czwartek, 27 października 2016

Wesele... cz.1

W piękny wrześniowy weekend, na zakończenie mojego urlopu, wybrałyśmy się z Kocią Matką aka Tyśką na wesele jej znajomego, do miejscowości pod Piłą. Kocia Matka przyjechała do mnie w czwartek wieczorem, zjadłyśmy smaczną kolacyjkę, zrobiłam jej krwisto- czerwone hybrydy na paznokciach i poszłyśmy spać z kotem. Kwintesencja staropanieństwa.
Rano zjadłyśmy równie pyszne śniadanko, z dżemem z kumkwata, i ruszyłyśmy w podróż samochodowo- autostradową. Grało radio, słońce świeciło, kilometry mijały, a my marzyłyśmy o postoju w McDonaldzie i jakimś McWrapiczku. Mijają kilometry, a Makusia nie ma. Mijamy Toruń, Makusia nie ma. Minęłyśmy Bydzię, Makusia niet. Już łzy w oczach, żołądki przy kręgosłupie. W końcu zostałyśmy zmuszone do postoju na stacji benzynowej, gdzie serwowano mniej więcej dewolaja, schabowego, sałatkę i placki ziemniaczane. Kocia Matka zjadła sałatkę, ja placki ziemniaczane i ruszyłyśmy dalej. Krajobraz coraz bardziej malowniczy, kręte drogi i pagórki, zieleń przetykana już złotymi liśćmi, złote popołudniowe słońce. Z radia leci akurat Michał Bajor "Moja miłość największa". Mówię Kociej Matce, że lepiej prowadzi samochód, niż śpiewa. Kocia Matka sugeruje, że lepiej się jedzie samochodem, niż idzie na piechotę.
Dojechałyśmy do skrzyżowania, gdzie można było jechać albo do Jastrowia, albo do Więcborka. Ha, Więcbork, coś mi to mówi... Kiedyś tam już byłam i na pewno tam nie wrócę!
W końcu dojechałyśmy do miasta Jastrowie, które zasłynęło np. tym, że w XVIIIw. odbyło się tu wiele procesów czarownic, a w XXIw. przyjechała tu Magda Gessler. Niestety kilka wieków za późno...
Ośrodek Leśnik oferował zakwaterowanie w pawilonach nad jeziorem, za małą dopłatą można było mieć pokój z łazienką, z czego skwapliwie skorzystałyśmy. Widok malowniczy, las, za domkiem zejście do jeziora, plaża, pomost, świeże powietrze. Rozpakowywałyśmy się właśnie, gdy do naszych uszu dobiegł niepokojący dźwięk. ŁiIIIIIiiii łiiiiiiii  ŁIIIII chrrrrr chrrrrrrrrr...
-COOOOO??- wrzasnęła Kocia Matka- Oni tu mają dziki!!??
Otworzyłam drzwi i omal nie padłam, powalona potężną falą - Taaak... I chyba właśnie im sprzątają...

Na piątek wieczorem był zaplanowany biforek wesela, czyli miejscowy zwyczaj "Polter". Polter polega na poczęstunku i popijawie, na której tłucze się butelki, szkło, inną ceramikę oraz sprzęty, na specjalnie przygotowanym kamieniu przed domem panny młodej. My, jako osoby nieobeznane z tradycją, zorganizowałyśmy sobie tylko po butelce po soczku, ale miejscowi przynosili całe kartony butelek, a ktoś opowiadał, że kiedyś na polter ktoś przyniósł nawet stary telewizor...
Biesiada trwała w najlepsze, a ponieważ impreza była otwarta i nie było selekcji na wejściu, to pojawił się też miejscowy super- alko men, czyli pan Zenek (chyba). Super alko men miał w porywach 5 zębów, kapelusz w stylu pijana panama, oraz zdanie na każdy temat. Wychwycił, że są podobno goście ze stolycy i zaczął nas wypytywać o realia życia w Warszawie. Kocia Matka mu powiedziała, że w Warszawie zarabia się 15 zł/h (czy inna kwota, ale podobna), na co pan Zenek, grzebiąc sobie paluchem w rozporku, zawyrokował - Cooo? Eeee idź ty! To ja jaj nie mam, jak ty jesteś z Warszawy! Taka tam warszawianka! To ja bym cię do worka zapakował i na targu w Poznaniu za więcej sprzedał, jako świnię!! Hahahaha!!
świnka i dzik

W następnej części min.: o tym, jak ogar Elza nas uratował, o wujku Romanie, który się zaklinował w krzesełku oraz o moim sukcesie na weselu. Część druga może nastąpi.


sobota, 1 października 2016

Korfu cz.2- Eternal silence of the sea...

Słońce przypieka, morze błyszczy i faluje kusząco, jak w piosence o cykadach na Cykladach- Morze i niebo ostro lśni, dobrze mi tak, jak dobrze mi...  Zakładam płetwy, maskę i kaczym krokiem wchodzę tyłem do wody, żeby nie potknąć się na plaży. Woda jest ciepła i słona jak krew, błękitna i przejrzysta, widzę dno w miejscu, gdzie kończy się kamienista plaża i zaczyna jasna, piaszczysta płaszczyzna. Zanurzam się pod wodę i w uszy wciska mi się świdrująca morska cisza, gdzieś z oddali przebija się plusk i szum wody. Cały świat jest cichy, falujący i błękitny, tracę orientację, nie wiem, gdzie jest brzeg, widzę tylko przemykające co jakiś czas ryby.
 Czuję się zahipnotyzowana tym cichym, obcym światem, do którego mogę zajrzeć na kilka chwil. Pływam wzdłuż plaży, aż w końcu wypływam na brzeg. Przez chwilę nie mogę się podnieść, bo płetwy utrudniają ruchy i znów czuję ciężar swojego ciała, które wcześniej unosiło się swobodnie w morzu. Jestem jak syrena wyrzucona na ląd. Słońce wysusza sól na mojej skórze, czas zdjąć płetwy, wstać i pożegnać odwiecznie milczące morze.


Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda! Postanowiłyśmy wybrać się na wycieczkę do Sidari, więc stawiłyśmy się na przystanku, z którego miał odjechać autobus. Zeszłyśmy na dół naszej wioski, do głównej drogi, a tam ani autobusu, ani przystanku, jedyny punkt orientacyjny, jaki udało się nam znaleźć, to piekarnia, bo coś pachniało bułkami, a nasz gospodarz powiedział nam, że to koło piekarni. Rysunek poglądowy:

Przystanek jest tam, gdzie kółeczko, a rozkład jazdy pokazuje strzałka. To jest Grecja, to jest Logika! Niestety skasowałam zdjęcie rozkładu jazdy, ale autobus i tak nie pojawił się o żadnej wymienionej godzinie, przyjechał za późno (albo za wcześnie, jak kto uważa). Zapakowałyśmy się i ruszyłyśmy w podróż. Wszędzie rosną cyprysy, pomocnik kierowcy usadza ludzi jak sardynki w autokarze, piękne niebo, piękne morze, piękne widoki, autobus kiwa się to na lewo, to na prawo, wszędzie cyprysy, piękne no piękne (tak, powtórzę to jeszcze nieraz).

Zdjęcia są z google earth, bo niestety z środkowego siedzenia na tyle autokaru nie dało się za bardzo fotografować, a szkoda. Generalnie miałam wrażenie, że zaraz komuś pozdejmujemy kwiatki z parapetu.

Sidari nas nie zachwyciło, ale przynajmniej obejrzałyśmy całą północną część wyspy, jak to ładnie określiła Beata, "trawersując zbocza Pantokratora". Piękne widoki, piękne panoramy i ... wszędzie cyprysy!

http://tarasdragon.blogspot.com/







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...