niedziela, 15 lutego 2015

Lutowe zakupy kosmetyczne

Są różne rzeczy, które mogę zrobić dla ratowania swojej młodości. Niektóre rzeczy przychodzą mi z łatwością- np. nakładanie kremu na dzień i na noc, demakijaż, stosowanie filtra też zwykle odhaczam w okresie ciepłym. Niektóre rzeczy przychodzą mi z nieukrywanym bólem, jak na przykład rozszerzenie mojej pielęgnacji o produkty, za które wolę płacić z zamkniętymi oczami, a które są wielce polecane, jak na przykład niżej zawarty krem, albo inne kremy z kwasami, z innymi cudami. Są oczywiście też rzeczy, których nawet dla swojej urody nie zrobię za żadne skarby, takie jak zmiana trybu życia z siedząco- leżącego na bardziej aktywny, albo chodzenie do kosmetyczki. No może to ostatnie prędzej.
Oto moje lutowe nabytki, których łączny koszt przekroczył niestety cenę Zygmunta Starego, ale co poradzić, jaram się tym jak flota Stannisa. Serio, szukałam jakiegoś błyskotliwego porównania, coś w stylu "wyglądało to jak Drezno w '45", więc wpisałam w google "jaram się jak..." i to mi wyskoczyło na pierwszym miejscu. No ale chyba wszyscy wiedzą, jak jarała się flota Stannisa. Czy ktoś nie oglądał Gry o Tron?
Pierwsza rzecz od lewej to balsam do ciała z masłem shea z Organique o zapachu mlecznym, jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, tylko już po zakupie pomyślałam sobie, że może mądrzej byłoby kupić sobie ze dwa opakowania w różnych zapachach. Miałam już ten balsam w oryginalnym opakowaniu, a teraz kupiłam na wagę, który jest tańszy o jakieś 8zł na 200g, tylko nie ma opakowania z nalepką. Wygląda trochę jak smalec, c'nie?
Na środeczku leży szminka Rimmel Airy Fairy, czyli prawdziwy niezawodnik dla osoby, która boi się eksperymentować ze szminkami. Kolor naturalnych ust, różowy, niezbyt ciemny. Kupiłam niedawno też szminkę z Golden Rose z polecanej serii Velvet Matte, ale w ciemnym kolorze mam cały czas wrażenie, że moje usta nie są symetryczne, a poza tym trzeba ją nakładać pędzelkiem. Oprócz tego nic nie mogę jej zarzucić, ale chyba jednak ciemne szminki nie są dla mnie. Na innych to ładnie wygląda, ale ja czuję się w tym jak pokraka.
No i na koniec mój najnowszy zakup, czyli krem z retinolem. Jest zima, a więc jeszcze można odmłodzić swoją gębę za pomocą tego oto retinolu. Plusem retinolu jest to, że bezsprzecznie i niewątpliwie poprawia stan pyska, spłyca zmarszczki, redukuje przebarwienia. Minusem za to jest podrażnianie skóry, więc pewnie będę jeszcze na noc smarować twarz smalcowatym balsamem albo jakimś innym mazidłem.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Olejkowy bajer - recenzja L'Oreal Nutri Gold

Witajcie kochane i kochani, po długiej przerwie wracam do was z notką kosmetyczną, a nie kocią. Nie piszę takich notek często, ale tym razem uznałam, że może naprowadzę kogoś z szlaku kłamstwa na ścieżkę prawdy i pomogę przedrzeć się przez gąszcz przekłamań aż do samego sedna sprawy.
Kończy mi się krem na noc (moja lubiana i godna polecenia Ziaja Med Kuracja Dermatologiczna na noc z wit C), więc zaczęłam szukać czegoś innego, lepszego może, bo po 3 tubkach tego samego można by coś zmienić. Obejrzałam w telewizji reklamę (jakżeby inaczej) i lekko skuszona zdecydowałam się na zakup Olejkowego Rytuału Nutri Gold z L'Oreala. Ostatnio używałam słynnych już pomarańczowych rybek z Rival de Loop, czyli tygodniowej kuracji do twarzy w formie olejku, zamkniętego w ampułkach. Odpowiadała mi ta oleista forma i treść, więc skusiłam się na olejki z L'Oreala. Szukałam również olejku do masażu twarzy, więc stwierdziłam, że to będzie strzał w dziesiątkę.
Kupiłam olejek w Super Pharmie w cenie regularnej 39,90.
Kosmetyk ma dużo bardzo pozytywnych opinii na KWC oraz na youtubie, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są to opinie sponsorowane, gdyż większość tych recenzji nawet nie opisuje cech tego produktu, tylko zachwala, że jest cudowny, wspaniały, och i ach. Zużycie na zdjęciu jest zużyciem po tygodniu stosowania, więc nie dajcie się zwieść, że tyle zużywa się np. po miesiącu, bo taką opinię spotkałam na YT. Możliwe, że po miesiącu jest takie zużycie, jeśli z kosmetyku się za często nie korzysta*.
L'Oreal kojarzy mi się z wyższą półką w zwykłej drogerii, a więc z eleganckim wyglądem, pięknym zapachem, niekoniecznie z najwyższą jakością. I tym razem niestety miałam rację, firma na pierwszym miejscu postawiła marketing i atrakcyjność produktu, zapominając chyba o jego właściwościach.
Czemu mam takie zdanie? Dla większości konsumentek olej kojarzy się z ciężką, tłustą, śliską, nieestetyczną powłoką, która zapycha pory. Ten olejek rzeczywiście jest pozbawiony typowych olejowych cech, co jednak wcale nie jest jego zaletą. Producent określa to jako suchy olejek, ja użyłabym określenia "znikający olejek", gdyż chwilę po zastosowaniu w ogóle przestaje być odczuwalny na twarzy, a na dodatek skóra wcale nie sprawia wrażenia nawilżonej. Kosmetyk nie rozsmarowuje się dobrze, no chyba, że użyjemy jakiejś absurdalnej ilości, więc do masażu twarzy nadaje się jak kropidło do mieszania zupy. W efekcie mamy kosmetyk, który pozbawiony jest tych "strasznych" właściwości olejów, a nie daje nic w zamian. Zdecydowaną zaletą tego olejku jest za to jego zapach, na początku jest to woń cytrusów i geranium, potem kwiatowo- różana, bardzo przyjemny zapach. Wydaje mi się niestety, że był najbardziej intensywny na początku stosowania, jakby olejki eteryczne się skupiły na samej górze, ale może mi się wydaje, przecież pipetka nakłada kosmetyk z dna opakowania.
Jak wiadomo oleje, oliwa, masło shea, olej arganowy itd to znane od wieków kosmetyki, które nawilżają i zmiękczają naszą skórę i włosy. Stosowałam przez jakiś czas OCM (oil cleansing method), używałam wspomnianych już rybek z Rossmanna i nie zauważyłam złego wpływu oleju na skórę, zwłaszcza, gdy stosuje się je na noc.
Podsumowując- jest to olejkowy bajer- bubel, na który moim zdaniem nie warto wydawać pieniędzy. Rybki z Rossmanna czy olejek do masażu z Alterry są tańsze, a lepiej spełniają swoje różne zadania.

*przykry wniosek jest taki, że w świecie wolnych mediów nie zawsze trafia się na rzetelną informację, oczywiście wszystko wolno robić i każdy zabieg marketingowy, który nie jest sprzeczny z prawem, jest dopuszczalny, ale kiedyś uważałam, że opinie kosmetyków na KWC czy w internecie są godne zaufania. Pewnie po części dalej tak jest, ale trzeba patrzeć na ilość recenzji i dokładnie się wczytywać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...