wtorek, 29 września 2015

Sukalent albo sikulent

Rosną sobie takie roślinki na pustyni. Takie małe samolubki, bo jak wodę znajdą, to już chwycą i nie oddadzą. Ubierają się w kolce ostrzejsze niż ćwieki przy skajowej kurtce z lat osiemdziesiątych albo włosy z wełnianego swetra, są też odmiany z listkami tłustymi i twardymi jak skóra na półdupku hipopotama. Zwą się sukulenty, od łacińskiego słowa succulentus, czyli soczysty, więc polska wersja powinna być sokulent. Jak sokowirówka albo wiśnia sokówka. Ooo, to właśnie mi przypomniało piwo wiśniowe Kriek z pubu nieopodal, pyszne, kwaśne i wiśniowe! No ale nic.
Więc są te roślinki. Ja je zwę sukalenty, bo są małymi samolubkami i zabierają wodę, z nikim się nie dzieląc. Wyobraźcie sobie, że jesteście biedną małą trawką, rosnącą na pustyni, a tuż obok wielki tłusty sukulent, napuszony i wystrojony jak Turek ze Wspaniałego Stulecia. Ty umierasz z pragnienia, a on sobie na to gwiżdże jak dziecko z wodogłowiem w saunie. Haha haha.
Można też nazwać je sikulenty, bo gromadzą wypitą wodę, a każde dziecko wie, że wypita woda zamienia się w siki. Wypita woda może też zamienić się w kałużę w śmietniku, albo w wodę w jeziorze, if you know what I mean.
Czemu piszę o sukulentach? Otóż są małym elementem wielkiej zmiany, która się rozpoczyna, lub w najgorszym razie jest w planach, czyli rearanżacji mojego pokoju. Mam w planie malowanie (powiedzmy sobie szczerze, planuję to już od kilku miesięcy), ale na razie zrobiłam zakupy w Ikea i kupiłam sobie sukulenty w Obi, bo poprzednie kwiatki były już pogryzione i skasowane przez Bożenkę. Do ślicznych roślineczek dokupiłam osłonki na doniczki w stylu wyrobu ceramicznego zdobionego grzebieniem i wszystko to przywiozłam do domu, po drodze wywołując korek na rondzie, bo nigdy nie byłam zbyt dynamicznym kierowcą, a tym razem jeszcze musiałam uważać na łatwotłukących się pasażerów. Generalnie moja jazda po rondzie zwykle polega na kilkukrotnym upewnieniu się, czy nic nie jedzie, aż za mną zaczną trąbić, a wtedy wjeżdżam na oślep ;)
Całość aranżacji prezentuje się tak:

Wyjątkowo stylowo, mogłoby iść do magazynu Moje ch*jowe wnętrze :) Kominek zapachowy w kształcie Japonki z dziurą w głowie pochodzi ze zbiorów prywatnych, a konkretnie ze sklepu z używanym wszystkim, gdzie lubi robić zakupy moja mama. Ale jednak jestem zadowolona i trochę się cieszę, bo to takie śliczne uciu puciu malutkie roślineczki.



uciu puciu tini łini malutkie kolczuszki







5 komentarzy :

Weronika Sadowska pisze...

Twoje życie jest rzeczywiście puste jak prawdopodobnie Złoty Pociąg lub próżnia co to z której nawet Salomon nie naleje jak piszesz o takich rzeczach. Wibblu wobbly timey wimey jak mówił Doctor. Who??

Jaskra pisze...

a Twoje życie jest pełne jak torby chytrej baby z Radomia!

Saril pisze...

Piszesz o kaktusach to czemu sobie wlaśnie kaktusa jako pamiątki z Kanarów nie przywiozłaś? Każdy liść opuncji wsadzony w ziemie wypuszcza korzonki.

Jaskra pisze...

a po kiego grzyba mam sobie przywozić jakieś zagrzybiałe opuncje z Kanarów, skoro w Obi są takie ładne roślinki?

Saril pisze...

Bo to prawdziwy kaktus dostający do wielkości drzewka i nie jest zagrzywbiały a nie plastikowa podróba z obi.

Prześlij komentarz

Twoja opinia jest dla nas cenna i pomaga nam w samorozwoju.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...