środa, 20 listopada 2013

Absurd nr 2

Koleje Mazowieckie, czerwiec 2012.
Siedzą baba sporych gabarytów, około 50 lat i chłopak na oko 8. Dzieciak
ma chipsy Lays (duża paka) i widać, że już w siebie wmusza.
Kobieta: Dawaj! mówiłam, że za duża paczka. Ja zjem... a nie ja nie
zjem, bo ja zębów nie mam. Ale ja nie mam, bo mi tak szybko wypadły,
ale ojciec to sam wyrwał. A Ty pokaż zęby?... No tak ogryzki masz
czarne! Jak nie myjesz, to będziesz miał takie jak mamusia...
buahahaha
Chłopiec: Ale mamo.. ja będę mył jak mi pastę kupisz i szczoteczkę
Kobieta: Ja mam Ci kupić!? Toż to kur...a byliśmy w Biedronce, to było
iść sobie w ten dział higieniczny i wybrać sobie.. Ja?! ja ?! mam
pamiętać o takich głupotach dla ciebie?

Przeglądałam pocztę swoją i to jest historia, którą opowiedziała mi moja droga i jedyna siostra.Siostra była wyjątkowo zszokowana i zbulwersowana jak mi opowiadała.
Szkoda, że nie mogła wyjąć z torby nowej szczoteczki i pasty, wręczyć dzieciakowi.
Na pewno maszynista zatrzymałby pociąg i zaczął klaskać, napisaliby o niej w gazetach i bla bla bla.
(p.s. była (historia) na poczcie, bo zaraz spisałam i wysłałam koleżance)

Nie zakładajcie słuchawek w komunikacji miejskiej i podmiejskiej, wiele absurdów da się wtedy przyuważyć.

W sąsiedniej wsi mamy 40 kawalerów, a razem mają 12 zębów. Panowie też nie chodzą w dział higieniczny Biedronki.

Pamiętajcie zatem: Myjcie zęby

sobota, 16 listopada 2013

Jak dostosować dom do kota?


Zdecydowaliście się na kota? To wspaniale, ale zanim zaprosicie do domu nowego lokatora, trzeba zadbać, żeby dom był dla niego bezpiecznym i przyjaznym miejscem. Lepiej poświęcić na to trochę czasu, zanim w domu zjawi się kot, żeby potem nie musieć np. w środku nocy szukać transportera, bo nowy kot gorzej się poczuł i trzeba go zabrać do weterynarza. Tak samo w nocy z soboty na niedzielę będzie trudno znaleźć otwarty sklep z kocią karmą ;)




Wredonisia pisze: Jak się przygotowywałam do przyjścia kota do domu? Kot potrzebuje: jedzenia, toalety. To  były priorytety, w Tesco kupiłam jedzenie, w zoologu po drodze żwir i kuwetę i jedną myszkę - kot może bawić sie czym popadnie. Tak samo ze spaniem, nie potrzebuje łóżka czy posłanka. Śpi na poduszce, kocu, za pralką, na dywaniku. Kolejną potrzebą był drapak, kot od razu wyczuł jak fajnie podrapać taki słupek. Zabawek raczej unikał, piórek na patyczku sie po prostu bał. Za to kabel od ładowarki - mniam mniam! Koreczek love największa! Kasztanom nie odpuszcza! Na poczatku jadł z misek zwykłych, potem dokupiłam 2 miski kocie w łapki, jedną aluminiową. W użytkowaniu nie ma różnicy tak naprawdę, tylko lepiej wyglądają. A i jeszcze transporterek kupiłam, by był śliczny i nie miałam.

Absolutnie niezbędne wyposażenie to : 
  • kocie jedzenie (pisałam o nim TU ), lepiej kupić na początek kilka rodzajów, bo nie wiadomo, co kotu zasmakuje
  • kuweta lub kilka kuwet. Na początku lepiej kupić kuwetę odkrytą, bo jest tańsza i koty chętniej do niej wchodzą. Na wszelki wypadek dobrze mieć drugą kuwetę (albo miskę o podobnych wymiarach), gdyby się okazało, że kot woli mieć dwie kuwety w dwóch miejscach w domu.
  • w komplecie do kuwety żwirek. Najlepiej taki żwirek, jaki kot miał w poprzednim domu. Zanim kupisz żwirek, upewnij się, czy można go wrzucać do toalety, czy trzeba wyrzucać do kosza. W przypadku kociąt odradzam żwirki bentonitowe, mogą być bardzo groźne, jeśli kociak je zje. TU znalazłam przegląd rodzajów żwirku. 
  • łopatka do kuwety oczywiście ;)
  • transporter dla kota. Jest to konieczny sprzęt, przewożenie kota "luzem" w samochodzie jest niebezpieczne, noszenie kota na rękach również jest niebezpieczne. Wiele kotów uciekło właścicielom z rąk po drodze z samochodu do lecznicy :(. Kot luzem w samochodzie może spowodować wypadek, a wożenie kota luzem w autobusie raczej nie wchodzi w grę. Pudełka kartonowe, klatki na kanarka, torby zapinane na suwak i inne cuda się nie nadają. Polecam dwa rodzaje transporterów- albo plastikowe, z drzwiczkami, rozpinane od góry- przykład KLIK! albo usztywniana, materiałowa torba- przykład KLIK! . TAKIE wiklinowe byle co absolutnie nie nadaje się do przewożenia kota. Nie da się tego otworzyć ani zamknąć, nie da się umyć, nie można wyjąć kota, bo się czepia wikliny pazurami, totalne badziewie. To może co najwyżej stać w domu jako kocia budka.
  • drapak- naturalnym elementem kociego zachowania jest drapanie, jeśli nie będzie drapaka, to kot będzie drapał inne sprzęty, znalezione w domu. Oczywiście drapak nie oznacza, że kot będzie drapać tylko i wyłącznie drapak, ale zmniejszymy uszkodzenia kanapy i dywanu. Możemy kupić mały drapak z jednym słupkiem, ale dostępne są też całe drapakowe kocie parki rozrywki, z miejscami do spania, zabawy itd.
  • miseczki- kot oczywiście może jeść ze zwykłego spodeczka, ale kocie miseczki są bardzo ładne i mało kto jest w stanie się oprzeć zakupowi miseczek w kotki, łapki i inne słodkości ;)
  • zabezpieczenie balkonu i okien. Oczywiście wasz kot "jest bardzo mądry i nie wypadnie, on wie, że tu jest wysoko", ale wystarczy, że raz się pomyli i w najlepszym wypadku skończy się na wysokim rachunku u weterynarza. W najgorszym finał będzie tragiczny, a etapy pośrednie to różne stadia kociego kalectwa. TU można zobaczyć, jak wygląda osiatkowany balkon i czemu warto to zrobić. 




Jak już pisałam, jestem wrogiem wiklinowych transporterów. Raczej nie kierujmy się własnym gustem przy wyborze kocich sprzętów, pomyślmy, co spodoba się kotu. Ważne jest też ustawienie sprzętów. Nie można łączyć kuwety z miskami, bo kto chciałby jeść tam, gdzie się ... ekhem ;) Kuweta powinna stać w cichym miejscu, a drapak z punktem widokowym w miejscu, gdzie często przebywają ludzie, np. w salonie. Transporter nie powinien być schowany na szafie, tylko stać w takim miejscu, żeby kot mógł do niego swobodnie wchodzić i wychodzić. Zwłaszcza przy większej ilości kotów ważne jest, żeby strategicznie rozmieścić kocie zasoby, żeby uniknąć sytuacji, kiedy jeden kot blokuje drugiemu dojście do kuwety, misek i drapaka. Zwróćcie uwagę na to, z czego są wykonane kocie zabawki, sama kupiłam kocią myszkę, która jest zrobiona z prawdziwego futerka .__. Jakiś chiński wyrób, gdybym wiedziała, na pewno bym tego nie kupiła, a tak mam mysz zrobioną z jakiegoś biednego królika albo o zgrozo z kota...




Nie pisałam o kocich zabawkach, bo na rynku jest ogromny wybór, poza tym koty nie wiedzą, ile kosztują ich zabawki i tak samo świetnie bawią się papierkiem, szyszką czy kasztanem ;) Oczywiście trzeba uważać, żeby zabawka nie miała żadnych ostrych części, ani elementów, które kot może odgryźć i połknąć. 
Co jeszcze się przydaje: obcinaczka do pazurków, szczotka, szelki i smycz, jeśli ktoś chce chodzić z kotem na spacery, pojemnik na karmę, miękki kocyk do położenia na parapecie, spray niwelujący brzydkie zapachy na wszelki wypadek, kocimiętka, pasta odkłaczająca, patyczki z wacikami.

wtorek, 12 listopada 2013

Co dwa koty, to nie jeden/ kłopoty ?

Mam nadzieję, że ten nagłówek nie krzywdzi niczyjego zmysłu estetycznego. 
Ponieważ poprzednia notka cieszy się całkiem znośnym zainteresowaniem, pomyślałam sobie- czemu nie pisać o czymś, na czym się znam? Tysiące godzin w internecie, oglądanie Kota z Piekła Rodem, czytanie artykułów i książek pozwoliło mi zgromadzić jakąś wiedzę na ten temat. Oczywiście nie jestem specjalistą, bo kurs behawioru kotów kosztuje 7k (zwariowali??).

Wielu właścicieli kotów pracuje cały dzień, więc kot spędza samotnie 8, 10 a nawet więcej godzin dziennie. Wydaje się, że jest mu smutno i się nudzi, więc często zastanawiamy się, czy nie byłoby mu lepiej, gdyby miał towarzystwo (ogólnie ludzie myślą, że każdy zwierzak potrzebuje towarzystwa, np chomik... jak to się kończy w przypadku chomików, łatwo sobie wyobrazić. Dużo, dużo towarzystwa...). To świetny pomysł. Albo to kiepski pomysł. Postaram się przedstawić moje odpowiedzi na kilka często zadawanych pytań.

  • Jaki kot potrzebuje towarzystwa?
  • Jaki kot nie potrzebuje towarzystwa?
  • Jakie towarzystwo najlepiej zapewnić kotu?
  • Ile kotów można mieć w mieszkaniu?
Jaki kot potrzebuje towarzystwa? 
Przede wszystkim jest to kot młody, którego właściciele spędzają dużo czasu poza domem. Kiedy właścicieli nie ma w domu, kot albo się nudzi i śpi, albo się nudzi i rozrabia. Koci towarzysz pozwoli mu rozładować energię, poza tym młode koty łatwiej akceptują nowego kota w domu. Ideałem byłoby, gdyby wziąć dwa kociaki z tego samego miotu. Takie koty będą pałać do siebie dozgonną miłością.

Jaki kot nie potrzebuje towarzystwa?
Mówi się, że koty to samotnicy i jest to prawda. Kot na wolności ma swoje terytorium i nie dzieli go z innymi kotami, albo z nimi walczy, albo schodzi im z drogi. O ile młode koty są elastyczne, to starsze koty już tak łatwo nie pogodzą się z towarzystwem innego kota. Dla starszego kota- samotnika nowy kot nie jest przyjacielem, tylko wrogiem. Jeśli kot żył 5 czy 10 lat sam, to już odzwyczaił się od towarzystwa innych kotów i pojawienie się obcego kota to dla niego osobista tragedia. Oczywiście są wyjątki, ale moim zdaniem takie próby "uszczęśliwienia" kota mają odwrotny skutek. Po jakimś czasie koty mogą zacząć się tolerować, ale na więcej bym nie liczyła. 
Na pewno źle zareaguje na towarzystwo kot, który ma już kilka lat i został za wcześnie zabrany od matki. Idealny wiek to 12 tygodni, najmniej 8 tygodni. Kot zabrany wcześniej (a często tak się dzieje, bo ludzie dopiero PO FAKCIE zaglądają do internetu i się dowiadują, że źle zrobili) nie poznał całego kociego języka, nie przeszedł socjalizacji z innymi kotami i prawdopodobnie myśli, że nie jest kotem, tylko małym człowieczkiem.

Jakie towarzystwo najlepiej zapewnić kotu? 
Koty mieszkają z nami w domach, więc pierwszym, oczywistym towarzyszem jest człowiek. Jeśli ludzie spędzają z kotem dużo czasu, bawią się z nim, rozmawiają, obdarzają go czułością, to kot raczej nie odczuwa braku innych kotów. Towarzyszem kota może być też pies, takie pary zazwyczaj dobrze funkcjonują, jeśli pies jest od małego przyzwyczajony do towarzystwa kotów, i na odwrót. Pies nie jest dla kota rywalem, bo jest innym gatunkiem, ale jednocześnie dotrzymuje mu towarzystwa.
Na koniec drugi kot- nie bez powodu na końcu, bo połączenie dwóch kotów sprawia najwięcej kłopotów.
Najlepiej dołączyć kociaka do starszego kota, koty ustawiają hierarchię na podstawie swojej wielkosci, więc starszy kot rezydent będzie miał w naturalny sposób "zabezpieczoną" swoją pozycję (przynajmniej do czasu), poza tym młody kot jest przyjaźnie nastawiony i bardziej elastyczny, łatwiej dostosowuje się do nowej sytuacji.
Płeć moim zdaniem nie ma większego znaczenia, oczywiście pod warunkiem, że oba koty będą wykastrowane. Dwa niekastrowane kocury będa się tłuc, dwie niewykastrowane kocice będą pewnie do siebie nastawione przyjaźnie, jak dwie baby z PMSem. Niekastrowany kocur z kotką pewnie będą się przyjaźnić, przynajmniej czasami, a owoce tej przyjaźni będą widoczne. Wykastrowany kocur tak samo dobrze dogada się z kocurkiem, jak z kotką, choć właściciele raczej preferują "pary mieszane".

Ile kotów może mieszkać w mieszkaniu?
Trudno to jednoznacznie określić, słyszy się czasem, że w mieszkaniu moze mieszkać nawet 20 kotów i się dobrze dogadują i mieszczą, ale takie opinie wygłaszają raczej osoby, które mają właśnie po 20 kotów i się tak usprawiedliwiają. Moim zdaniem taka sytuacja nie jest normalna, ani zdrowa dla kotów i ludzi.
domek szalonej kociary
Nawet jeśli koty jakoś koegzystują w takim ścisku, to raczej nie są szczęśliwe. Rozumiem oczywiście sytuacje przejściowe, gdy ktoś prowadzi dom tymczasowy, ale wydaje mi się, że po przekroczeniu pewnej granicy traci się nad tym kontrolę. "Mam chwilowo 10 kotów, mam chwilowo 20 kotów...mam chwilowo... nie wiem już ile" i tak dalej.
Myślę, że rozsądną ilością są 3 koty, albo tyle kotów, ile ma się pomieszczeń w domu. Ważne: ilość misek, kuwet, drapaków i miejsc do leżenia musi być dostosowana do ilości kotów. Ilość oblicza się na podstawie wzoru: tyle, ile kotów + 1.

Epilog:
Mam nadzieję, że ta notka okazała się przydatna dla kogoś, kto rozważa posiadanie kota/ kotów. Nie chciałam nikogo zniechęcać do przygarnięcia kolejnego sierściucha, namawiam tylko do dokładnego przemyślenia tej decyzji. Pomyślmy nie o tym, czy my chcemy drugiego kota, ale o tym, czy nasz kot tego chce, czy jest teraz nieszczęśliwy, a może jest szczęśliwy i niczego mu do szczęścia nie brakuje? Jeśli kot się nudzi, a nie chcemy/ nie możemy mu zapewnić kociego towarzystwa, to jest wiele sposobów wzbogacenia kociego środowiska. Przedstawione tu opinie to moje własne zdanie, nie czerpię z tego żadnych korzyści materialnych, moralnych i niemoralnych.

niedziela, 10 listopada 2013

Recenzja kociej karmy

Stwierdziłyśmy obie z Kocią Matką, że taki temat warto by poruszyć, więc niech tak będzie.
Nie jestem ekspertem od żywienia kotów, więc proszę nie traktować tej notki jako credo kociej dietetyki- zresztą, gdybym była ekspertem, to bym nie dawała porad za darmo, tylko za grubą kasę, hahaha.
Nie będzie tu informacji typu: kot potrzebuje tauryny, koty mają większe zapotrzebowanie na argininę i kwas arachidonowy, jeśli kogoś interesują te zagadnienia, to na pewno już sam o tym doskonale wie. A jeśli ktoś ma kota i nie wie, to chyba zatrzymał się na etapie, że kot pije mleko i je kartofle. Trochę przesadziłam, ale nieznacznie. No albo karmi kota gotowymi puszkami,gdzie już wszystko jest w środku i nie musi wiedzieć- tak też można, o ile to dobre puszki są.

Skupię się na menu mojego kota i napiszę kilka słów o polityce firm "karmowych", które czasem po prostu robią z ludzi debili. Nie mówię tu o oczywistościach, typu wmawianie, że Kitekat to "wszystko, czego twój kot potrzebuje, żeby być super- mega- hiper- tygrysem", raczej o dogłębnym lobbowaniu w środowisku weterynaryjnym itd.

To moje ostatnie zamówienie z animalii, jak widać na menu kota składają się:
sucha karma Applaws z kurczakiem (karma bezzbożowa)
puszki Animonda Carny (niezbyt za nimi przepada)
pasztety Applawsa (to raczej jako dodatek, bo drogie)
whiskasiki odkłaczające (dzieciom należą się słodycze ;))
Na zdjeciach nie uwzględniono saszetek Felixa, które dostaje, bo nie da się jego od nich odzwyczaić i nie da ludziom żyć, zanim nie dostanie choć łyżki saszetki.
Są różne teorie, dotyczące udziału suchej karmy w diecie kotów, jest to bardzo wygodny sposób żywienia, ale wiele badań czy doniesień wskazuje na to, że sucha karma jednak "wysusza kota". To znaczy, że nawet przy stałym dostępie do wody, kot karmiony suchą karmą cały czas jest lekko odwodniony. Jestem tego świadoma, ale nie zmienię sposobu karmienia, bo jest dla mnie najlepszy, najwygodniejszy i najlepiej wychodzi finansowo, poza tym mój kot dużo pije, więc może mi nie wyschnie na wiór ;)

Najważniejsze w wyborze karmy jest to, żeby wiedzieć, za co się płaci. Kot jest mięsożercą, je głównie mięso, mięso jest drogie, więc mięsne karmy są drogie. Problem zaczyna się w momencie, gdy droga karma zawiera 25% kurczaka, a na drugim miejscu w składzie kukurydza, izolat białka roślinnego albo jakiś gluten kukurydziany... Wybierajcie karmy o jak najwyższej zawartości mięsa.
"Mięsne kawałki w smakowitym sosie" z Whiskasa to nie są kawałki mięsa! Byłam w fabryce Whiskasa i widziałam, że te kawałki, to pasztet z przemielonych produktów pochodzenia zwierzęcego, z dodatkiem białka roślinnego i zagęstników. Wychodzi to z prasy, jest cięte na kawałki i "mięsne kąski" gotowe. Ale w reklamie jest ładny kotek, więc już nas nic więcej nie obchodzi.

Przeciętny konsument jest przekonany, że prawidłowe żywienie kota polega na dawaniu mu dobrej jakości gotowej karmy. Konsumenci są utrzymywani w tej świadomości przez koncerny karmowe, które trąbią "Tylko odpowiednio zbilansowany posiłek firmy XYZ zapewni twojemu Mruczkowi zdrowie i siły witalne do późnej starości". Tak naprawdę nie przeprowadzono rzetelnych badań, porównujących oddziaływanie na organizm karm gotowych oraz posiłków niekomercyjnych, przygotowywanych przez właściciela. Większość badań na temat żywienia zwierząt, i to jest bardzo przykre, jest finansowana przez koncerny karmowe. Można się domyślić, jakie są wyniki tych badań.
Jeśli ktoś chce przeczytać o praktykach koncernów, to może TUTAJ!, albo tutaj- naukowy artykuł o kontrowersjach wokół żywienia kotów .
Czasem słysze takie teorie mądre, które aż robią z ludzi głupków- że kot nie może jeść mięsa, bo mu szkodzi- no matki i kotko kochano, kto to wymyślił??
Jeszcze większa głupota: kot powinien jeść suchą karmę, bo wtedy więcej pije i nerki mu się płuczą. No pije więcej, bo nie ma wody w pożywieniu, ale to nie znaczy, że zwiększa się łączna ilość przyjmowanej wody! Ta ilość się zmniejsza, bo kot nie jest w stanie wypić tyle, ile by zjadł w wilgotnym pożywieniu.

Sama nie szykuję kotu jedzenia, nie jestem miłośniczką BARF, ale to mój wybór. A żeby wybierać, trzeba wiedzieć, jakie ma się możliwości, to nieprawda, że kot musi jeść tylko gotową karmę, że kot po kastracji musi jeść karmę dla kastratów itd.
Wiedząc, że nikt nie dotrwał do końca tej długiej notki, kończę i pozdrawiam :)


niedziela, 3 listopada 2013

Zgubione- znalezione

W dobie internetu i serwisów społecznościowych pojawiła się nadzieja dla nieszczęśników, którym się coś zgubiło. Już nie trzeba się modlić do św. Antoniego, może ktoś znajdzie zgubę i wrzuci jej zdjecia na facebooka, rozpowszechniając wydarzenie pod tytułem "Miś znaleziony pod śmietnikiem, na pewno jakieś dziecko go szuka, podaj dalej" albo podobne.
Często korzystam z fb i nie lubię, gdy mam tablicę zawaloną mało ważnymi rzeczami, ważne są koty i psy szukające domu, ciekawe są zdjęcia z imprez czy wycieczek, linki do interesujących stron, a znaleziony miś czy zgubiony wózek nie mieszczą się w żadnej z tych kategorii. Widzę, że wpadam w hejterowski nastrój, bardzo dobrze- Gniew bogini opiewaj Achilla, syna Peleusa! (Gniew bogini opiewaj Jaskry, hejterki nad hejterkami)

Ogłoszenie- szukamy wózka spacerówki naszego synka Wiktorka, który przez to jest smutny i nie może chodzić (jeździć) na spacerki! Wózek ukradziono z klatki schodowej na osiedlu X w mieście Y.
Komentarz- w mieście Y widziano niedawno złomiarzy z podobnym wózkiem...
Hahaha, ciekawe, czy państwo dalej chcieli odzyskać wózek, używany w ten specyficzny sposób ;) Prosta rada- nosić dziecko w chuście, łatwo, zdrowo, przyjemnie, chusta tańsza od wózka i nikt jej nie ukradnie.

Ogłoszenie- w Tatrzańskim Parku Narodowym znaleziono obrączkę z napisem "Aneta Wojtkowi, data ślubu". Proszę, rozpowszechniajcie, bo bez obrączki to jak bez ręki i koniecznie musimy pomóc, żeby zguba trafiła do właściciela (Wojtka) i umacniała ich miłość po wieki wieków!
No sorki, jak dla mnie obrączka to nie respirator i da się bez niej żyć, jak ktoś zgubił, to sobie zrobi nową, jak by była ważna, to by nie gubił. Zguba obrączki to tylko wydatek kilkuset zł na nową, nie powód do rozwodu, żaden dramat. Poza tym, jest inne wytłumaczenie tej całej sytuacji- może ktoś wszedł na Giewont i rzucił obrączkę w przepaść, bo się rozstali? Hahaha, Aneta okazała się pi*dą, on zrozpaczony rzucił obrączkę ze szczytu, a ktoś ją znalazł i teraz obrączka go prześladuje, jak piętno, jak komornik, jak smród brudnych skarpetek... I znów sypią sól na jego rany.
Ile to złego można wyrządzić przez dobre intencje...

Ogłoszenie- na lotnisku w mieście Z znaleziono aparat fotograficzny, a ponieważ oddanie zguby do Biura Rzeczy Znalezionych (albo sprzedanie na allegro) jest mało fajne, to wrzucamy do internetu zdjęcia z tego aparatu, może ktoś pozna właściciela.
No WTF?! To już ostatnia rzecz, którą bym sobie życzyła, żeby ktoś przeglądał zdjęcia z MOJEGO aparatu i je wrzucał do internetu, naruszając prywatność moją i kota, żeby tą zgubę znaleźć albo i nie znaleźć!
Poza tym, kto by mnie znalazł po takim przykładowym zbitku zdjęć?

1. sójka z działki
2. Warszawa Śródmieście, można wejść i się przykleić ;)
3. moja próba ombre nails, na tym zdjęciu jakoś w miarę wyszło, ale nie mam gąbeczki, więc robiłam starym pędzlem, za dużo zachodu, nie chciało mi się robić reszty paznokci
4. kot Ravic ogląda kota MIętusa przez ekran. Nie wiem, czy wiedział, że tam jest kot na zdjęciu ;)

No i tak tego... Jest jeszcze jeden rodzaj ogłoszeń, które mnie denerwują, to ciężka sprawa i bardzo przykra dla osób w to zamieszanych. Czasem pojawiają się ogłoszenia o zaginieciu ludzi. To smutne, rodzina szuka, staram się udostępniać takie ogłoszenia, choć nie sądzę, żeby to miało jakiś skutek. Spotkałam się już kilka razy z apelem o pomoc w odnalezieniu porwanego dziecka. Zazwyczaj treść jest taka : "Dnia tego i tego mała Aldonka (wstaw dowolne imię, jakie teraz się nadaje dzieciom) zaginęła, ostatni raz widziano ją tu i tu..." i teraz następuje ta ciekawa część ogłoszenia- "dziecko prawdopodobnie przebywa z Piotrem K. w mieście X". Czytam komentarze i już zaczynam rozumieć, o co chodzi. Część komentarzy nic nie wnosi, wspieramy, udostępniamy, ale kilka się wybija- "Marzena, odpuść, pozwól Piotrowi się widywać z dzieckiem...", "Piotr jest super ojcem, nigdy by nie skrzywdził Aldonki" itd. Rozumiecie? Żadne to porwanie w Tiutiurlistanie, tylko porzucona żona (a jaka jest siła gniewu porzuconej kobiety, to wszyscy wiemy- na ta siłę nie ma skali), mści się na partnerze, używając do tego córki. Zabroniła mu się widywać z dzieckiem, a jak ojciec zabrał na kilka dni córkę, to robi z nego porywacza, jeszcze najlepiej pedofila i zboczeńca. Takie wyrywanie sobie dzieci jest ohydne i nie ma dla tego żadnego usprawiedliwienia, nawet na fb!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...