czwartek, 26 marca 2015

Sezon wiosenny czas rozpocząć!

Za oknami robi się już coraz cieplej, więc najwyższy czas wyruszyć w plener. Nic nie ma takiego uroku jak piwą wypite w parku, z tym lekkim dreszczykiem niepokoju, czy nie nadejdzie sroga Straż Miejska. Niestety niewiasty są narażone na mandat trochę bardziej niż banda grubych dresów, którzy mogą sobie bez krępacji pić, bekać, pluć i łykać woreczki z marihuaną, bo służby mundurowe wolą udawać, że ich nie widzą ;)
Udałyśmy się do naszego pięknego, stołecznego parku i cieszyłyśmy chwilami spędzonymi na łonie natury. Chwile to rzadkie, zwłaszcza dla osób pracujących, ale szczęśliwie pisząca te słowa chwilowo nie należy do tej grupy. Fajnie poczuć się młodym, beztroskim, prawie jakby się miało 16 lat i znów po lekcjach szło pić na Polach z trudem kupione piwo :)
Oczywiście nie można zapominać o zabezpieczeniu twarzy przed działaniem promieni UV !
Niestety garnuch ja założył jasne spodnie na spacer z psami, co nie było dobrym pomysłem, a garnuch Gosia doznała uszczerbku kolana, ale całe szczęście jej przeszło i nie trzeba było wzywać helikoptera. 
Wiosna to taki miły czas, dzień robi się dłuższy i człowiek nie chodzi spać o 21, można planować wyjazdy na majówkę, wakacje, działkę...
i pies robi hyc hyc jak zajączek :)

środa, 18 marca 2015

Quality Time

Teraz, kiedy wreszcie mniej czasu muszę spędzać w pracy (wreszcie udało mi się do tego doprowadzić, nie do końca w sposób, który mi odpowiadał, ale każdego dnia budzę się szczęśliwa, że już mam to z głowy), mogę docenić wagę czasu spędzonego z bliskimi mi osobami, albo nawet sama ze sobą. Mam czas, żeby odwiedzić koleżanki, żeby z nimi zrobić sushi, żeby z siostrą powłóczyć się po sklepach, jechać z rodzicami na działkę... Mogę naładować baterie i dopiero teraz czuję, jak bardzo było mi to potrzebne.
Przez cały zeszły rok chyba dosłownie ani razu nie upiekłam ciasta, nie widywałam się z rodziną, bo musiałam pracować w święta, nie bywałam na działce, bo w weekendy też pracowałam :( Całe szczęście moje iryski Katharine Hodgkin nie potrzebują aż tyle uwagi i nadal są piękne.
Coś cudownego, te ich delikatne kolory, płatki sterczące do góry jak uszy króliczków, kwiaty wychylające się z ziemi jak tańczące wróżki... Z daleka nie są zbyt okazałe, bo nie mają krzykliwych kolorów, ale gdy teraz patrzę na ich piękne kwiaty, to mam ochotę zrobić absurdalnie wielkie powiększenie w stylu Georgii O'Keeffe. No może bez waginalnych sugestii.
A niedługo jeszcze zakwitną tulipany... 
Całe szczęście jakoś udało mi się je posadzić na jesieni, wczoraj je kontrolowałam i wszystkie kiełkują, nie zostały zjedzone przez podłe, tłuste nornice, które mogą się rozmnażać od 13 dnia życia >.< 
Napisałam o ogrodnictwie, oprócz tego w wolnym czasie lubię gotować, dziś na przykład miałam czas zrobić sałatkę "z nicienia", czyli paluszki krabowe, koperek, makaron z fasoli i seler naciowy, a oprócz tego łososia w sosie koperkowo- chrzanowym. Lubię też chodzić na zakupy ze znajomymi albo z moją siostrą, oglądać seriale albo filmiki na YT. Mam czas się porządnie umalować zanim wyjdę z domu, więc jest szansa, że wreszcie zużyję Revlon Colorstay!
Jest tylko jeden minus- więcej wolnego czasu oznacza mniej pieniędzy, na razie mam jakiś tam zapas, ale każdy zapas kiedyś się skończy. Mam nadzieję, że nie skończy się do czasu, gdy znajdę sobie inną, miejmy nadzieję lepiej płatną, pracę :)

środa, 11 marca 2015

Jak zrobić ładne zdjęcia zwierzętom?

Ten prowokacyjny tytuł rozpoczyna krótki poradnik przeznaczony dla osób, które chciałyby wykonać jakieś ładne zdjęcia naszych czworonożnych pupili. Zwierzęta mogą być bardzo wdzięcznym obiektem do fotografowania, ale niestety mają one swoje małe rozumki, ciężko przewidzieć ich zachowanie oraz czasem potrafią być naprawdę niesforne, co w połączeniu sprawia, że czasami praca z nimi jest niewdzięczna. Dodajmy do tego jeszcze język oblizujący obiektyw (znane z autopsji), palce marznące na mrozie (znane) albo uderzenie się głową w półkę w momencie szukania ładnego kadru (znane) i już można sobie wyobrazić, jaka trudna to zabawa.

Nie będę się rozwodzić na temat sprzętu, ponieważ każdy wie, że Canon jest lepszy od Nikona na tyle sposobów, na ile Nikon jest lepszy od Canona, jest to rozmowa na temat wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Jednak rekomenduję używanie lepszego aparatu, niż aparat w komórce i na tym zakończę ten wątek. Jeszcze dodam, że jeśli ktoś już ma aparat lepszy, niż aparat w komórce, to dobrze zapoznać się z jego funkcjami, nie tylko z trybem automatycznymi (to mówię ja, która cały czas nie przeczytała instrukcji obsługi od lustrzanki).

Fotografia w plenerze- tu skupiamy się głównie na psach. Pierwszą rzeczą jest wybór pory dnia do robienia zdjęć, bo wbrew pozorom południe i pełne słońce nie zapewni nam najlepszego efektu na zdjęciu.
Zdjęcie w pełnym słońcu
Jak widać, na zdjęciu w pełnym słońcu piesek prezentuje się uroczo, ale cienie rozkładają się nierówno, część zdjęcia jest ciemna, część za jasna. Lepszym rozwiązaniem jest fotografowania w pochmurny dzień lub w warunkach z rozproszonym oświetleniem.
Ten sam pies sfotografowany w pochmurny dzień
Zamiast pochmurnego dnia można robić zdjęcie np. pod drzewami, które też  rozpraszają światło.

Tło- jest to ważny, ale niedoceniany element fotografii, mówię to z własnego doświadczenia, bo na początku najważniejsze jest uchwycenie ostrości na zwierzaku, a nie myślimy o reszcie kompozycji zdjęcia. Przy temacie tła od razu pojawia się też kwestia perspektywy, bo tło zależy po prostu od tego, z jakiego punktu fotografujemy psa. Jeśli robi się zdjęcie na stojąco, to zazwyczaj tłem psa będzie po prostu chodnik/ trawnik/ podłoga.
zdjęcie psa na tle trawnika
Najlepiej kucnąć i starać się sfotografować psa na tle jakiegoś pleneru, wtedy zdjęcie jest zdecydowanie ładniejsze i nie ryzykujemy widoku niechcianej kupy w kadrze. Wtedy też tło znajduje się dalej, więc można uzyskać ciekawszy efekt rozmycia, a jeśli jeszcze w tle jest ładny bokeh, to już super, ale do tego właśnie trzeba robić zdjęcie np. w lesie, gdzie światło prześwieca przez gałęzie.
zdjęcie tego samego psa z innej perspektywy
Im pies jest mniejszy, tym bardziej trzeba się zniżyć, ale uzyska się ciekawszy efekt, niż kilka zdjęć wyżej.

Przy robieniu zdjęć psom ważna jest współpraca z drugą osobą, która będzie psa pilnować, wołać i ustawiać w wybranym miejscu. Niestety czasem psy mają tendencję do kręcenia się dookoła nóg, co utrudnia uchwycenie ich w jakikolwiek ciekawy sposób.
zdjęcie z ludzkimi nogami- nic ciekawego

Zdjęcia w ruchu- nie, to po prostu nie wychodzi dobrze. Zdecydowanie zdjęcia w ruchu to nie moja para kaloszy.


I na koniec ostatnia kwestia, której, przyznaję się, nie poświęcam pewnie tyle uwagi, ile powinnam. Jest to edycja zdjęcia. Nie chodzi mi o odchudzanie psów ani o dodawanie sierści ekstra połysku, bardziej o kadrowanie oraz poprawianie kolorystyki.
zdjęcie oryginalne

zdjęcie wykadrowane
To już kwestia gustu, co komu się bardziej podoba, moim zdaniem wersja druga jest lepsza. Można by jeszcze dyskutować, czy średnio ładna smycz powinna się znaleźć na zdjęciu.

To chyba wszystkie moje aktualne przemyślenia na temat fotografowania psów, może niedługo powstanie coś o kotach :)

niedziela, 8 marca 2015

W czasie suszy szosa sushi

Przez wiele lat żyłam w nieświadomości i egzotyczny smak sushi był mi obcy, aż do pewnego pięknego sierpniowego dnia w roku 2013, gdy z jakiejś okazji wybrałyśmy się z siostrą po pracy na sushi. Co prawda zamówiłyśmy jakieś kompromitująco małe porcje, po 3 kawałki czy coś takiego, nie wiedziałyśmy po co miseczka z sosem sojowym i popełnyłyśmy jeszcze kilka nietaktów, ale ogólnie nam się spodobało i zasmakowało nawet. Potem jeszcze raz czy dwa byłyśmy na sushi w lokalu, aż w końcu pojawił się pomysł zrobienia sushi samemu. Moje koleżanki już kilka razy same sushi robiły, więc technika płukania ryżu czy zwijania maki nie była im obca, a wczoraj wreszcie i mi się udało dotrzeć na sushi party. Jesteśmy przecież dobrze sytuowanymi (no powiedzmy) kobietami sukcesu (no powiedzmy), więc musimy zacząć jeść ekskluzywne potrawy i pić wysokogatunkowe alkohole. Co prawda Jacek Daniels na początku wali zjełczałym masłem, ale można się przyzwyczaić, przecież to tak samo, jak z piwem, też na początku nikomu nie smakuje :)
Dopiero teraz zauważyłam, że drewniana deska leży koło zapalonego palnika, ale całe szczęście nic się nie spaliło, nikt nie złamał nogi, choć Weronika próbowała. Tym razem miałyśmy sushi full wypas, bo udało się zdobyć wszystkie składniki -nikt nie nawalił z awokado twardym jak drewno, jak nie chwaląc się ja poprzednim razem.  Miałyśmy dwa rodzaje ryby, surimi, awokado, ogórka, sałatę, marynowaną rzodkiew, marynowaną tykwę, no i oczywiście ryż do sushi i nori. W rytm przebojów "Crazy Little Party Girl" albo "Vivir mi Vida" ryż został wypłukany, przecedzony przez gazę, ugotowany, zaprawiony zaprawą, składniki zostały pokrojone, warzywa obrane i drinki zrobione.
whisky czuć myszami
Nadszedł czas na zawijanie sushi. Mógłby to być scenariusz nowego odcinka Klanu, np. "Pani Stasia w Kazachstanie spróbowałą sushi i chciała je zrobić na obiad na Sadybie, ale Jeremiaszek nie zgadza się na te azjatyckie wynalazki, woli kluski śląskie. Powiedział, że ma 3 garnitury i w żadnym sushi jeść nie będzie. Elżbieta zrobiła smutną minę, a potem wszyscy napili się czaju."
Małe sprytne rączki rozłożyły ryż na wodorostach, na to poszła obfita warstwa dodatków i powstało Grube Maki z Klubu u Władcy.

Trzeba przyznać, że prezentowało się całkiem nieźle, a po pokrojeniu jeszcze zyskało. Możliwe, że gdzieś po tym stole biegał chomik, ale nie znalazłyśmy żadnego czarnego sezamu w sushi, więc nie ma się czego obawiać.
Na początku się zastanawiałam, po co ta sałata, przecież sałata jako taka nie ma za bardzo jakiegoś smaku, ale jak patrzę na te końcówki rolek z wystającym listkiem sałaty, to już wiem, po co, bo to po prostu tak słodko wygląda :)

A tak nasze dzieło prezentowało się w całości, można było jeszcze przystroić tackę kwiataki i owocami, jak w Sushi Wola, ale my wolałyśmy już jeść :)
Śliczne tłuste grubiutkie sushi, najadłam się po uszy, zostało jeszcze masa kawałków na wynos, ostatnie czekają na swoją kolej w lodówce, a ja z jednej strony bardzo chętnie bym je zjadła, a z drugiej nie wiem, czy mój żołądek wytrzyma takie rozciąganie ;)
Przesłanie jest takie- chomik jest fajny i sushi jest fajne, łatwo je zrobić, wychodzi taniej, niż w lokalu (przynajmniej trochę taniej) i bardzo miło się je robi, bo to nie jest trudne. Rozmarzyłam się :) Jednak wzrosła nam stopa życiowa, bo na studiach tylko chlałyśmy piwo, nawet nie zawsze coś było do tego piwa jako przekąska. Może następnym razem już zrobimy jakieś trudniejsze sushi, na przykład california rolls ^^
Pozdrawiam i do zobaczenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...