie na dobrego męża nadal trwa.

Modlitwa do odmawiania rano i wieczorem:
Gdzie jesteś mężu bogaty
pożegnaj me finansowe tarapaty!
Chcę być żoną szanowaną
wypachnioną i zadbaną
dwójkę dzieci Ci urodzę
i w niczym Ci nie przeszkodzę
będę dobra no i miła
co dzień obiad Ci robiła
a Ty przynoś mi pieniądze
a ja nimi rozporządzę
tylko Ty zarabiaj krocie
i mi osłódź bezrobocie

W innych kręgach natomiast trwa polowanie na dobrą pracę.
"U Ciebie brak chwilowej stabilizacji finansowej powoduje stres" powiedział mi właśnie pan W. A jak ma nie powodować stresu jak chcę napisać mądrego posta o zjawiskach społecznych, a on gwałtownie obniża temperaturę pomieszczenia otwierając drzwi balkonowe na 5 minut ?!
Wracając do polowania. Praca też jest całkiem przyjemnym środkiem zapobiegającym biedzie.
Ponieważ określenie bezrobotny jest nadal uważane za patologiczne nie wolno odrzucać żadnej oferty. Brać wszystko jak leci. Dla kobiety 800zł brutto powinno być inspiracją!
Z takiej pensji należy jeszcze opłacić sobie mieszkanie lub stancje.
Nowa dieta odchudzająca, czyli jak przeżyć miesiąc za 50 zł (podobno się da). Lumpeksy wszystko za 1zł i już jesteśmy hipsterskie i modne jak niejedna szafiarka. Nie zapominać o tym, że resztę trzeba wydać na drobne przyjemności takie jak kosmetyki.
To takie proste i oczywiste!
Z figurą modelki, świetnym strojem i makijażem łatwiej jest zaleźć męża. A bogaty mąż dołoży na waciki!
A ja głupia odrzuciłam ofertę roku i teraz jestem patologicznie bezrobotna i jeszcze narzekam?

czwartek, 21 lutego 2013

Moje kwiatki i bławatki

Lista zakupów nasionkowych zrobiona, teraz tylko czekam na paczkę i będę siać, siać, siać. Hurra! Uwielbiam kwiatki, bo trzeba im dać tylko trochę wody i cierpliwości, a one potem po prostu... są piękne!
Krzewuszka

Kosaciec łąkowy

Naparstnica purpurowa
W tym roku plany są bogate, ma być maczek kalifornijski, lwia paszcza, nasturcja pnąca, groszek pachnący- to tylko z jednorocznych, a z bylin to już w ogóle szaleństwo! Irysy, liliowce, żurawki i masa jakichś innych badyli.  A ile ciekawych historii się kryje za tymi badylami :) Łatwo sobie iść do OBI i kupić badyla, ale większa sztuka to zadobyć! Zadobyć, czyli dostać od kogoś sadzonkę, znaleźć, wykopać! Mamy w ogrodzie kwiaty w spadku po wujku, kwiaty wykopane spod kiosku Ruchu (tzn. spod byłego kiosku, bo w tym miejscu budował się blok i trzeba było je ratować), kwiaty znalezione w lesie (o liliowcach na pewno będzie osobna notka), kwiaty, którymi kuzynka wzgardziła i już je wywaliła na kompost, ale my je uratowałyśmy...
Szkoda tylko, że nie mamy już działki w spokojnym miejscu, tylko za płotem sąsiada z bachorami i samochodami i grającym radiem. No może obiektywnie nie jest to bardzo wkurzające, ale mnie wkurza, bo przecież jestem hejterem i muszę hejtować.
Dalia

Tojeść rozesłana

Zdjęcia oczywiście mojego autorstwa 

środa, 20 lutego 2013

Idzie wiosna, czuję w kościach!

Śnieg nie popsuje mi humoru, może sobie sypać jeszcze i jeszcze i jeszcze... ale dobrze wiem, że to ostatnie podrygi zimy.
To co, że dzisiaj białego gówna przybyło tyle, że połamało śliczne jałowce u sąsiadów, że z dachu zwisają wielkie sople i jeszcze kalendarzowo wiosny nie będzie miesiąc. Świadomie ignoruję niebezpiecznie oblodzoną ulicę, moje śliczne turkusowe ocieplane kalosze już dzisiaj wymyłam i liczę na to, że jak wstanę rano to obecny opad atmosferyczny wysublimuje.
Konie gubią futro! Rano słychać ptasi śpiew! A koty marcują... nie wiem jak koty... moje są "sterylne" :P
Może by tak rozpocząć przygotowania do następnej zimy?
W ramach tych przygotowań rozpracowuję grzebień dziewiarski. Zrobiłam czapkę, która miała być kominem z wełny na szalik ;) Czyli nie za bardzo wiem nadal jak posługiwać się tym cudem techniki. ;) Ale to rozpracuję! Może chce ktoś kaftanik dla niemowlaczka, bo widziałam tutoriala jak zrobić?
Plan uszycia sobie ślicznego fartuszka nadal aktualny, nie wiem tylko czy ma to być bluza chirurgiczna, czy fartuch gospodyni domowej...

P.S. znam inne przymiotniki niż "śliczne" słowo to ma dużo synonimów w języku polskim

wtorek, 19 lutego 2013

Ravioli i rokietta, a ćwikła jest smutna.

Do napisania tego posta zainspirował mnie ten artykuł Dieta na kryzys- jedzenie tanie i smaczne . Okazuje się, że Polacy przeżywają fascynację obcymi kuchniami, która niekorzystnie odbija się na naszych portfelach. Jaka jest nasza kuchnia? Jakie mamy nawyki żywieniowe i zakupowe?
Najgorszym przestępstwem jest dla mnie wyrzucanie jedzenia. Zauważyłam, że niektórzy moi znajomi mają zwyczaj jeżdżenia do supermarketu po WIELKIE MEGA zakupy, które potem lądują w szafkach i zamrażarce, a potem pewnie po części na talerzu,a po części w koszu. Drugim przestępstwem jest gotowanie wykwintnych dań z drogich składników, bo drogi składnik (powiedzmy łosoś) wymieszany z makaronem nie jest po prostu zauważalny. Jak już mamy tego łososia, to lepiej zjeść go samego, albo na kanapce.
Trzecie przestępstwo to po prostu brak umiejętności gotowania. Jadłam już niesłodkie ciasta, sałatki, które smakowały niczym, kluchowate zupy, które stawały w gardle, kurczaka suchego na wiór... Nie twierdzę, że ja umiem wspaniale gotować, ale jak coś moim zdaniem nie jest zadowalające, to nie podaję tego gościom.
I danie tanie niesłychanie na dziś, spełniające absolutnie wszystkie moje kryteria: Rożki z Jabłkiem
Rożki z jabłkiem

  • 1 opakowanie ciasta francuskiego 
  • kilka jabłek (najlepiej antonówki- królowej królowych polskich jabłoni)
  • cukier (biały kryształ albo brązowy)
  • * suszona żurawina może być
  • lukier (woda + cukier puder)
Ciasto rozmrozić, rozwinąć, pociąć w kwadraty, do środka nałożyć pokrojone jabłka, dodać żurawiny, posypać cukrem. Złożyć na pół, docisnąć brzegi widelcem, wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika, piec na złoty kolor.

niedziela, 17 lutego 2013

Dzień kota

Im więcej kotów tym więcej kłopotów.
Dzisiaj oficjalny Dzień Kota, nieoficjalny moje kociska mają chyba codziennie.
Mam na czole wypisane: JESTEM KOCIĄ MATKĄ, ZAPEWNIAM WIKT I OPIERUNEK.
W domu mają prawo przebywać trzy: Kocia Królowa, Koci Książę, Kocia Księżniczka w spadku po dziadku. Ale halo halo? Kto siedzi na wycieraczce za drzwiami tarasu i chciałby coś zjeść? Zapomniałabym o kocie nr 3 i pół. Ten jest półdziki, rudy z białym cętkowany. Od miesiąca co wieczór bierze mnie na litość, a ja wystawiam miseczkę.
Kocia Monarchia kiedy to widzi głośno protestuje, siedzą za szybką i wydają nienawistne okrzyki. Moje koty domowe potrafią być zgodne tylko wtedy kiedy widzą wspólnego wroga?
- Co chcesz Białorudku? Przecież już Cię nakarmiłam. Chcesz wody? Dobrze, dostaniesz wszystko nawet i Royal canin exigent Królowej.
Niech ta zima mija szybko! Zaraz Białorudka do domu przygarnę, bo mi będzie szkoda, że on marznie.

Parę słów na początek

Zakładamy bloga, na którym mamy zamiar pisać o tym, czym chciałybyśmy się podzielić z innymi (a czego nikt z naszych znajomych nie chce już słuchać). Będzie o kotach które robią kupę w garderobie ku ozdobie, będzie o szukaniu pracy i pisaniu CV (a także o tym, czemu CV warto spuścić w kiblu). Planujemy też założyć kącik lifestylowy, bo na lifestylu się w ogóle nie znamy, ale chcemy się upodobnić do Kasi Tusk, bo ona to ma głowę na karku.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...