środa, 29 kwietnia 2015

Urlopowy must- have już po urlopie

Co prawda już jest po powrocie, ale teraz korzystając z okazji, opiszę swój urlopowy must- have. Zanim zapomnę- odpowiedź na dwa pytania z przedostatniej notki. Tak, udało mi się kupić Ronmiel z Indianinem za 8,95 ojro i Nie, Hiszpanie nie drylują oliwek. Podobno takie sa smaczniejsze, ale nic mnie to nie obchodzi, bo można stracić ząb.
Sama lubię czytać notki czy oglądać filmiki na temat pakowania się, co zabrać na urlop itd. Co prawda czasem mam wrażenie, że kobitki trochę przeginają pałę, bo co innego jest wziąć kilka kosmetyków na wyjazd, a co innego wziąć całą zawartość łazienki, łącznie z 2 żelami pod prysznic, plus peeling, plus krem do stóp i odżywka do rzęs.
Ta to się spakowała jeszcze gorzej niż Weronika do szpitala. Gdyby ktoś nie wiedział- ostatnio Weronika zapragnęła iść do szpitala i na tą okazję spakowała sobie torbę. W torbie, oprócz ubrania, piżamy, ręcznika i kapci znalazły się- pękata kosmetyczka z szamponem, żelem pod prysznic, tonikiem, płynem do makijażu, 3 kremy, balsam do ciała itd itp, pasty do zębów nie było. Oprócz tego dwie (dwie!) książki i wielka paka chusteczek do nosa, chyba na wypadek wielkich łez. A do szpitala jej i tak nie przyjęli.
Wracając do tematu- co kupiłam sobie specjalnie na wyjazd.
Szorty z decathlonu
Dodaj napis
Pewnie ciekawsze byłoby zdjęcie mojej du w tych szortach, poza tym linki ze stron zewnętrznych po jakimś czasie przestają działać, ale akurat je uprałam, więc inaczej nie będzie. 
Ręcznik z mikrofibry- też z Decathlonu. Zajmuje mniej miejsca niż zwykły ręcznik frotte i mniej go szkoda, gdy się położy go na piasku czy na leżaku, nie jest też utrzymany w stylistyce łazienkowej, bardziej jest sportowy ;)
Okulary przeciwsłoneczne
Tu się nawet prezentują na tle Marty i rzeczonych szortów. Mają polaryzację, więc są spoko, kupiłam je z okazji wyjazdu, ale to raczej zakup na kilka lat. Fason wayfarer, więc raczej każdy w nich dobrze wygląda, może nawet ja też.
Kupiłam też krem do opalania, choć kupienie kremu do opalania na początku kwietnia wcale nie było takie łatwe. W końcu znalazłam krem Lirene spf 20 "średnia ochrona".
Emulsja do opalania utrwalająca opaleniznę SPF 20
Dodaj napis
Zawiera filtr fizyczny dwutlenek tytanu i całą masę tajemniczych składników, ale nie rozwalił mi się w torbie (ważne- krem Marty zgubił zakrętkę w czasie lotu na Teneryfę) i rzeczywiście chronił przed opalaniem, bo opaliłam się tylko tego dnia i w tych miejscach, gdzie i kiedy się nie posmarowałam- np. na plecach poza zasięgiem moich rąk.
Inne rzeczy, które wzięłam na wyjazd- te ważniejsze, bo nie będę wymieniać majtek czy pasty do zebów.
Cała bateria leków, łącznie z tym, że specjalnie kupiłam Augmentin, na wypadek anginy, bo kiedyś z Zakopanem koleżanka dostała anginy i jej to popsuło cały wyjazd.
Krem do twarzy spf 50 matujący z Vichy- kupiłam nowe opakowanie na wyjazd, ale i tak go kupuję regularnie i to już moja trzecia tubka, zdecydowanie jest to kosmetiks wart polecenia.
Bioderma Mleczko po opalaniu Photoderm Apres Soleil
Bioderma Photoderm Lait Après-Soleil Tube 200ml
Dodaj napis
Dostałam je w zeszłym roku przy okazji jakichś większych zakupów w Super Pharmie, potem zapomniałam je wziąć na urlop i dopiero w tym roku się przydało. Nie wiem, czy tego rodzaju kosmetyki są specjalnie potrzebne, chyba równie dobrze można skórę posmarować po prostu balsamem, no ale skoro już miałam, to wzięłam.
Do twarzy wzięłam tylko jeden krem- Dermedic Hydrain 2. 
Dermedic Hydrain 2 Krem intensywnie nawilżający 50 ml - zdjęcie 1
Dodaj napis
Kupiłam go, gdy chciałam sobie kupić LRP Hydraphaaase, poleciła mi go sprzedawczyni, najpierw nie byłam zadowolona, bo ma w składzie parafinę czy glicerynę, ale skóra po nim jest miękka, nawilżona, nie zapycha porów specjalnie, więc może być.
I na koniec moja ulubiona palma szparagowa!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Teneryfa -cz. II

Obce kraje są obce, ale też trochę znajome, w końcu wszędzie są tacy sami ludzie, tylko mówią po hiszpańsku albo w innych językach. Pieniążki trochę inne, ale też podobne, szkoda tylko, że wartość mają inną, bo np. 34 euro za wejście do Loro Parku nie brzmi tak źle, ale 120zł już brzmi kiepsko :\ ale trudno, jak już pisałam, raz się żyje i za 10 lat nie będę opowiadać- nie byłam w Loro Parku, ale za to zaoszczędziłam 120zł!
euro- dziady, no nie take dziady w sumie
W naszym hotelu było bardzo dużo emerytów z Niemiec i Hiszpanii, do tego stopnia, że czułam się na stołówce jak w Ciechocinku, czasem w zasięgu wzroku najmłodszą osobą oprócz nas był kelner pod czterdziestkę :| . To jest warte odnotowania- że w Polsce na wakacje jeżdżą ludzie młodzi, bo pracują i ich stać, a w krajach zachodnich na wakacje jeżdżą emeryci, bo ich stać. Mieszkałyśmy na 6 piętrze i czasem w windzie spotykałyśmy różnych ludzi i odbywały się różne dziwne rozmowy. Raz jechałyśmy z kilkoma Niemcami i jeden pan się nas pytał, skąd jesteśmy.
- Spain?
- Poland
- Holand?
- Poland
- Aaa, Polen!
Kiedy indziej jechałam z dwoma dziadkami i oni sobie gawędzili. Jeden zmierzył drugiego wzrokiem (może to była dla nich forma zgadywanki, taka gra jak bingo ;)) i zadał pytanie z dociekliwością CIA:
- Dutch?
- You Dutch?
- Holland?
- No, Deutsch.
- Aaa, ja, Deutsch.
- Und du?
- OSTERREICH!
Na stołówce raz siedziałyśmy koło radosnego hiszpańskiego towarzystwa i jeden dziadek pytał się nas (w języku hiszpańsko- migowym, czyli mówił Agua coś tam coś tam i pokazywał na naszą wodę) czy pijemy wodę i czy możemy im dać, bo akurat piłyśmy wino. Potem jeszcze coś do nas nawijał i chyba go bawiło, że my nic nie rozumiemy z jego gadania i gestykulacji i tylko cichutko wytrącamy- no entiendo, no espaniol ;) Potem jeszcze kilka razy, gdy go mijałyśmy, mówił do nas agua coś tam i się śmiał, chyba to był niezły żart, na którym się nigdy nie poznałyśmy ;)

Co zachwyciło mnie w Teneryfie? 
Wspaniałe krajobrazy i przyroda, na każdym kroku widać krzewy i drzewa, które u nas są rzadkimi okazami z doniczek, aż trudno uwierzyć, że mogą być takie duże, jak na przykład olbrzymi figowiec z ogrodu botanicznego.

This is madness! Oprócz tego palmy, w tym moja ulubiona palma szparagowa, jak ją nazywałam, która naprawdę nazywa się Roystonea, po angielsku royal palm, choć po polsku palma królewska to jest co innego, a mianowicie daktylowiec królewski, który zresztą też był na Teneryfie, ja go nazywałam palma marchewka xD Po drodze na Teide przejeżdżałyśmy przez zarośla z różowymi kwuatami, podobnymi do tamaryszku, co, jak sądzę, mogło być równie dobrze tamaryszkiem kanaryjskim. Niedaleko hotelu (niedaleko, oprócz tego, że pod górę) był ogród botaniczny, gdzie zgromadzono egzotyczne rośliny z całego świata.
un jardin sur le Nil
To zdjęcie skojarzyło mi się z perfumami, które wąchałam w strefie bezcłowej, jednak albo za mało ich wąchałam, albo tak jak wszystko są przereklamowane. W ogóle strefa bezcłowa była przereklamowana, wszystko było drogie, tak samo na Teneryfie żadnego "bargainu" nie znalazłam.
Tak tam widoczek, taka sytuacja. Czarny piasek na plaży jest zdecydowanie przereklamowany, piasek to w istocie takie maciupkie kamyczki, specjalnie nie zachęcał do plażowania, a w ogóle nie jest czarny tylko szary.





wtorek, 21 kwietnia 2015

Teneryfa- pierwsza notka o tematyce podróżniczej

Zaczynam dziś jednoodcinkowy cykl, poświęconym podróżom. Po podróży stwierdzam niezbicie, że choć obce kraje są ciekawe, piękne i egzotyczne, to są nadal obce i obcymi dla mnie pozostaną, więc na razie następnych podróży nie planuję, a czemu, o tym zaraz więcej napiszę.
Podróż w ciepłe kraje była planowana od dawna, jako że udało się nam odłożyć jakieś pieniążki, a jak wiadomo, pieniądze trzeba jakoś wydać, najlepiej na rozrywkę, gdyż kto na rozrywkę poskąpi, ten nie zyska, lecz straci. Wytypowałyśmy Teneryfę, kupiłyśmy w last minute wycieczkę, która trzy dni później była tańsza jeszcze o 700zł (ból pewnej części ciała) spakowałam moje okulary Solano i wyleciałyśmy!
Była to moja pierwsza podróż samolotem, więc tym bardziej wrażenia były przeogromne, byłam przejęta co najmniej jak stonka przed wykopkami, bo wcześniej na lotnisku bywałam tylko jako gość. W czasie lotu emocjonowałyśmy się co najmniej jak Janusze z Siedlec, do tego stopnie, że każda nagrała filmik komórką ze startu i z lądowania, mamy zadatki na Japończyków :) Robiłyśmy także zdjęcia w trakcie lotu, bo jak pilot powiedział, że przelatujemy nad Mont Blanc, to nie sposób nie zrobić zdjęcia, a nóż widelec akurat Mont Blanc wejdzie w kadr :)
Matterhorn może jeszcze bym poznała z góry, ale nieważne, liczą się chęci. Po wylądowaniu na Teneryfie miałyśmy zapewniony dowóz do hotelu z podziwianiem panoramy wyspy, bo akurat nasz hotel leżał po drugiej stronie, więc trzeba było objechać pół wybrzeża. Dało się zauważyć, że południowa Teneryfa wygląda jak Ursynów w trakcie budowy metra, wszędzie jakieś górki, kupy piachu, wąwozy, kamienie, kaktusy i skały. Po dojechaniu na północne wybrzeże widok się zmienił, nagle pojawiła się nieprzyzwoita wręcz ilość roślinności, jakieś chaszcze z nasturcji, palmy, drzewa, plantacje bananów- wszystko wkomponowane w zbocza i pofałdowany krajobraz, widziałam co najmniej kilka domów, które teoretycznie już jutro powinny zlecieć do wąwozu.

Taki miałyśmy widok z balkonu, trzeba przyznać, że nienajgorszy, niestety morze było tylko z jednej strony, więc osoby po drugiej stronie korytarza miały widok tylko na supermarket i zbocze z palmami, może też fajne, ale ocean lepszy, a zachód słońca nad oceanem najlepszy!
Widok na basen też całkiem niezły, przynajmniej z daleka, gdy nie widać było metryki zalegających tam ciał, bo z bliska okazywało się, że nie bardzo jest na co patrzeć, no chyba, że ktoś chce patrzeć na Niemców na emeryturze, są takie perwersje, ale to oddzielny temat.

Wypożyczonym samochodem pognałyśmy na Playa de las Teresitas, która na zdjęciach prezentuje się tak
Dodaj napis
natomiast w ujęciu bardziej realnym wygląda tak

Miejscowa ludność wymyśliła lepszą wersję roweru wodnego- rower wodny połączony ze zjeżdżalnią.

Następnego dnia, nie bez przygód, pojechałyśmy na wulkan Teide, co miało być highlightem naszej wycieczki, zresztą co może być gwoździem programu, jeśli nie najwyższy szczyt na Teneryfie?
zdj z internetu

Tak wygląda droga na Teide, może nawet bym to zauważyła, gdyby nie to, że musiałam wtedy prowadzić samochód i się martwić, jak stamtąd wrócimy. Właśnie do tego sprowadza się problem ze zwiedzaniem i podróżowaniem- że oprócz zwiedzania i podziwiania tych pięknych widoków trzeba się martwić, jak tam się dotrze i jak się wróci, że plecak ciężki, że zimno albo gorąco, albo człowiek jest głodny i martwi się, czy zdąży do hotelu na obiad. To chyba trochę za dużo jak dla mnie.
stacja kolejki na Teide
górna stacja kolejki
Za jedyne 26 euro można wjechać kolejką jeszcze kilometr w górę i podziwiać panoramę wyspy i morze chmur. Przyjechałyśmy w miarę wcześnie, więc uniknęłyśmy kolejki do kasy jak na Kasprowy Wierch.

Ciąg dalszy nastąpi, w następnej notce napiszę min. o tym, czy udało mi się kupić rum z Indianinem oraz czy Hiszpanie drylują oliwki.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Off we go!

Jutro nadejdzie ta epokowa chwila, gdy mój zadek oderwie się po raz pierwszy od ziemi, nie licząc skromnego lotu przez kierownicę podczas jazdy na rowerze. Technicznie rzecz biorąc podczas lotu jazda już została zakończona, bo nierozsądnie chciałam poprawiać butem błotnik w przednim kole podczas jazdy, zupełnie nie przewidując, jakie mogą być tego skutki. Nie zważając na te ponure wspomnienia, już jutro wylatujemy niby te kanarki na Wyspy Kanaryjskie, tam sobie ćwierkać i fruwać po różnych ciekawych zakamarkach. Mam nadzieję, że pilot będzie miał akurat dobry dzień, że żadna talibańska bojówka się nie dostanie na Teneryfę, oraz że nie wypadniemy z drogi podczas jazdy krętą, kanaryjską dróżką. Plan jest przywieźć dżem z kaktusa czy tam dżem z bananów i oczywiście ronmiel, najlepiej ten z indianinem :) Jak dobrze pójdzie, to już jutro o tej porze będę kosztować tego napitku, zakupionego za ciężko zarobione złotówki, wymienione po ciężkim kursie na euraski!
Dodaj napis
Poziom mojej wyjazdowej nerwowości jest tak wysoki, że żadne słowa tego nie opiszą i już marzę o tym, żeby wsiąść do samolotu (mam nadzieję, że dobrego). Przeszłam już chyba z 10 ataków paniki oraz atak pakowania połączony z nieposkromioną chęcią wkładania do walizki przydasiów w stylu widelców, zestawu do szycia, ośmiu zapasowych par skarpetek albo kaloszy. Podróże kształcą i mam nadzieję, że z tej podróży też wrócę bogatsza o nowe doświadczenia, przecież to taki Sopot, tylko nie mówią po polsku ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Co za życie!

Co za życie, jakoś nie mogę się ogarnąć. Może to skutek wiosennego rozbicia, ale mam wrażenie, że łapię 3 sroki za ogon i w efekcie nic z tego nie wychodzi. Jakie są pozytywy- niedługo jedziemy na tydzień do Ciepłych Krajów, żeby sobie odpocząć po trudach naszego życia. No tak- ale to ciągnie też za sobą minusy, a minusem głównym są wyrzuty sumienia finansowe, bo to dużo pieniędzy kosztuje, a na koncie internetowym robi się bilans miesięczny i ewidentnie wychodzi, że w tym miesiącu jestem pod kreską, a będzie jeszcze gorzej :( Niby pieniądze są po to, żeby je wydawać, ale jest ten wewnętrzny głosik z tyłu głowy, który krytykuje... Ale z drugiej strony pieniądze by się i tak wydały, a w ten sposób będę miała przynajmniej wspomnienia... Ech, staram się o tym nie myśleć, ale taka łyżka dziegciu zepsuje czasem beczkę miodu.
Kolejna głupia rzecz- za kilka dni wyjeżdżamy, a tu remont i przez dwa dni nie będzie w bloku ciepłej wody i nie wiem, jak ja pranie porobię :/ teoretycznie będę miała jeszcze ze dwa dni zapasu, ale mimo wszystko- nie chcę wieźć mokrych ciuchów w reklamówkach :/
I kolejna głupia rzecz- zamówiłam przez alledrogo wywołanie zdjęć, na aukcji była oferta 100 odbitek za 17zł, ja nie wysłałam dokładnie 100, tylko 90 i w związku z tym muszę zapłacić 25zł, bo wysłałam mniej zdjęć. To nie mogliby, kurde, dodać do tego zamówienia 10 pustych odbitek, żeby było 100? Bez sensu i jeszcze pewnie myślą, że jestem jakąś wariatką, która ich nęka mailami :/
Tak oto życie się toczy, ma swoje plusy i minusy, całe szczęście przynajmniej nogi nie mam złamanej :)
Bożenka śliczna panienka
I jeszcze kotka Bożenka, na którą w domu czyha tyle niebezpieczeństw, a nikt się tym nie przejmuje, tylko ja!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...