środa, 24 kwietnia 2013

Jak kot czuje się wiosną?

Jak kot czuje się wiosną,
kiedy nie tylko kwiaty rosną,
i na rozmokniętej ziemi,
powoli się zieleni?

Znowu się nie wyspałam, bo liczyłam na powrót całej trójki na noc. Wróciła tylko Libka i to też grubo spóźniona. Może jestem dziwna, ale wolę kiedy koty jednak w domu śpią.
Muszę powoli pozbawiać się nadopiekuńczości, w końcu to nie pierwsza kocia wiosna.
Trzy miesiące pilnowały kominka i grzejników, teraz chcą to sobie odbić i wyszaleć się w lesie.
Może zna ktoś przepis na mysią zupę? Może krem z jaszczurki? Deser z motylków?
Nawet Duduś łowcą się stał - a to jest pan i władca jak lew na sawannie, woli czekać i zabrać kocinom. Rudy Szef kuchni zaproponował mi tatar z nornicy na przystawkę.

Plusy:
- absolutny brak użycia kuwety
- zmniejszone zapotrzebowanie na karmę  z racji jedzenia "na mieście" [raczej wsi]
- ogólna zgoda w rodzinie, nawet z jednej miski mogą jeść [Dudek i Katka]

Minusy:
- nie wracają na noc, wybywają na dłużej niż dwie godziny [nie mogę kontrolować i się martwię]
- z racji myszospożycia i łażenia gdzieś należy uważnie zadbać o profilaktykę [odrobaczamy, zabezpieczamy przeciw kleszczom i pchłom]

Koty są szczęśliwe.

P.S.
Ponieważ Jaskra dba o to, żeby wpadały do nas włosomaniaczki [serdecznie pozdrawiam czytelniczki :D]
Włosy czaszę rzadko, nie posiadam Tangle Teezera, ani szczotki z włosia dzika. [tu podsuwam pomysł na prezent]. Mam plastikowy grzebień, który podobno jest zły, bo ma łączenia... Przykra sprawa.
Któregoś dnia czesałam swoje włosy i przypałętało się rude kocisko. On lubi czesanie. Przyjrzałam się temu co wyczesałam z Dudka. Zaniepokojona pobiegłam przeprowadzić próbę bibułową...
ekhm także no...
Nie czeszmy kotów swoimi grzebieniami i dbajmy o profilaktykę przeciwko ektopasożytom szczególnie.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Niestety moje zdanie o pielęgnacji włosów

We wrześniu zaczęłam się interesować włosomaniactwem, a przynajmniej czytać to, co na wizażu piszą o dbaniu o włosy i powoli dojrzewam do tego, żeby przyznać się do klęski, podpisać traktat o kapitulacji i złożyć broń!
moje włosy
Hmm, na tym zdjęciu moja twarz wygląda całkiem nieźle, tzn można sobie wyobrazić, że jej dalsza część tworzy miłą dla oka całość ;)
Co jest na zdjęciu? Moje włosy! Moje CAŁE włosy!
Czasem mam wrażenie, że te wszystkie włosomaniowe blogi zostały założone przez dziewczyny, które mają włosy gęste i długie jak u jaka tybetaskiego, a ich celem jest tylko i wyłącznie wkurzanie innych, mniej obdarzonych przez los! Przeglądam posty z serii Historia Moich Włosów i z mojego punktu widzenia te historie wyglądają tak:

Kiedyś nie dbałam wcale o moje włosy, prostowałam, farbowałam, używałam szamponów z drogerii, nie używałam maski, pianki, mgiełki, olejku ani serum. Moje włosy były matowe i bez życia i wyglądały tak:
Całe szczęście odkryłam forum i blog o pielęgnacji włosów, które odmieniły moje podejście i życie! Zaczęłam  stosować olej kokosowy, który moje włosy pokochały, maskę do włosów, mycie włosów odżywką, suplementy, wcierki z zielonego pieprzu oraz odstawiłam prostownicę! Po pierwszym zastosowaniu takiej kuracji moje włosy były miękkie i odżywione, a po kilku miesiącach zmieniły się nie do poznania! Teraz kocham moje włosy! Zdjęcie z dzisiaj:

Wiem, że są dziewczyny, którym się udała włosowa metamorfoza, ja sama uwielbiam czytać historie czyichś włosów oraz porady na temat pielęgnacji włosów, ale musimy zdać sobie sprawę z faktów (a nawet z faktów autentycznych :P)- rodzaj włosów jest cechą genetyczną i nie da się nic z nim zrobić.
Każde włosy mogą być zadbane albo zaniedbane, ale jeśli mamy rzadkie i sianowate włosy, to możemy mieć zaniedbane  rzadkie i sianowate włosy, albo zadbane rzadkie i sianowate włosy, nic więcej się nie może stać! Uściślę- nic więcej, jeśli chodzi o naturalną pielęgnację włosów, bo są jeszcze treski, przeszczepy włosów, jakieś podpinki, dopinki i inne sztuczne cuda wianki. Ja nie widzę wielkiej różnicy na zdjeciach "before" i "after", mam wrażenie, że część to jest chyba autosugestia czy wmawianie sobie, że włosy są ładniejsze- to w końcu rzecz subiektywna, nie da się zmierzyć piękna ;)
Najnowsze nabytki
Moje najnowsze nabytki, chcę trochę wzmocnić moje biedne cebulki, więc mam aż trzy wcierki ;) Aktualnie wcieram jantar, a eliksirem green pharmacy psikam przed nałożeniem oleju.
Pozdrawiam wszystkie Włosomaniaczki i mam nadzieję, że wasze starania o piękne włosy przynoszą więcej efektów, niż moje :)

ps. A jak ja tak naprawdę dbam o swoje włosy? Olejuję włosy olejem z pestek winogron przynajmniej raz w tygodniu, raz w tygodniu nakładam maskę biowax albo tą z avocado, łykałam calcium pantothenicum (dwa opalowania), łykałam skrzypowitę (trzy opakowania i @ mi się po tym zatrzymał, gdyby ktoś był ciekawy), łykałam tran, zdrowo się odżywiam, odstawiłam prostownicę, nie farbuję (ale siwuchy atakują, trzeba niedługo zacząć), kupiłam super suszarkę z regulacją i jonizacją, serum A+E na końcówki, szampon z Green Pharmacy, odżywka Avokado i Karite, ta tak bardzo polecana... To mało? A efektów ciągle brak, no tak...

czwartek, 18 kwietnia 2013

Absurd nr 1

Jeżeli mieszka się w ekstremalnie małej wsi to można powiedzieć, że ten pan co mieszka na drugim końcu kilometrowej ulicy to też sąsiad.
Jeżeli z tym sąsiadem istnieją więzy rodzinne określane jako "piąta woda po kisielu" to mówimy do niego wujku, a do jego żony ciociu. Proste?

Mam taką Ciocię. Ciocia jest już emerytką od dobrych paru lat. Jest miła, ale... Lubi gadać o wszystkim i o niczym. Bilet seniora jej przysługuje, więc często porusza się pociągami podmiejskimi.
Miałam to szczęście, że powrót Cioci od lekarza przeważnie zgrywał się z moim powrotem z uczelni. Znam to siadam i słucham, słucham, słucham. Po paru takich komunikacyjnych spotkaniach zaczęłam unikać osoby.
Teraz nie jeżdżę regularnie KM, ale jak już się zdecyduje odbyć podróż to na bank będzie z Ciocia.
Ostatnio na szczęście miałam u boku cudownie empatyczną i sympatyczną siostrę, która przejęła ciężar rozmowy. Wysłuchałyśmy historii o problemach zdrowotnych Wujka, sprawach sercowych kuzynów... Słuchałam, słuchałam i odpłynęłam...
W pewnym momencie K. mnie szturcha łokciem. Czyli zaczyna się robić ciekawie. Patrzę na kobietę, która siedzi obok naszej rozmówczyni. Obca kobieta ma "oczy jak pięć złotych" i minę "karpia". Nawet jakby nie chciała słuchać to niestety będzie trudne, bo Ciocia donośnym głosem na cały przedział oznajmia:
- A wiecie, że córkę moją głowa strasznie boli ostatnio, takie ma bóle, że do szpitala na tomografię ja skierowali. Mówię jej "Córciu, ale będzie heca, jak się okaże, że ty w tej głowie guza masz".
Nie komentujemy, też jesteśmy w szoku.
- Jak Cię ten mąż czasem po pijanemu trzepnie, to on przecież ciężką rękę ma, ale będzie heca.

Ale się okazało, że Córka ma tylko zapalenie zatok.
Hecy nie było... a może jest?
Heca,

1) popularna na przełomie XVIII-XIX w. forma widowiskowa, przeznaczona głównie dla plebsu, bliska cyrkowi (walki dzikich zwierząt, woltyżerka, występy klaunów).

A i jeszcze na koniec zdjęcie, które zrobiła Jaskra.
"Nie chce mi się aportować kija to go zjem"

Tak się rozwiązuje problemy!

Do pracy, rodacy!

Nikt nie umrze z głodu w Polsce Ludowej!
Ostatnio pojawiła się pozytywna tendencja w kwestii szukania pracy wśród znajomych.
Bez pracy nie ma kołaczy!
W związku z tym, że szykuję się do zmiany pracy, postanowiłam zamieścić kilka zdjęciowych wspomnień z mojej pierwszej (rychło byłej) pracy :).
kot w kadrze!
Tysia mówi, że w notce muszą być zdjęcia kota, bo to się dobrze sprzedaje
kuchnia i jadalnia
To bardzo ważne miejsce, dzięki niemu mogłam posilić się kawą, kanapeczką, herbatką i gorącym kubkiem.

Danie tanie niesłychanie ze sklepiku "U Kasi"- algi z morskim bananem, tfu wafle z algami, dziwny smak, ale w sumie nie czuć za bardzo tych dodatków.
Praca wre
Centrum Zarządzania Światem i komputer, który ratował mnie przed śmiercią z nudów ;)
zegar i waga
Zegar i waga mogłyby być tematem jakiegoś barokowego natchnionego malowidła- Martwa natura z zegarem, wagą i dziczyzną, ale tu pokazuje tylo dwie miłe wartości- po pierwsze mój ciężar, po drugie niecałe pół godziny i do domku!!
nie mam lustra w pracy
I ostatnie zdjęcie i ostatnia pracowa rozrywka- robienie sobie zdjęć komórką, bo nie mam lustra w pracy. Tak, nie mam lustra, już raz przeglądałam się w nożu, żeby sprawdzić, czy się nie rozmazałam :P Nie chronię swojego wizerunku, bo też co to za wizerunek! Jaki pan, taki kram, czyli marny wizerunek. 



środa, 17 kwietnia 2013

Czarny humor


Przychodzi mama Jasia do Powiatowego Urzędu Pracy w poszukiwaniu pracy dla swojego syna, który skończył właśnie zawodówkę i na dalszą naukę raczej nie ma szans. Podchodzi do urzędniczki i pyta się jej czy nie ma jakiejś pracy dla jej jedynego ukochanego synka. Urzędniczka na to:
- No mamy tutaj, na budowie 4000 zł miesięcznie
- Nie, proszę pani, mój syn będzie tylko wtedy pił i pił...
- Rozumiem, to tutaj kolejna oferta pracy przy kopaniu, 3000 zł miesięcznie
- Nie no, też będzie pił cały czas...
- To czego pani szuka?
- No tak za 600-700 zł miesięcznie coś...
Urzędniczka zaczyna szukać, kartkuje, sprawdza w komputerze, aż wreszcie podnosi głowę i mówi:
- Tak, mamy kilka ofert, ale to potrzebne są studia.

Znalezione w internecie.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Sen o przyszłości

Zastanawiam, się, co będzie się działo w przyszłości, jaki będzie świat. Widzimy, jakie teraz są kierunki rozwoju świata, więc w jakimś stopniu można przewidzieć, jak to się dalej potoczy.

Niszczenie środowiska, zagłada gatunków- to oczywiste zagrożenie, choć do pewnego stopnia jest to naturalna kolej rzeczy- chodzi mi o to, że to straszne, że koziorożec pirenejski czy tygrys syberyjski, ale gatunki istnieją w określonym miejscu i czasie, więc jeśli świat i środowisko się zmieniają, to gatunki znikają. Nie ma sensu trzymać kilku sztuk w zoo czy w słoiku, tylko po to, żeby były, skoro nie ma dla nich miejsca w naturalnym środowisku. Co oczywiście jest winą człowieka, czyli tak naprawdę moją, bo nie gaszę światła.

Suplementacja życiowa- w radio słyszę coraz więcej reklam specyfików na stawy, na męskie libido, na damskie libido, na apetyt dzieci, na koncentrację, na depresję, na sen, na aktywność... Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli brać tabletki, żeby w ogóle coś poczuć...

Przerost życia wirtualnego nad prawdziwym- coraz więcej jest blogów, stron internetowych filmików na YT, do czego to doprowadzi? Może kiedyś ludzie będą się porozumiewać tylko przez skype i gg? Kiedyś podobno było dużo kółek zainteresowań i klubów dyskusyjnych, a teraz tylko fora w internecie... Samotność w sieci- łatwo się tam zapomnieć, a stamtąd tylko krok do Sali Samobójców i innych mało ciekawych tematów.

Natłok bodźców- kiedyś ludzie nie mieli radia, tv ani nawet koputera z internetem, a jakoś żyli. Dziś potrzebujemy dużo bodźców, żeby się nie nudzić. Czytać książkę i słuchać jednocześnie muzyki, oglądać serial z laptopem na kolanach, jechać na rowerze z mp3 w uszach... Z tych bodźców robi się zgiełk, szum, takie bagno informacyjne, wcale nie mamy dostępu do większej ilości informacji, bo zalewa nas tego tyle, że nie można tego szlamu przefiltrować...

a ja piję herbatę z filiżankokubka od Jacobsa i zastanawiam się nad sensę mojej konformistycznej egzystencji

piątek, 12 kwietnia 2013

O darze przewidywania - Dzień Czekolady

W poniedziałek wizyta w mieście się odbyła. Uzupełniłam zapasy kosmetyków (daruję sobie recenzję tych produktów, od tego jest Iwo). Nawiedziłam market -  Promocja: Czekolada gorzka 60% kakao po 2 zł tabliczka. Trzeba kupić! Będzie ciasto.

Francuski murzynek - czyli ciasto czekoladowe bez mąki i bez glutenu
:D
proporcje są takie:
100 g czekolady gorzkiej
100 g masła
100 g cukru
2 jaja

Na dużą tortownicę zużywam 3-krotność.
Czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej (lub mikrofalówce).
Ubijamy białka na pół sztywno.
Żółtka ucieramy z cukrem aż zbledną.
Ostudzoną masę czekoladowo-maślaną łączymy z żółtkami, później z białkami.
Przekładamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy w 170 stopniach z termoobiegiem, na dno piekarnika wstawiam miseczkę z wodą.
Po godzinie na wierzchu tworzy się skorupka. Wtedy też ciasto jest gotowe. Najlepsze jest po 24 h w lodówce.

Przyznam się, że wczoraj ubiłam całe jaja z cukrem i ciasto też się udało. ;)
Znowu miałam intuicję, dzisiaj jest Dzień Czekolady!!! Mam czym świętować. Nie chcę wiedzieć ile to ma kalorii...

niedziela, 7 kwietnia 2013

O istocie w kocie

Przyszła. Kocia gracja w każdym calu, od czubka noska po koniuszek chwosta. Usiadła i spojrzała się na mnie. Nie wiem jak ona to robi. Prawdziwa Kocia Królowa. Niby nic, a zachwyca.
- Chciałabym być kotem - pomyślałam.
Byłabym niezależna, pewna siebie, wyjątkowa.Nie przejmowałabym się uwagami innych.
Oj czemu te kocie cechy nie przechodzą na mnie? Kto z kim przystaje, takim się staje. To nie działa!

Dlaczego Rudy wczoraj sobie spokojnie stłukł solniczkę i my to po prostu przyjęłyśmy do wiadomości? Przecież solniczka zawierała święconą sól. Była solniczką do koszyczka. Ale Diabeł Wcielony zadecydował, że starczy tego i sobie zbił. Jemu wszystko wolno, on jest kotem. Zrobi słodka minkę i trzyma w garści całą rodzinkę.

Pewnego dnia musiałam odwiedzić punkt ksero. Potrzebowałam wydrukować tajemniczy plik: "LM.doc".
Pan: To czego ja mam szukać na tym pendrivie?
Ja: no LM
Pan: aaaa to List Miłosny
Ja: nieee motywacyjny...
Pan: Ale dzisiaj są Walentynki, dzisiaj to miłosne się wysyła.
Myślałam nad cięta ripostą, albo szybką zmiana tematu.
Pan: Pani to dziwna jakaś, jak można takie bzdury pisać?
Matko i kotko! On czyta mój list motywacyjny! Jak on może!?
Pan: Nazwała pani ten dysk "Koty są miłe", otóż Nie! Koty to mściwe kreatury!
Ja: A miał pan kiedyś kota?
Pan: Nie.
Ja: To czemu pan ocenia?
Pan: Koty takie są i już.

Bez sensu była dalsza rozmowa, zapłaciłam szybko 30 gr i oddaliłam się spiesznie. Dziwny człowiek, nie docenia i ocenia.

Koty są miłe, dobre i kochane. Nie robią nic, bo trzeba. Nie dają się stłamsić.
Nie ufam ludziom, którzy nie lubią kotów i ludziom mieszkającym na 40 m2 z 20 kotami też.
A teraz idę pomarzyć i popodziwiać, bo kotka Katka tak słodko śpi zwinięta w rogalik. Lukrowany rogalik w koszyczku na chleb.

piątek, 5 kwietnia 2013

Żyj, mój świecie i kocie!


A ja mam tylko świat,
chcę ocalić go od łez i od trosk!
Od łez chrońmy ten świat,
tak tu pięknie.
Niech serce w nim gra,
niech nie pęknie.

No i tak. To był maj, pachnieła Saska Kępa (eh...), ulica kwitnącej wiśni niech ci się przyśni, dookoła noc się stała, księżyc się rozjaśnił, komu rodzić mam weselne dzieci? Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd...

Po tym bezsensowym wstępie przechodzę do meritum. Postanowiłam wykorzystać dzieć wolny od pracy na zakupy. Niestety szybko okazało się, że nie stać mnie na za dużo, więc zakupy się trochę zmniejszyły. Dokładniej- stać mnie, bo mam pieniądze na koncie, ale rozsądnie byłoby tak zaplanować wydatki, żeby nie wydawać przez miesiąc więcej, niż się zarobi w miesiąc. Chyba upomnę się o podwyżkę w tej mojej pracy, skoro moi szefowie są tak bogaci, że stać ich na utrzymywanie firmy, która nie generuje zysków, to ja też chcę coś z tego mieć :P
Pierwszy planowany zakup- szuszarka z dyfuszorem! Niestety model polecany na forum chyba już jest przestarzały, więc nie mogłam go sobie obejrzeć w sklepie, jest nowszy model, ale nowszy= droższy. Może rozłożą mi te 150zł na raty? Proszę...
Drugi zakup- perfumy na wiosnę. Pani w Sephorze dała mi do powąchania chyba z 10 różnych i pod koniec już nie czułam żadnych zapachów, naprawdę. Jednak przez tą pachnącą mgłę najbardziej chyba podobał mi się zapach DKNY Energizing. Czy w Sephorze rozkładają płatności na raty? Chyba nie, w Sephorze dają karty stałego klienta... 

Przejdźmy do czegoś bardziej optymistycznego- co udało mi się kupić :)

Zakupy z Rosska
Czyli zakupy z Rossmana. Żyj, mój Rossmanie! Pamiętam jeszcze czasy, kiedy Rossmany były dość rzadkie i to było prawie tak, jakby Niemcy do nas przyjechały ze swoimi wspaniałościami, szmateczkami, mydełkami i płynami do kąpieli. Teraz wszędzie są i każdy może sobie iść i kupić.
Krem BB- jeden mi się skończył, to kupiłam drugi, tej samej marki, bo całkiem niezły.
Henna- kosztowała 2zł, to stwierdziłam, że można zaryzykować. Nie wziełam czarnej (która cieszyła się zdecydowanie większym wzięciem, sądząc po ilości na półce), tylko brąz, no bo jednak mam jasne włoski. Wero, szykuj się,jutro będziemy to robić!
Rybki z Rival de Loop- blogerki polecają, kosztują z 6zł, można spróbować.
Krem Nivea Soft- musi być i często go używam, ostatnio też do twarzy. Nawet się nie zastanawiam, czy dobry czy zły, taki krem w domu musi być, koniec, kropka.
I najważniejsze (choć nie najdroższe)- ściereczka z mikrofibry.

Tak, to jest ściereczka Flink & Sauber (Szybko & Czysto) do wycierania kurzu, ale będę ją używać do mycia twarzy metodą OCM! Pewnie szybko mi się znudzi, ale wtedy będę mogła nią laptop przecierać :)


wtorek, 2 kwietnia 2013

Generator problemów

K: chodźmy z psami na spacer!
Ja: niee, teraz nieee teraz pada śnieg!
K: ale mało pada
Ja: no co Ty jutro już kwiecień, przecież nie będzie bardziej padało

Oj tak to z nieba znak, zawsze być może przecież gorzej. Kiedy trzy godziny później szłyśmy na spacer był on już tylko z konieczności, nie z przyjemności.
Może ja teraz poproszę o więcej śniegu??? Więcej jeśli się da!

W Mazowieckiem wczoraj 50 tys ludzi bez prądu. Nie byłam sama, nie byłam sama. 20 godzin bez elektryczności, bieżącej wody, ogrzewania. Lany poniedziałek, czerpanie wody ze studni i autośmigus dyngus, bo przecież trzeba się pozalewać.

Jeszcze ciekawe zjawisko. Przedświąteczne sprzątanie. Cyrk na kółkach jak w kolejnym odcinku Perfekcyjnej Pani Domu. Dobrze, że sreber rodowych nie mamy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...