sobota, 30 sierpnia 2014

Nowy kot- opieka nad kociakiem

Nie miałam o czym pisać, ale stało się! Dwa dni temu w zasadzie nieoczekiwanie w moim domu pojawiła się nowa forma życia, która wygląda mniej więcej tak:
Zawsze się zarzekałam, że NIE, ja nie jestem z tych ludzi, którzy sobie znoszą do domu kulawe jaszczurki czy inne rozdeptane ślimaki czy koty bez oka, że ja nie będę sobie robić z domu schroniska. Kojarzyło mi się to z postami na forum miau, gdzie babki pisały- rano z domu nie wyjdę, bo Mruczek ma rano kroplówkę, a w południe to muszę karmić Kicię, a po południu mam wizytę w lecznicy umówioną i kto mnie zawiezie, bo się sama autobusem nie zabiorę z 3 kontenerkami... Albo- w głowie mi śpi Łatka, a w nogach Plamka, więc ja w sumie powinnam iść spać na kanapę, ale nie mogę, bo Dyzio mi leży na brzuchu. Więc nie, miałam nie brać ani się nie litować, ale szkoda było mi tego szkraba, że będzie siedzieć w szpitalu pełnym zarazków, więc pomyślałam sobie, jadąc do pracy, że jak jeszcze będzie u nas w lecznicy, to ją zabieram! I co? Pech chciał, że jeszcze była ;)
I tak oto w domu pojawił się Koteceu płci żeńskiej, lat zero, miesięcy zero, tygodni trzy, 250g żywej masy. Pochodzenie- nieznane, rodzice NN, znaleziona gdzieś, prawdopodobnie koło wytwórni kotów do reklam Whiskasa, sądząc po umaszczeniu ;)
Normalnie małymi kociakami zajmuje się matka, więc opieka nad takim szkrabem ogranicza się do karmienia matki i pilnowania, żeby się przedszkole nigdzie nie rozlazło, ale w tym przypadku muszę sama zamienić się w kocią mamę. Jak widać, kocia już ma otwarte oczy i sama chodzi krokiem kaczki, więc odchowanie jej nie będzie takie trudne (taką mam nadzieję) jak nowonarodzonego oseska. Spotkałam się z opinią, że odchowanie bez matki nowonarodzonego kociaka jest wręcz niemożliwe i nawet w to wierzę.

W co musimy się uzbroić:
Zestaw podstawowy, czyli stołówka i toaleta. Stołówka to mleko w proszku i butla ze smoczkiem. Jest kilka rodzajów kociego mleka na rynku, ja akurat mam takie, do opakowania jest dołączona od razu butelka ze smoczkiem Trixie, ale gdyby ktoś chciał kupić butelkę do odchowania kocich maluchów, to sama butelka ze smoczkami i wyciorkiem kosztuje około 8zł.
Drugą ważną rzeczą jest higiena, czyli wymienne podkłady. Może być zwykłą lignina, pielucha tetrowa, wszystko jedno, ja stwierdziłam, że podkłady do przewijania z Rossmanna się mi najlepiej sprawdzą. Mamy już umeblowanie, to gdzie kociak zamieszka?
koci Karton full wypas, z elaktrycznością
Kociak potrzebuje miejsca, skąd 1) sam nie wyjdzie ani nie wypadnie, 2) łatwo będzie go wkładać i wyjmować, 3) będzie można zachować higienę, 4) będzie ciepło. Czyli oczywiście karton, ulubione mieszkanie bezdomnych najlepiej spełnia te wszystkie funkcje ;) ale spokojnie może to też być coś takiego KLIK. Tylko trzeba nie zamykać, jak kot jest w środku ;)
Mogłabym zrobić recenzję kocich mlek, butelek do karmienia kotów, kociej karmy dla niemowląt i tak dalej, ale nie chce mi się na to wydawać kasy, a poza tym zmiana diety u takiego malucha nie jest wskazana. Po każdym karmieniu masujemy brzuszek i pjupę, żeby kotek się załatwił, ale czasem też radzi sobie z tym sama, zazwyczaj w mało odpowiednim momencie ;) 
Kabel jest, bo kociak musi mieć ciepło, czapka z Karpacza to zastępcza matka, bo ma polarek w środku i obywatelka się do niego przysysa, szukając chyba sutka ;) Jak się ją włoży do czapeczki, to od razu zaczyna mruczeć.
Jeśli chodzi o karmienie, to karmi się często, małymi porcjami po 5- 10 ml, z moich obserwacji wynika, że kocia ssie bardzo łapczywie, aż jej się uszy trzęsą, ale krótko, więc po prostu trzeba jej dawać butlę częściej. Mleko można potem podgrzewać, stosując podstawowe zasady higieny, czyli butelkę umyć przed ponownym napełnieniem. Był kiedyś taki odcinek dr Quinn (to był sajebisty serial), kiedy dzieci umierały, bo miały butelki ze smoczkiem i z rurką, rurki się nie dało w środku umyć i kaplica.
Zastanawiam się, czy sobie nie zorganizować klatki wystawowej na tą obywatelkę, bo jak kociak podrośnie, to jest w 5 miejscach na raz, ale na razie mam jeszcze ze dwa tygodnie spokoju.
Mam jeszcze kota rezydenta, który na razie nie chce się pogodzić z rzeczywistością, że nie jest od teraz jedynym kotem na świecie, ale to już chyba temat na inną notkę.

Jakie są dalsze plany? Wmawiam sobie, że ona tu nie zostanie, że potem pójdzie do adopcji, ale chyba sama w to nie wierzę ;)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Pewnego dnia- Emily Giffin

W odpowiedzi na nieliczne prośby nielicznych stałych czytelników tego bloga piszę nową notkę, będzie to recenzja książki, którą wczoraj skończyłam czytać.
Dodaj napis
Dzięki ci, chomiku, za to, że pozwoliłeś mi się cieszyć tą książką bez wydawania na nią równowartości trzygodzinnej pensji (co zresztą byłoby stratą pieniędzy, bo czytałam ją dwa dni).
Książka stoi na półce ze współczesnymi powieściami obyczajowymi, niedaleko Jodi Picoult, choć jakieś pół półki niżej, bo Giffin skupia się na związkach i relacjach międzyludzkich, nie wchodzi na symboliczną czy metafizyczną płaszczyznę.
Główne bohaterki tej książki to matka i córka oddana do adopcji, które spotykają się znów po 18 latach. Matka, czyli Marianne, po błędzie popełnionym w młodości, zrobiła karierę jako producentka telewizyjna w Nowym Jorku i ma wszystko, czego dusza zapragnie, a przynajmniej tak jej się wydaje. Niespodziewana wizyta córki burzy jej świat i okazuje się, że tak naprawdę od 18 lat Marianne żyła grą pozorów. Kirby również zmaga się ze sobą, bo wie, że jest dzieckiem adoptowanym, i choć trafiła do kochającej rodziny, cały czas ma wrażenie, ze tam nie pasuje, ma poczucie wyobcowania. Te dwie niepewne i zranione kobiety zaczynają od podstaw budować swoją relację i stopniowo między nimi rodzi się poczucie więzi, bliskości. 
Nie bez znaczenia jest postać ojca Kirby, czyli pierwszej miłości Marianne- jej chłopak z liceum, Conrad Knight (seriously? na początku zapomniałam, jak miał na nazwisko i wydawało mi się, że Conrad Falcon, poziom pretensjonalności byłby zachowany). Marianne porównuje go do Bradleya Coopera i Jamesa Franco, a więc niesamowite ciacho, buntownik z wyboru, oczywiście grający w zespole, przy tym czuły, namiętny, trochę skryty, ale troskliwy, no powiedzieć chodzący ideał to by było chyba za mało. Można z łezką w oku pomyśleć o swoich pierwszych miłościach, choć oczywiście nikt się nie będzie z nim równał, bo na papierze łatwiej spotkać mężczyznę idealnego, niż w życiu. 
I z tym wspanialcem Marianne zrywa kontakt, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży (przecież to logiczne, że gdy zachodzę w ciążę, to nie mówię o tym ojcu dziecka ani w ogóle prawie nikomu), potem przy pomocy matki zaszywa się gdzieś na wsi na czas ciąży (nad tymi szczegółami książka się nie rozwodzi, a szkoda, bo jest tu kilka nieścisłości), a po porodzie oddaje córkę do adopcji. 
Po 18 latach po namowach Kirby znów dochodzi do spotkania Marianne i Conrada i nie jest to spotkanie w stylu wielkiego "reunion" z telenoweli, raczej pełne wyrzutów i żalu. Choć Marianne po 18 latach dalej żywi sentyment do byłego chłopaka i serce jej szybciej bije na dźwięk jego imienia, to wydaje się, że jest u niego już spalona. Ale może tylko tak się wydaje...

Nie wiem, czy ta książka uczy nas czegoś o życiu, jednak przedstawia życie w formie wyidealizowanej, bo  Marianne zrobiła wielką karierę i jest bogata,a Conrad zamiast skończyć pod budką z piwem, albo za kratkami, jak część młodych artystów- buntowników, został właścicielem pubu. Niektórych relacji nie da się odbudować, choć zakończenie książki wyraźnie sugeruje, że przed Marianne i Conradem jest jakaś przyszłość. Może tak, a może nie, w końcu w życiu wszystko jest możliwe :) a już na pewno w książce.
Nawet Kasia Tusk poleca :P 

sobota, 16 sierpnia 2014

Tydzień albo inny okres w zdjęciach

Od ostatniego postu minęły dwa tygodnie, więc stwierdziłam, że taki tytuł będzie bardziej odpowiedni.

Osiągnięcie tygodnia- zapisałam się na szkolenie doskonalenia zawodowego, bo ktoś musi we mnie inwestować, a kto będzie, jeśli nie ja? Spokojnie, nie jest to specjalizacja jeszcze. Teraz jestem tylko niestety święcie przekonana, że ze wszystkich weekendów w roku akurat w ten weekend, za który zapłaciłam prawie tysiaka, coś mi wypadnie >.< ale miejmy nadzieję, że nie. (dobrze wstawiłam przecinki?)

Kosmetyk tygodnia- Isana Urea Kuperlotion, czyli balsam do kupra z mocznikiem. Dużo o nim słyszałam w internecie, ale jakoś się nie mogłam zdecydować, zdecydowałam się i to zdecydowanie dobrze zainwestowane 5zł ;) wadą jest tylko brak zapachu.

Produkt spożywczy tygodnia- mogłabym tu napisać o słynnym sushi, które zamieszczałam na fb i z którego Kocia Matka szydziła, że nie ma na świecie sushi, które nie miało swojego zdjęcia. Nawet to było miłe wyjście, potem nawet jakiś chłopak nas podrywał na Chmielnej ;) tzn pytał się, gdzie tu jest jakiś dancing, więc chyba jest oczywiste, że chciał nas poderwać. Więc wracając do tematu, spożywką tygodnia jest piwo Olivetynsky Opat (to chyba nazwa?) z Czech, przywiezione przez koleżankę.
Niefiltrowane mętne piwo z aromatem truskawkowym, w którym pływało nawet coś, co można by zidentyfikować jako ziarenka od truskawek. Powtarzając za mądrzejszymi ode mnie, dodają truskawki do pierwszej fermentacji, więc aromat zostaje, a cukier ulega rozłożeniu, więc piwko ma aromat, ale nie jest słodkie, co daje bardzo fajny efekt. Mi to przypominało wrażenia z palenia fajki wodnej, bo jest jakby sam aromat, zapach, ale bez wyraźnego smaku. Czy coś podobnego można dostać w Polsce?

Patent tygodnia- podpórka na tablet w pracy ;)
Dobra, żartuję, nie było to zbyt praktyczne ;)

Strój tygodnia- już, już chciałam robić zdjęcie moich nowych sandałów, ale się powstrzymałam, ostatecznie... kogo to interesuje. W ogóle czemu kogoś to interesuje? Mam na myśli oglądanie czyichś filmików na YT, hauli zakupowych, pokazywanie balkonu Nieesia25 i tak dalej... chyba to coś podobnego do oglądania idealnego życia rodzinki z reklamy płatków śniadaniowych, które nam wyciska łzy z oczu.

Kot tygodnia
Miałam kilka typów, ale zdecydowanie wygrał kot z Karpacza, którego zdjęcie przywiozłam z wycieczki w 2011 roku, a potem moja koleżanka sfotografowała tego samego kota w tym samym miejscu. Jak widać, nie ma mowy o pomyłce :]

Smutek tygodnia- smutno mi, bo już mimozami jesień się zaczyna, a ja mam wrażenie nieefektywnie spędzonego czasu, a to przez pracę, która zabiera mi dużo czasu i drenuje mnie z sił, więc jak wracam do domu (czasem wracam po 23, więc o tym już nie mówię, bo wtedy wiadomo, że nie mam już na nic czasu), to trudno mi zebrać siły na cokolwiek. Może to przez tarczycę. Nie mam czasu jeździć na działkę, a lubiłam to robić, nie mam siły ugotować nic bardziej skomplikowanego niż makaron z sosem, nie mam zapału do chodzenia na zakupy, więc nawet nie mogę sobie poprawić humoru ładnym ubrankiem. Serio, chodzenie za zakupy to bardzo ciężka robota. Może ktoś by mi kupił letnią sukienkę, spodnie bojfrend, jakiś sweter ażurowy? Mogą być nawet buty kolorowe New Balance. I bluza Nike Epic Crew ;)

niedziela, 3 sierpnia 2014

40 przypadkowych pytań

Znalazłam taki TAG w internecie, więc postanowiłam na niego odpowiedzieć, zwłaszcza, że nie ma żadnych żenujących pytań ;)

1) Gdzie byłeś 3 godziny temu?
w galerii handlowej koło Leclerca, szukałam butów.
2) Czy kiedykolwiek zjadlaś kredke?.
kredę to może prędzej
3) Czy w odległości 3 metrów od Ciebie jest coś różowego?
no jasne

4) Czy masz na sobie skarpetki?
niee, jest z 30 stopni na dworze (na polu)
5) Czy byłeś w kinie w ciągu ostatnich 5 dni?
NIEE, chyba rok nie byłam w kinie. Albo więcej
6) Czy jest Ci gorąco?
trochę tak, ale da się wytrzymać, mózg jeszcze nie wypływa
7) Co było ostatnią rzeczą, którą miałaś do picia?
HA! Mint chocolate frostito z Coffee Heaven. Raz na pół roku chodzę do CH i to musiało być właśnie dziś :D swoją drogą 13zł za małą porcję... I jeszcze lod w napojach w CH ma zawsze taką dziwną teksturę, tak się klei do zębów, jakby to były kawałki plastiku
8) Co ostatnio jadłaś?
ptasie mleczko z zamrażarki. A wcześniej brzoskwinię.
9) Gdzie byłaś w zeszłym tygodniu w tej chwili?
w domu, robiłam porządki
10) Kim był ostatni gość w Twoim domu?
moja siostra wczoraj, oglądałyśmy Frozen
11) Czy tęsknisz za kimś teraz?
yyyy... nie
12) Jakie są twoje plany na dzisiejszy wieczór?
czyli wpadnięcie w alkoholizm i ciąża spożywcza po węglach
13) Który ostatnio napisał Ci komentarz na Facebook'u, Naszej-Klasie itp. portalach?
u mnie na profilu to chyba jak miałam urodziny :/ no nie, zdjęcia z urlopu też mi komentowali
14) Co chcesz wiedzieć o przyszłości?
czy moje życie wyjdzie na prostą. Ale jak się okaże, że nie, to będzie mi przykro :(
15) Czy masz na sobie jakieś perfumy, jeżeli tak to jakie?
Endless Euphoria, psiknęłam się w Douglasie i już żałuję, bo to pachnie jak zapach od baby z bazaru
16) Byłaś w tym roku u lekarza?
żeby to raz
17) Gdzie jest twój najlepszy przyjaciel?
leży na parapecie
18) Czy masz opalenizne?
trochę tak, ale nie jakąś bardzo silną, bo się smarowałam kremem
19) Czego teraz słuchasz?
pralki
20) Czy kolekcjonujesz coś?
Życie Weterynaryjne, hahaha. Ogólnie to nie
21) Kiedy ostatni raz zostałaś zatrzymana przez policje?
Jak to? Nigdy!
22) Czy piłaś kiedyś herbatę przez słomkę ?
Ice Tea albo Nestea tak
23) Co ostatnio napisałaś w ostatnim smsie?
napisałam Weronice, że kupiłam sobie buty 
24) Lubisz ostre przyprawy?
raczej ogólnie nie, bo mi gębę wypala. Ale lubię, jak coś jest doprawione, nie jakieś mdłe paćki.
25) Kiedy ostatni raz wzięłaś przysznic?
wczoraj wieczorem
26) Czy jesteś bogata?
na pewno jestem bogatsza niż jakieś 70% mieszkańców kuli ziemskiej. Ho ho.
27) Jaka jest w Ciebie pogoda?
słońce i gorąco, więc weekend spędzam w Warszawie, bo to logiczne. Bo rodzice nie chcieli na mnie poczekać z samochodem, aż wrócę rano z pracy i sobie sami pojechali na działkę :| 
28) O której godzinie budzisz się rano?
jak nie idę do pracy to przed 9 zwykle. Jak idę do pracy to o 5.30. Jak jestem w pracy to zwykle 6- 7, no chyba, że wcale nie śpię.
29) Jaki film ostatnio widziałaś?
Frozen! A wcześniej Maska Zorro z Banderasem ^^
30) Jaki masz dzwonek w tel?
Kurde, jak to jaki?? Let it go!!
31) Czy byłaś kiedyś w innym kraju?
gdzieś tam byłam, ale nigdzie daleko
32) Ile masz rodzeństwa?
jedną siostrę
33) Komputer stacjonarny czy laptop?
laptop!
34) Co planujesz dziś robić?
już pisałam. Jeszcze umyć głowę i znaleźć ze 3 filmy do obejrzenia jutro w pracy
35) Kiedy ostatni raz płakałeś?
wczoraj, kiedy zobaczyłam, kiedy mam następny wolny weekend
36) Jakie jest twoje ulubione radio?
Radio Zet. Tylko nie znoszę jak Nosal wkręca, zawsze wtedy przełączam
37) Co wolisz? hamburgera czy kebaba?
Kebaba
38) Jaki jest Twój kolor oczu?
szaro- zielony
39) Co robiłeś o 24:00 w nocy?
kładłam się spać
40) Czy masz zwierzęta?
to nie jest "tylko" zwierzę, to mój przyjaciel, mój minion, moja zwierzęca druga połówka!
Jeśli wam się podoba, to możecie skopiowac i same odpowiedzieć na swoich blogach, albo nie, albo napiszcie mi w komentarzach pytania, to pewnie na nie nie odpowiem. Albo napiszcie, jak marne jest wasze życie i dlaczego :D

sobota, 2 sierpnia 2014

Tydzień w zdjeciach III

Jak minął mi tydzień? Jak zwykle, czyli nic specjalnego. Teraz mam wolny weekend, ale i tak nie mogę nigdzie wyjechać, bo nie mogę zostawić kota, a z kotem też nie mogę jechać, bo musielibyśmy jechać pociągiem. Czasem takie drobne rzeczy doprowadzają mnie na granice depresji, zwłaszcza, gdy mam PMS. Czasem przypominam sobie moją koleżankę, która profilaktycznie brała Prozac i myślę, że to nie był taki zły pomysł.
jak to nie ma sensu? dla kota wszystko ma sens
Tydzień minął pod znakiem użerania się z chorym kotem, a dokładniej rzecz ujmując pół tygodnia ja płakałam nad biednym kotkiem, bo nie wiem, co mu jest i jak mu pomóc, a potem podjęłam jednak jakieś konstruktywne działania. Na razie wygląda na to, ze kot będzie żył, ale jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, czy kuracja przynosi skutek. Całę szczęście dywan jest we wzorki, więc jedna plama więcej nie robi aż takiej różnicy.
Tak wygląda moja codzienna droga do pracy, no może nie codzienna, bo nie zawsze jeżdżę na noc, ale ogólnie tak się prezentuje. Niepokoi mnie fakt, że już znam z widzenia menelską obsadę dworca Młociny, bo cały czas to samo towarzystwo się tam kręci. W sumie mogłabym chyba zamówić sobie tabliczkę z moim imieniem i nazwiskiem w autobusie.

a tak czasem prezentuje się zachód słońca, gdy wychodzę z pracy. Niestety niedługo już zacznie się robić ciemno, co uczyni powroty mniej przyjemnymi. A jak będę wracać w środku zimy, tego już wolę sobie nawet nie wyobrażać.
mina, jakby mi było bardzo źle ogólnie 
No i samojebka z pracy, bo przecież jakaś musi być ;) Wszystkim się bardzo podoba mój zielony limonkowy fartuch, mi też, szkoda tylko, że to była jakaś jednorazowa aukcja na allegro.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...