sobota, 25 maja 2013

Recenzja rzeczy różnych

1. Warka Radler jabłkowy.  2/10
Radler ogólnie to dobra koncepcja, smakował mi chyba Okocim Radler z limonką, ale to co Warka nam proponuje, to spełnienie najgorszego koszmaru o sztucznym aromacie jabłkowym. Aromat tak sztucznie jabłkowy, że aż gorzki. Uczucie porównywalne do zjedzenia zawieszki jabłkowej do kibla albo zapachu samochodowego. Fuj fuj fuj i nigdy więcej, NIE!

2. Pędzel do makijażu firmy nieznanej, być może Inter Vion, to taka kioskowa marka akcesoriów do makijażu, ale dawno go kupiłam, więc nie pamiętam. 5/10
Oczywiście w porównaniu z pędzlami Artistry (które Wredo podstępnie mi zabrała, co mnie obchodzi, że być może rzeczywiście kiedyś je dostała na prezent), jest mocno bardziewny, ale kosztował 5zł i przy sporej redukcji oczekiwań wystarcza do wykonania większości manewrów mejkapowych. Zaleta- jest składany, więc tulejkę można wysunąć do połowy, co automatycznie zwniejsza średnicę pędzla i robi się z niego coś w stylu pędzla np. do różu. Grunt to pomysłowość.
3. Majtki Divided z H&M, 7/10
Całkiem dobre majtki, zalety- dostępne w bardzo dużej gamie kolorów, więc przy odrobinie cierpliwości można się wzbogacić o naprawdę pokaźną kolekcję. Są wygodne, można powiedzieć, że stylowe, nie jest to żadna luksusowa czy seksowna bielizna, ale nie byłoby wstyd się w nich komuś pokazać (oczywiście jeśli nogi ogolone). Cena przyzwoita, bo niecałe 10zł za parę, jakość dobra, jeszcze chyba żadne mi się nie podarły czy nie pękły. Z bazarku można mieć ładne gacie z Turcji, ale po kilku praniach z gumki wychodzą takie gumkowe niteczki i oplątają całe pranie, wiecie, o co cho ;) Minus- trudno do nich przykleić podpaskę, ale dla chcącego nic trudnego, poza tym zawsze są jeszcze tampony. O właśnie, muszę poszukać bloga z recenzją podpasek i tamponów różnych ;)

środa, 22 maja 2013

Jędrna porcja przemyśleń

Dawno nie wzbogacałam internetu moimi przemyśleniami, a świat chyba nie może bez nich wytrzymać, bo pojawiły się klęski żywiołowe, takie jak tornado w Oklahomie czy gradobicie w Radomiu. Więc ratuję świat przed armageddonem i oto moje mądrości z krótką datą przydatności do spożycia:

1. Pierwszą rzeczą jest reportaż z UWAGA TVN Praca za 6zł/h mnie zabija , chodliwy temat, wielu z moich znajomych się z tym zmaga, bo część z nas ma słabo płatną pracę, część ma złą, niefajną pracę, a część ma słabo płatną i głupią pracę, nie wspominając nawet o tych, którzy wcale pracy nie mają, więc w sumie nie mają problemu ;) O co mi chodzi- obejrzyjcie reportaż, występująca w nim osoba ma (jak dla mnie) niezrozumiale wygórowane oczekiwania, a sama ma mało do zaoferowania. Dziewczyna nie ma studiów, zaczęła dwa kierunki, ale żadnego nie skończyła- too bad. Prawda, teraz każdy może mieć wyższe wykształcenie, dlatego właśnie każdy powinien je mieć (no chyba, że ma wykształcenie kierunkowe, zawodowe, co też jest formą wyższej kwalifikacji zawodowej, ale bez dyplomu magistra). A kim ona by chciała być?- Dziennikarką... Umarłam :D Kto teraz nie chce być dziennikarzem, o losie. Nie wiem, czego uczą na dziennikarstwie, ale żeby być dziennikarzem trzeba mieć jakiś temat opanowany, żeby o tym temacie pisać- historię, biologię, politykę, sztukę? Nie wystarczy mieć "lekkiego pióra", żeby prowadzić rubrykę SeX and The City w Gazecie Wyborczej (hmm, nie ma jeszcze takiej rubryki, może powinna powstać w Wysokich Obcasach).
Dziewoja chce wyjechać do Anglii i szukać pracy w BBC. Jej, no tak, zaraz ją przyjmą i zlecą jej temat - opisz przebieg działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie... Ja bym w ogóle zlikwidowała połowę wydziałów humanistycznych, bo moim zdaniem uczelnie robią ludziom krzywdę, przyjmując ludzi na takie kierunki, po których nie ma pracy, bo jest za dużo absolwentów :( Walka pracodawców o studentów socjologii - niezłe ;)

2. Druga rzecz to słoneczny balkon obecny w internecie, czyli blog o miejskim ogrodnictwie na balkonach. Wiem, że w mieście jest mało zieleni, a ludzie czują taką atawistyczną chętkę, żeby sobie podłubać w ziemi, przy korzonkach, działek pracowniczych w mieście trochę jest, ale są zajęte przez emerytów, a poza tym plany są, żeby te RODy zlikwidować (nie wiem,o co dokładnie chodzi i trudno mi powiedzieć, co jest lepsze, ale centrum miasta to chyba jednak nie jest miejsce dla działkowiczów). Obejrzałam filmik, gdzie ta blogerka prezentuje swoje balkonowe królestwo i ... jękłam :/ wiem, że dopiero maj, ale te roślinki wyglądają, jakby umierały w bólach, takie małe, wątłe, sałatka wyciąga ręce... listki po ratunek, pomidorek ma drgawki przedśmiertne, no roślinny obóz koncentracyjny. Sama na działce hoduję rośliny, więc przykro mi było na to patrzeć, bo rośliny uprawiane w gruncie rosną o wiele, wiele lepiej :(
mój szpinaczek

Do uprawy na balkonie nadają się kwiatki, warzywa się źle czują w doniczkach. Przykro mi, ale tak jest. Jeszcze jakiś może mały ogródek ziołowy, ale na tym balkonie widzę ewidentnie pójście na ilość, wiele wiele gatunków roślin, pomidor, papryka, rukola, sałata, roszponka, stewia, marchewka (TAK, marchewka w doniczce), brakuje tylko jeszcze buraka i kukurydzy.
moje roślinki w maju 2012r

i te same roślinki miesiąc później- ta gigantka po prawej to rukola, niestety już przerosła i była fu.


Pewnie nie powinnam krytykować tego, co ktoś inny ma na balkonie i co mu sprawia radość, ale mi sprawia radość pisanie o tym, choć nie poszłam na dziennikarstwo :P

czwartek, 16 maja 2013

O smutnym losie kota działkowego

W miejscowości letniskowej z nadejściem wiosny życie rozkwita. Już nie można biegać po ulicy w piżamie i kapciach w środku nocy śpiewając piosenki nawołujące koty. [ Na melodię Brother Louie Modern Talking]
Przeważnie emeryckie oblężenie następuje od połowy kwietnia, później populacja wzbogaca się o matki z wózkami i wraz z nadejściem wakacji - boom! dzieciaczki, młodzież i studenci czasem też.

Mnie to średnio cieszy, ale cieszy koty bezdomne. Przybysze zaopatrują kompostowniki w kocie rarytasy: wczorajsza kiełbaska, wypieczona kaszanka, karkóweczka i kurczaka kosteczka. Pod osłona nocy można też porozrywać worki ze śmieciami w poszukiwaniu jakiejś rybki, kartonu po mleku i innych pyszności. W ciągu dnia jest obfitość ptactwa dzikiego i gryzoni.
Czasami jakaś kocia miłośniczka zakupi taniej karmy suchej i wystawi pełne miseczki koło swojej komórki.
Przez ten okres rodzina się zdecydowanie powiększa i z jednej parki mamy kotów co najmniej pięć.
Tylko, że w październiku wieś pustoszeje. Nie ma kto karmić!
A nie zapomniałam... przecież jestem ja i grono kocich miłośników z powołania, a nie z przypadku.

Przez parę sezonów stawaliśmy przed problemem jak ograniczyć koci problem. Sąsiad budował ocieplane domki i przywoził wory karmy. Trzy lata temu postanowił jedną jedyną kotkę i rodu nestorkę wysterylizować na własny koszt. Spóźnił się z zamiarem łapania tylko o tydzień, bo zdążyła zjechać dobrotliwa Janina. Moja ukochana sąsiadka, która podobno kocha koty. Kocha jak małe kociaki bawią się u niej w ogródku, poi mleczkiem, ale jesienią sobie jedzie do swojego mieszkanka w stolicy i ma w głębokim poważaniu co się z kociaczkami dzieje.
Kotka nie została wycięta, bo Janina nie pozwoli kotów krzywdzić! Nie da u siebie na działce pułapki zastawić.
Jednocześnie sąsiadka bystrym okiem w młodym miocie potrafi wychwycić wszystkie samiczki i je profilaktycznie potopić póki ślepe. Zapobiegliwa!

Później przyszła ciężka, długa zima i koci katar. I nie było już nikogo.
Ale działkowicze zadbają o to, żeby były na wsi bezpańskie kotki. Przywiozą sobie małego kociaka, pobawią się trzy miesiące i zostawią takiego, bo podobno kot przywiązuje się do miejsca i nie wolno go zabrać ze sobą do mieszkania w bloku, bo krzywdę się mu robi...

Ciekawe ile kotów przybędzie tej jesieni?

niedziela, 12 maja 2013

Trochę świata w obrazkach.

Słucham sobie Diamonds Rihanny, czyli piosenki, która zawsze leciała w Radio Zet o godzinie 14:50, kiedy dzwoniąc zębami jechałam autobusem 163 do pracy. Jeśli ktoś chce poznać autobusowy hardcore, to zapraszam do tej linii. Połowa trasy wiedzie po prowincji wyłożonej betonowymi płytami, żeby jelcze mogły przejechać, niezapomniane przeżycie, zwłaszcza po ciemku, gdy człowiek nie wie gdzie jest, dokąd zmierza i czy w ogóle gdzieś w tej dziczy dojedzie ;)

Odkryłam program online do robienia kolaży, więc kolaż nr 1 z konferencji. Oceniam pozytywnie, o ile są jakieś pozytywy w tym, że zapłaciłam połowę pensji za to, żeby mieć cały weekend zajęty ;) Ale niestety nikt nie miał nic do dodania w sprawach homeopatii.

A to taki mały zbitek zdjęć, z których tylko dwa są z maja, a jedno nawet nie z tego roku. W sumie nie wiem, o czym jest ta notka, ale muszę dodać, żeby moja była na górze, a nie Tysi. A jeszcze jedno: najnowszy zakup! Niestety nie jest to kolor polecany przez Nissiax83, moją nową idolkę :( Ale w polskiej superpharmie wybór ubogi, cud, że w ogóle jest Essie.

czwartek, 9 maja 2013

Dorośnij

Podobno osoby niby pracujące i patologicznie bezrobotne mają czas na wszystko poza szukaniem pracy.
Pewnego pięknego słonecznego dnia siedziałam sobie na ławce i w sumie były to jak zwykle beztroskie chwile. Tym razem samotnie nie kontemplowałam marności, bo towarzyszył mi L.P.. A i miejsce było ostoją życia towarzyskiego - stacją kolejową. Pociągi przejeżdżały w miarę regularnie, a to się kolejom nie zdarza często. Mnóstwo ludzi: starsze panie z wózkami pełnymi czegoś, młodzież ucząca się w pobliskim LO, jacyś pewnie studenci i oczywiście też ludzie pracy.
A my sobie siedzieliśmy i siedzieliśmy i pewnie bym przebierała nogami i żuła gumę, żeby się dać ponieść chwili. [tylko nogi za długie, a na gumę nie stać ;)]
Oczywiście bardzo dobrze się ludzi w takim tłumie obserwuje i można trochę poszydzić. Tak też my robilim.
Nadjechał pociąg z Warszawy i wysiadł z niego człowiek ubrany w garnitur w tenisowe prążki, w ręku dzierżył skórzany neseser i dumnie prezentował swoje sumiaste wąsy. Młody człowiek i wąsy?! Ale zaraz zaraz... my go znamy... przecież to L.H.!
Podeszliśmy zagadać. On spojrzał na nas z wyższością, wąsy swoje ruchem warg skrzywił i rzekł:
- Nie rozmawiam z wami, nie jesteście dorośli. Dorosłość wyraża się tym, że jest się gotowym na wąsy.
Po czym odwrócił się na pięcie i zeskoczył z peronu.

Taki miałam kolejny sen.

W sumie to L.P. chyba też wąsy zapuścił i sama zostałam w mojej niedoli. Z kim ja teraz będę mentalnie na peronie siedziała?

Dwa dni temu przypomniał mi się musical z 1993 roku - "Ania z Zielonego Wzgórza" wystawiana przez Operetkę Warszawską. Mama kupiła nam kasetę magnetofonową i my tego słuchałyśmy i słuchałyśmy, a ja niechcący więc zapamiętałam chyba z 90% .
Chciałam znaleźć teksty w internecie, ale wszystkich nie ma ;(
Pochwaliłam się Wero, że szukam i że mam tzw. fazę, ale mi powiedziała, że lepiej bym jej poszukała torebki, bo zajmuję się głupotami.
Głupoty nazywają się:
Piosenka dojrzałości 

W ciągu paru dni, w ciągu godziny,
Skończona męka- zdane egzaminy
Koniec!
Nauki!
Wulkan!
Radości!
Staliśmy się… Staliśmy się
Dojrzali i dorośli,
Jeszcze-
Jeszcze wczoraj
Głupi
I mali
A teraz nagle… A teraz nagle…
Zabójczo dojrzali.

Kto nie dojrzał, że już dojrzał
Ten nie spojrzał w dyplom swój
Tam wpisano że dojrzano 
Iż dojrzałość pełna w nim
Tram, tara…

Musisz odejść 
Tak jest i nie może być inaczej 
Cała sprawa jest chyba prosta
Trzeba na nią spokojnie popatrzećTy powinnaś odejść, ja – pozostać.Pisklę musi rozwinąć skrzydła, Młody człowiek zobaczyć miasto, Porzucają wilczki swoje stada,Zostawiają orlęta gniazdo.Przychodzi chwila,Przychodzi chwila,Szybciej niż ludzka myśl.
Ktoś musi zostać,
Ktoś dalej iść,Ktoś musi dalej iść. 


A sennik mówi, że wąsy tyle znaczą, że w sumie nic, więc nie będę się nad tym zastanawiać, bo jeszcze nie dorosłam do tego.

poniedziałek, 6 maja 2013

O pozytywach negatywnego myślenia

Jeżeli nie potrafisz być "Szalona optymistką" to bądź sobą. Próbowałam afirmacji: "Uda się". "Będzie dobrze", "To sukces murowany", "wygrasz w totka 3 miliony".
Ups! Nie wyszło.
Wracamy więc do punktu wyjścia, czyli będzie wywód o tym, dlaczego lepiej nie nastawiać się na miłe rzeczy.
Psychologowie, również zaczęli podważać teorię pozytywnego myślenia. Podobno to wymysł współczesnych czasów. Standardowa technika wszystkich menadżerów i na kursach dla sprzedawców.
Stoicy zalecali wyobrażanie sobie najgorszych scenariuszy, bo zmniejsza to obawy względem przyszłości.
Chyba jestem stoikiem.

Myślimy pozytywnie: "W tym roku powodzi nie będzie, nie umacniamy wałów przy rzece". Oczywiście przyroda też odczuwa te dobre fluidy! Efektem jest zalanych pięć miejscowości. [jakbyście mieli pretensje do władz, że was zalało to przecież oni pozytywnie myśleli i to nie ich wina].
Wg mnie tak to działa.

Albo może mam się skupiać w dążeniu do założonego celu? Bardzo słuszna uwaga, tylko nadal nie wiem jaki ten cel jest i jakimi środkami go osiągnę.

Tylko uwaga to nie jest tak, że rezygnuję zanim spróbuję. Mam się przygotować na najgorsze, rozważyć wszystkie opcje i zrobić tak, żeby zminimalizować ryzyko.
Utopia mnie utopi i zniekształci rzeczywistość.
Jak miałam egzamin na prawo jazdy to szłam z nastawieniem: Przecież jak nie zdam to do rekordu 63 podejść pewnej Chinki mam duży zapas. Jakbym wjechała w ogrodzenie placu to jeszcze mnie w wiadomościach pokażą.
Miałam odliczone w portfelu pieniądze na następne podejście i wszystko już sobie pięknie zaplanowałam, co będę robić jak przyjadę tu następnym razem. A tu taka miła niespodzianka, bo się chyba zlitowali nad mną i mi napisali POZYTYWNY. Jakbym robiła wizualizacje i afirmacje, że zdam to tylko by mi było podwójnie przykro.

Moja całkiem niegłupia siostra też uważa, że należy zakładać najgorsze. Całą zimę mi powtarzała, że o brak owłosienia na nogach należy dbać cały rok, ze szczególnym uwzględnieniem okresu zimowego.
- Wyobraź sobie, że wychodzisz z psami na spacer. Ubrana to możesz sobie być jak hipster, najwyżej się powie, że taki masz styl. Ale jak złamiesz nogę to nie jadę z tobą na pogotowie. O nie nie!
Jak widać ma to jakieś uzasadnienie.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...